13
Sie
2019
7

100 lecie BAUHAUS – czyli Oda do idei…

Na rok 2019 przypada setna rocznica powstania BAUHAUS. ABSOLUTNEJ LEGENDY I IKONY TEGO CO DZIŚ ZWIEMY „SZKOŁĄ PROJEKTOWANIA”. Nie mogłabym tego faktu pominąć w tekstach, które opracowuje na bloga. Jego nazwa: “kultura osobista” mnie nieustająco zobowiązuje, a przynajmniej tak mi się wciąż wydaje 😉

Pierwsza siedziba szkoły Bauhaus – projekt Walter Gropius

BAUHAUS – jak się okazało – choć jego żywot w rodzimych Niemczech był dość krótki (jedynie 14 lat) – stał się zjawiskiem, które miało i ma wpływ na kulturę przez tak długi czas, że nie sądzę aby jego twórcy, choć byli postaciami o nieprzeciętnej umysłowości, wybitnych talentach i sami w sobie mocno wyprzedzali epokę, w której przyszło im żyć – ten fakt przewidzieli.

Dopiero pod koniec XIX wieku stwierdzono, że dobrzy rzemieślnicy są artystami, a każdy artysta powinien być także dobrym rzemieślnikiem.

BAUHAUS urzeczywistnił tę ideę. I wciąż nie straciła na wartości i znaczeniu. A była to idea połączenia w jedno trzech dziedzin: sztuki użytkowej, rzemiosła oraz architektury. Nie wydaje mi się zbytnią przesadą stwierdzenie, że nawet dziś niezbyt często w praktyce można spotkać osoby, które potrafią pełnić  jednocześnie funkcje inżyniera, kreatora, designera jak i architekta…

Każdy kto kiedykolwiek borykał się z budową domu, czy też dużym remontem wie, że udręka tym czynnościom przynależna wynika w znacznej mierze z faktu, że oferta rynkowa jeśli idzie o ludzi, którzy będą władni sprostać całościowemu podejściu do tego, czym była idee fixe szkoły BAUHAUS – jest mikroskopijnie niewielka. Zaś koszty obcowania z nimi – astronomicznie duże…

Logo Bauhaus zaprojektowane przez Oskara Schlemmera w roku 1922 

Walter Gropius – założyciel BAUHAUS powiedział wiele mądrych rzeczy. Niemniej dla tego by oddać jego idee, najważniejszy wydaje się być poniższy cytat:

Good architecture should be a projection of life itself. And that implies an intimate knowledge of biological, social, technical  and artistic problems

*    *    *

Bauhaus powstał w 1919 roku w Weimarze. A Weimar na mapie historycznej, politycznej i symbolicznej Niemiec – to miejsce szczególne. Jest bardzo stare. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą sprzed pierwszego tysiąclecia naszej ery (sic!). Przez ponad trzy stulecia miasto stanowiło stolicę księstwa. Od 1871 weszło w skład zjednoczonych Niemiec. W historii tego kraju, już bardziej nowożytnie – nie można oderwać jego nazwy od tego czym była / jest dla Niemiec  “Republika Weimarska” (1919 – 1933). A zwłaszcza od tego, co się wydarzyło potem. To nie jest przypadek, że czas istnienia Bauhaus jest z tym faktem związany nicią nierozerwalną, acz tragiczną! Konstytucję niemiecką zredagowano bowiem właśnie w tym mieście, bo ówczesna stolica Niemiec (Berlin) była rok wcześniej ogarnięta zamieszkami rewolucyjnymi i uznano, że jest zbyt niebezpieczna by Zgromadzenie Narodowe mogło się w niej spotkać i ją uchwalić…

A wszyscy wiemy co się stało po 1933 w Niemczech… No właśnie 🙁

Weimar dla kultury Niemiec stanowi symbol. Bardzo znaczący. To tutaj tworzyli wybitni ludzie pióra: Johaan Wolfgang Goethe i Fryderyk Schiller. Jak i muzyki. Mieszkał tu także, komponował i organizował życie kulturalne miasta wybitny kompozytor Franciszek Liszt.

Mijały lata. Aż w końcu, właśnie w 1919 roku na mapie miasta Weimar pojawiło się kolejne zjawisko artystyczne – tym razem na styku architektury, dizajnu oraz malarstwa.

Twórcy Bauhaus to jeśli idzie o te dziedziny sztuki – to postaci nie tylko legendarne, ikoniczne, ale k a n o n i c z n e!

A ponieważ tak się składa, że Bauhaus (jak każda legenda) obrósł do dziś w nadawane mu własne znaczenia, wszedł także do języka jako symbol, nie zawsze odpowiednio dekodowany. Co więcej stał się swego rodzaju “snobistycznym wytrychem” w rozmowach ludzi, którzy lubią się posługiwać “modnymi” określeniami: “Ach, ten budynek to taki dzisiejszy Bauhaus”, “bardzo w stylu Bauhaus” – dobrze jest wiedzieć czym de facto Bauhaus był. Bo jak każda idea cierpiał też na pewne niedostatki związane z tym, że artyści i pragmatycy nie zawsze w jednym stoją domu 😉

I jesli chodzi o merkantylny aspekt działania Bauhaus – niedomagania te związane były z dość trywialnymi kwestiami. Samo życie – można by rzec. Zatrudnieni w nim artyści często nie mogli się pogodzić z czymś, zwanym standaryzacją, a przede wszystkim z produkcją masową. I w zasadzie ten fakt, jeśli chodzi o Bauhaus był przyczyną najbardziej bolesnych konfrontacji jego idei z tzw. praktyką. Bauhaus i wielki przemysł po prostu nie szły ze sobą w parze…

Mało kto pamięta obecnie, że była to szkoła, w której nikt się nie sadził na dorabianie jej gęby “innowatora”; “wielkiego ruchu”; “wybitnej idei”- choć zatrudniała najwybitniejszych! Kursy w niej podzielono na trzy etapy. Pierwszy z nich obejmował wiedzę teoretyczną z zakresu koloru, form i materiałów. Kolejny był poświęcony trzyletniej nauce na kursie rzemieślniczym, który wieńczył egzamin i otrzymanie dyplomu czeladnika (uczono obróbki drewna i metalu, malarstwa ściennego oraz rzeźby).

Bauhaus nawiązywał do średniowiecznej tradycji cechów rzemieślniczych. W których liczyła się przede wszystkim fachowość. Nie powinno się o tym zapominać. Dlatego u swych podstaw zbudowany został wokół idei: Mistrza, czeladnika i terminatora.

Bauhaus mówił o sobie zawsze skromnie. Mianował się “zwyczajnie” nawet nie uczelnią – ale szkołą rzemiosła i sztuki użytkowej. Powstała ona z połączenia Akademii Sztuk Pięknych oraz Szkoły Rzemiosł Artystycznych. Do 1925 roku działała głównie w Weimarze. Potem – kiedy zaczęto ją w tym mieście krytykować za szerzenie wywrotowych, obrazoburczych i lewackich idei – przez 7 lat w Dessau. I tylko rok (jakże znamienna data jej końca: 1933) w Berlinie. To w tym właśnie roku niejaki Adolf Hitler został Kanclerzem III Rzeszy…

*   *   *

Na samą myśl o najważniejszych twórcach ruchu artystycznego oraz najważniejszej szkoły projektowania w Niemczech po I-szej wojnie światowej – miękną mi kolana, a dłonie same składają się w geście modlitewnym! 

Henry van de Velde Prekursor powstania Bauhaus. Patron XX wiecznego wzornictwa przemysłowego. Malarz, projektant mebli i wnętrz. Nie jest dziś już tak mocno uwielbiany (i transponowany w pracach innych) jak jego kolega z grupy Bauhaus & jej twórca Walter Gropius. Niemniej – ikona! Z pochodzenia Belg. Urodzony w 1863 w Antwerpii. Najpierw był rozmiłowany w secesji. A następnie w Art Nouveau. W 1899 wydał pierwszy katalog, prezentujący meble jego autorstwa. Zanim pojawił się po raz pierwszy w Weimarze (1902), wcześniej mieszkał i pracował w Berlinie. Jeszcze przed współutworzeniem Bauhaus był właśnie w mieście Weimar twórcą seminarium rzemiosła, zwanego Szkoła Rzemiosł Artystycznych, opartego o zasady sformułowane przez brytyjski ruch “Arts & Crafts”. Piszę o tym specjalnie, bo to bardzo ważne dla zrozumienia idei, ktora przyświecała Bauhaus przy tworzeniu jego podwalin. Brytyjski ruch (na którym wzorował się van de Velde) powstał pod przewodnictwem Williama Morrisa, wcześniej twórcy tzw. szkoły prerafaelitów. I założony został w Anglii w roku 1861 przez grupę artystów, która postanowiła tworzyć tzw. sztukę użytkową, służącą całemu społeczeństwu, a nie tylko jej najbogatszym warstwom.

Krzesła zaprojektowane przez Henry’ego Van de Velde

 

Walter Gropius – “Ojciec – założyciel” – urodził się w 1883 w Berlinie. Żył najdłużej ze wszystkich postaci, które zbudowały legendę Bauhaus. Zmarł dopiero w 1969, w Bostonie, USA. Jest do dziś uznawany za jednego z najwybitniejszych twórców architektury modernistycznej. To jemu nowoczesne budownictwo zawdzięcza podwaliny pod coś, co nazwano potem “stylem międzynarodowym” (m.in. – dziś już powszechne – szklane ściany zamknięte pomiędzy stalowymi filarami). Studiował architekturę w Monachium, ale nie skończył studiów. Kiedy zamieszkał z powrotem w Berlinie – w jednym z biur architektonicznych, zanim otworzył własne – poznał kolegów po fachu: dwie inne ikony XX wiecznego projektowania: Ludwiga Miesa van der Rohe oraz Le Corbusiera. Zanim założył Bauhaus był twórcą nie tylko budynków użyteczności publicznej, które przeszły do historii, ale także prywatnych willi. Jak również – wziętym projektantem (karoserii samochodów, wzorów tapet, mebli i wnętrz).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Budynek mieszkalny, zaprojektowany przez Waltera Gropiusa w roku 1938. USA

Wassily Kandinsky – jeden z najwybitniejszych malarzy XX wieku – zatrudniony w Bauhaus w roli nauczyciela. Urodzony w 1866 roku w Moskwie, przedstawiciel abstrakcjonizmu był także grafikiem i teoretykiem sztuki. Pochodził z zamożnej rodziny przedsiębiorców, którzy zanim Wassily udał się na emigrację, przeprowadzili się do Odessy. Zanim został artystą, chcąc spełnić oczekiwania rodziny i społeczne wymogi klasy, z której się wywodził – studiował ekonomię oraz prawo. W 1886 wyjechał do Monachium, bo jednak okazało się, że swoje życie chce poświęcić malarstwu nie zaś cyferkom oraz przepisom. Zdecydowanie wyrastał poza swoje czasy i był człowiekiem niezwykle oddanym stałym poszukiwaniom artystycznego wyrazu dla siebie i swej duchowości. Nazywany jest malarzem, który wprowadził na płótna coś, co fachowcy nazywają “dysharmonią kolorów”. Prócz malarstwa interesowała go także literatura. I był autorem kilku książek. Pierwsza przez niego wydana nosiła znamienny tytuł: “O duchowości w sztuce”. Krytycy sztuki do tej poru uważają, że jego największy wkład w kulturę to założenie w 1911 roku, wraz z kolegą Franzem Marcem grupy “Der Blaue Raiter”, z której “wyrośli” najwięksi artyści-malarze pierwszej połowy XX wieku. Należał do niej także inny wykładowca Bauhaus: Paul Klee. Fascynowała ich sztuka prymitywna. I razem opracowali nowy rodzaj transponowania jej na ówczesne czasy. Do najbardziej powszechnie do tej pory znanych nazwisk związanych, czy też sympatyzujących z tą formacją należą także George Braque oraz Kazimierz Malewicz.

To Kandinsky’ego – z wszystkich twórców ugrupowania Bauhaus z pewnością można nazwać najbardziej “mistycznym”. Uważał, że podstawowa wartość sztuki tkwi w jej funkcji metafizycznej i tym, że to sztuka jest formą transcendencji. A raczej bramą do jej doświadczenia.

Obraz Kandinsky’ego:  „Yellow – Red – Blue”, 1925, obecnie w zbiorach Muzeum Pompidou w Paryżu 

Paul Klee – podobnie jak Kandinsky w Bauhaus prowadził zajęcia i uczył malarstwa. Artysta absolutnie wybitny, jedyny w swoim rodzaju. Obecnie jego prace osiągają na aukcjach niebotyczne ceny (do 10 milionów dolarów za obraz), ale w czasach działania Bauhaus Klee był skromnie żyjącym człowiekiem. Urodził się w Szwajcarii, niedaleko Berna. I podobnie jak wielu jego kolegów na studia wybrał Monachium, a konkretnie tamtejszą Akademię Sztuk Pięknych. Pochodził z bardzo muzykalnej rodziny i sam był równiez wybitnie uzdolniony muzycznie. Na poświęcenie się malarstwu zamiast komponowaniu – zdecydował się po dłuższym czasie. Zaczynał jako rysownik, a jak sam twierdził do malarstwa popchnęło go umiłowanie kolorów: “poczułem się malarzem kiedy zrozumiałem że kolor i ja stanowimy jedno”. Malował bardzo dużo, był niezwykle płodny artystycznie. W muzeum poświęconym jego twórczości w szwajcarskim Bernie w stałej ekspozycji jest około 2.000 jego prac. I widać w nich wyraźnie jak bardzo byl kolorami urzeczony, jak mocno go fascynowały jako środek wyrazu. Dzisiaj jego prace zaliczane są do co najmniej kilku nurtów w sztuce (ekspresjonizm, surrealizm, kubizm, abstrakcjonizm). Jeśli idzie o nurt abstrakcyjny – Klee bardzo często odwoływał się do muzyki, łącząc barwne plamy na zasadzie polifonii czy też wariacji lirycznych. Jak opisują jego prace krytycy sztuki: podział na twórczość figuratywną i niefiguratywną nie ma w przypadku jego malarstwa zastosowania. Granica między figurą a abstrakcją się często u niego zaciera. Stworzył własny, niepowtarzalny styl, bazując na doświadczeniach innych nurtów w sztuce. Jego malarstwo cechuje oryginalność i unikalność, która jest kreatywnym przetworzeniem wszystkiego tego, co urzekało tego artystę w sztuce (fascynowały go na przykład szkice i rysunki aktów wykonane przez rzeźbiarza Augusta Rodina). Pod ich wpływem zaczął eksperymentować z płynnością linii. Wywarł ogromny wpływ na całe późniejsze malarstwo awangardowe.

W 1919 opracował własną technikę tzw. dekalkomanii (przecierania), która pozwalała mu odbijać rysunki wykonane ołówkiem, atramentem lub tuszem, a następnie przetwarzać je w akwarelowe rysunki olejem. Możliwości tej nowej techniki wykorzystywał szczególnie intensywnie w pierwszych latach pobytu w Weimarze, do roku 1923. W tym okresie Klee nieustannie rozwijał technikę akwareli, polegającą na nakładaniu na siebie kolejnych warstw koloru, co pozwalało mu osiągnąć subtelne niuanse barwne i złożoność tonów.

Mało kto pamięta, że miał podwójne obywatelstwo (także niemieckie) i że służył w niemieckiej armii w czasie I-szej wojny światowej. Nie pomogło mu to w czasie gdy Hitler doszedł do władzy. Został zaliczony przez partię nazistowską do grupy twórców “sztuki zdegenerowanej”. I musiał opuścić Niemcy.

Obraz Paula Klee zatytułowany „Senecio”, 1922, pochodzący z okresu fascynacji kubizmem

 

Obraz Paula Klee zatutułowany „Ad Parnassum”, 1932

Można by zapytać, na czym właściwe polegał fenomen Bauhaus? Czy jedynie na tym, że był jedną z pierwszych szkół projektowania na świecie, w której wcielano w życie nowatorskie myśli i sposoby działania? Odpowiedź taka z pewnością byłaby dla niego krzywdząca.

Bauhaus ludzi fascynuje od stu lat bo był przede wszystkim ideą tak bardzo w(y)kraczającą w przyszłość, że do dziś stanowi punkt odniesienia, wzorzec do myślenia o tym wszystkim, co dotyczy ludzkich habitatów. Na coraz bardziej przeludnionej i mocno zdewastowanej planecie ziemia. Twórcom Bauhaus przyświecały hasła, o które dziś wołają wszyscy rozsądni ludzie: funkcjonalność, innowacyjność, ekonomizacja, optymalizacja.

Dzisiaj kiedy zbytek, nadmiar, brak poszanowania dla trwałości i długiego użytkowania przedmiotów, rozbuchany konsumpcjonizm i stała pogoń za kolejnymi dobrami zaczynają pejoratywnie (do)określać tych, którzy im hołdują – Bauhaus – ze swoja skromnością jawi się jako idea najwyższego piękna i dobra.

Projekty budynków, mebli i wystroju wnętrz powstałe w trakcie funkcjonowania szkoły Bauhaus są wyrazem tego za czym tęsknimy tym bardziej – im bardziej i wciąż jesteśmy zalewani tandetą i przedmiotami “na chwilę”. Bo Bauhaus propagował jakość, trwałość i co dopiero dzisiaj zaczynamy postrzegać jako zaletę: ponadczasowość! Materiały, z których korzystano nie miały być “modne” czy też zgodne z najnowszymi trendami. Miały być trwałe i praktyczne. Skóra, drewno, metal, szkło. A przedmioty codziennego użytku – projektowane w myśl zasady: “forma wynika z funkcji”. Nie na odwrót.

To Bauhaus’owi zawdzięczamy wszyscy to, o czym obecnie marzymy: myślenie o wnętrzach jako tych, które będą proste i w swej prostocie piękne. O przestrzeniach z wydzielonymi i klarownie zdefiniowanymi strefami funkcjonalnymi, z dostępem do dużej ilości światła. Takich, w których będzie można poczuć oddech. O ucieczce od nadmiaru zdobień, ornamentów, detali. Co w dzisiejszym – przebodźcowanym, ogarniętym nadmiarem wszystkiego świecie (o losu paradoksie!) – stało się synonimem najwyższego luksusu…

You may also like

PAVAROTTI
KWIATÓW MOC – czyli o toniku do twarzy Embryolisse… 
Opowieści witryny sklepowej – czyli o Window Stories by Malwa…
JAJKO – znakomite i nieskomplikowane przepisy z jajkiem w roli głównej

Skomentuj