14
sty
2016
145

FIGARO INTERIOR – czyli o tym, do czego służy wyposażenie wnętrz…

 

FIGARO INTERIOR to miejsce szczególne, z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze to sklep, a raczej concept store, z wyposażeniem wnętrz – zrodzony z pasji do pięknych i niepowtarzalnych przedmiotów i oparty na idei, której podstawą jest myślenie o przestrzeni mieszkalnej jako takiej, której nadrzędnym celem jest wyrażanie indywidualnej estetyki jej posiadaczy. Nie zaś podążanie za powszechnie panującymi trendami, czy modą.

Po drugie to jedyne takie miejsce w Warszawie.

A po trzecie założyciele i właściciele Figaro Interior: Tomek Pyza i Maciej Miodek o kwestiach zwanych projektowaniem wnętrz myślą podobnie jak ja.

Poniższy wywiad, którego mi udzielili to opowieść o tym, jak doszło do powstania tego miejsca i czym ono jest zarówno dla nich, jak i oddanych klientów.

 

figaro.9

Co stanowi ofertę Figaro Interior? I dlaczego ma taki, a nie inny charakter?

Tomek: znamy się z Maćkiem od 17 lat. I obaj kochamy piękne przedmioty, choć piękno to rzecz gustu, nasz jest – szczęśliwie dla nas – zbieżny (śmiech). Przede wszystkim zaś takie, które pozwoliły nam dzięki ich posiadaniu wyrazić w naszym domu to wszystko, co nas porusza, zachwyca, inspiruje. Całe lata podróży wakacyjnych po Europie w zasadzie podporządkowaliśmy jednemu celowi: dojechać tam, gdzie jest jakaś manufaktura, bazar staroci, targ mebli vintage. Kupowaliśmy te wszystkie znalezione przez nas cuda do własnego domu, ale niestety po pewnym czasie okazało się, że nie jest on z gumy (śmiech). Zaczęliśmy więc rozmyślać nad tym, co z tym fantem zrobić, choć nie było to łatwe, bo obaj się do przedmiotów przywiązujemy. Posiadanie tzw. galerii wydawało się nam trochę na wyrost. Tak wpadliśmy na pomysł tego sklepu.

Maciek: Zaczęliśmy od prostego założenia, że chcemy sprzedawać jedynie takie przedmioty, które chcielibyśmy sami mieć. Dlatego nigdy nie kusiło nas, żeby pojechać na przykład do Paryża na słynne targi „Maison object”, bo to znaczyłoby, że będziemy oferować to samo, co wiele innych sklepów z tzw. wyposażeniem wnętrz.

Tomek: Praktycznie nie mamy rzeczy nowych – z wyjątkiem szkła i porcelany. Ani oczywiście fabrycznych, z masowej produkcji. Przeważają u nas pojedyncze, unikatowe przedmioty – bo część z nich samodzielnie restaurujemy, odnawiamy, albo wręcz nadajemy im nowy charakter. Zwozimy je z całego świata – jeśli chodzi o Europę – to głównie z Włoch, Południa Francji, Niemiec, czasami Hiszpanii, ale mamy też rzeczy z Azji (Indie, Tajlandia) oraz z Maroka.

Maciek: Można też u nas kupić nasze własne projekty. Na przykład stoliki czy lampy. Część poduszek na kanapy (każda jest inna) to na przykład owoc naszej wyprawy do Włoch, nad jezioro Como, gdzie udało się nam kilka lat temu kupić końcówki bel jedwabiu z manufaktury, która szyje krawaty dla najsłynniejszych włoskich projektantów: Valentino, Armaniego. Dziś już nie moglibyśmy kupić tych materiałów. Bo wzory zostały zarezerwowane i stały się własnością koncernów.

figaro.10

 

 

 

 

 

 

Znaczna część przedmiotów to vintage, jak na przykład słynne krzesła projektu Ray’a i Charles’a Eams’ów. Dywany pochodzą z manufaktury w Istambule, która skupuje stare, piękne kobierce, potem je tnie, zszywa, strzyże. I tworzy swego rodzaju patchwork. każdy z nich jest inny. Nie ma ani jednego takiego samego wzoru. Większość przedmiotów z naszego sklepu ma swoją historię, a niektóre oryginalnie były czymś zupełnie innym, na przykład – świecznik, który „w poprzednim życiu” był hinduskim nadprożem.

Jako wielbiciele fotografii – oferujemy także prace najlepszych polskich artystów fotografików, np. Marcina Sudera czy Robby’ego Cyrona. A także polskie, współczesne malarstwo: prace Pawła Kałużyńskiego.

Skąd pomysł na to, by sklep Figaro Interior mieścił się w mieszkaniu?

Maciek: Mamy wrażenie, że choć w Warszawie jest kilka sklepów z bardzo pięknym (i drogim) wystrojem wnętrz, to jednak brakuje im ducha. Stąd był nasz pomysł, żeby nasz zrobić w mieszkaniu. Właśnie po to, aby uniknąć tego efektu: sklepu w galerii handlowej udającego wnętrze domowe. Specjalnie kupiliśmy mieszkanie w przedwojennej kamienicy, z 1932 roku, która cudem ocalała w czasie wojny.

Jest tu oryginalny parkiet, piękne okna, dużo światła dziennego, odpowiednia wysokość. Chcieliśmy także żeby nasz sklep był w mieszkaniu, które nie ma wejścia od ulicy. Chcieliśmy uniknąć wizyt przypadkowych przechodniów, zupełnie nie przygotowanych na to, co tu zastaną.

Wybraliśmy inną koncepcję – czyli polecanie przez znajomych. Mamy stronę internetową, mamy fanpejdż na Facebooku. Można zobaczyć na zdjęciach, czego się można po naszym sklepie spodziewać. To czyni Figaro Interior miejscem, które wybierają osoby o estetyce zbliżonej do naszej.

figaro.5

A czemu ta kwestia jest dla was ważna? Gdybyście byli bardziej „widoczni” – moglibyście mieć więcej potencjalnych klientów. Po co wam ten cały indywidualizm?

Maciek: Nie zależy nam na wielu potencjalnych klientach. Zależało nam zawsze i zależy nadal na klientach, którzy do nas wracają. To po pierwsze, a po drugie mamy pewne smutne spostrzeżenia, co do tego jak bardzo (generalizując rzecz jasna) Polacy cierpią na brak indywidualizmu, jeśli chodzi o to, jak mieszkają. Ludzie, którzy potencjalnie są najlepszymi klientami sklepów z wyposażeniem wnętrz, czyli między 35 a 45 rokiem życia, dokonują bardzo bezpiecznych wyborów, najczęściej powielając to, co mają inni – czyli znajomi. To jest główna „grupa odniesienia”. Wtedy, wszyscy czują się wzajemnie odwiedzając – komfortowo.

Widzimy zmiany, jakie zachodzą, ale dotyczą one młodego pokolenia Polaków, czyli dwudziestokilkulatków. Oni się nie wychowali w PRL’u. I to oni przy wynajmowaniu pierwszego mieszkania są tymi, którzy się zainteresują szafką, albo krzesłem z lat 50-tych, które ktoś wywalił na śmietnik. I chętnie, jeśli ich tylko na to stać, sobie ten mebel odrestaurują.

Tomek: Oczywiście, jest gros osób, do których nasze przedmioty i nasza estetyka i poczucie piękna przemawiają. Ale to właśnie ta grupa ludzi, która stawia na indywidualizmu, na formę wyrazu inną od sztampy. Dzięki temu ten sklep funkcjonuje od trzech lat, ale wiemy, że zdecydowana większość ludzi woli jednak dokonywać zakupów w sieciówkach, lub skupiać się na znanych markach, które są reklamowane w branżowych pismach, takich jak “Dom i wnętrze”.

Maciek: Ubolewamy nad tym, że Polacy są tacy zachowawczy. Nie chcą wyrażać swojego indywidualizmu poprzez wystrój wnętrz. Nie chcą być inni, być poza „mainstreamem”. To jest cały czas ten rodzaj myślenia: “nie pomaluję ściany w salonie na pomarańczowo w srebrne gwiazdki, bo co sobie inni pomyślą? (śmiech).

figaro.7

Skąd waszym zdaniem się to bierze? PRL’owski nawis to jedno, ale czy są jeszcze jakieś inne przyczyny takiego stanu rzeczy?

Tomek: Nikt ludzi w Polsce nie uczy tego, że warto znać podstawy historii sztuki i dizajnu. Że ta wiedza się przydaje każdemu. Smutna prawda jest taka, że we Włoszech lub Francji dzieci obcują od małego z wielkimi dziełami sztuki i dizajnu, z wytworami ludzkiej kreatywności i uczą się, że pewne rzeczy są piękne, a inne już – niekoniecznie.

Maciek: Podam przykład, z którym jako projektant wnętrz stykam się bez przerwy. W Polsce, kiedy ludzie kupują mieszkanie i będą spłacać kredyt przez 30 lat, najczęściej projektują czy też remontują w nim łazienkę i kuchnię. I jak to robią? – oczywiście – modnie! A to oznacza, że za dwa lata te pomieszczenia będą wyglądały już nieco passé, a za lat dziesięć – nikt nie będzie mógł już na nie z zachwytem patrzeć. Podczas, gdy we Włoszech łazienka jest urządzana klasycznie, co oznacza, że jeśli użyto w niej dobrej jakości materiałów i była fachowo wykonana, przetrwa estetycznie przez pół wieku!

Ta sama kwestia dotyczy kuchni – nikt prawie nie robi klasycznej, prostej kuchni, gdzie po jakimś czasie, aby uniknąć nudy – można żonglować dodatkami. Nie zwracamy także uwagi na jakość materiałów, które mają nam służyć przez lata. Ciągle wolimy kupować tanio. Co prowadzi do tego, że wciąż trzeb coś wyrzucać, poprawiać i kupować nowe.

Tomek: w Telewizji – choć są programy o urządzaniu wnętrz, to brakuje programów edukacyjnych, nie uczy się ludzi aby rozeznawali się w najbardziej klasycznych, znanych nazwiskach światowego dizajnu. By umieli odróżniać epoki we wzornictwie i widzieli je w szerszym kontekście.

Maciek: I kolejna kwestia – niechlubnie wyróżniająca Polaków na tle świata zachodniego. Rozmawiałem jakiś czas temu z kierowniczką Vitra Polska [ikona wzornictwa, powstała w 1953 roku szwajcarska firma produkująca meble i przedmioty wystroju wnętrz w oparciu o wzory światowej klasy projektantów], niestety wciąż jesteśmy liderem sprzedaży podróbek. Internet jest zapełniony ofertą klasycznych wzorów tej marki sprzedawanych za 1/3 ceny. To nas dołuje.

Wróćmy zatem do Figaro Interior. Opowiedzieliście już o koncepcji tego sklepu, pomówmy zatem o tym, czemu – choć przedmioty, które można u was kupić są „mieszanką etniczną” – to jednak samo wnętrze ma bardzo paryski charakter?

figaro.6

Maciek: bo paryskie mieszkania to jest dokładnie taki styl, który się nam najbardziej podoba. I podejście paryżan do miejsc, które stają się ich domem – nam najbardziej odpowiada. Paryż to kamienice, wraz z ich historią, kulturowym dziedzictwem, którego nikt bezmyślnie nie niszczy, nie podważa i nie uznaje za stosowne wydawać mu estetycznej walki. Ludzie kupują czy wynajmują tam mieszkania właśnie dlatego, że posiadają elementy klasyczne, takie jak stiuki, parkiety w tzw. jodełkę, kominki, klasyczną mozaikę w szachownicę na podłodze w hallu. Ich podejście jest nam najbliższe. Bo oni kochają eklektyzm, słusznie uznając, że do klasyki pasuje wszystko. A, że Figaro Interior mieści się w przedwojennej warszawskiej kamienicy i tak wyglądały właśnie mieszczańskie mieszkania w dwudziestoleciu międzywojennym – tym bardziej nie chcieliśmy udawać czegoś innego.

Tomek: Tu znowu wracamy do historii Polski. I tego, że cały czas ponosimy jako społeczeństwo konsekwencje wyrwy w dziedzictwie kulturowym. Mamy dużo znajomych w Paryżu. Nigdy, podczas dziesiątków wizyt w różnych mieszkaniach tam, nie byliśmy ani w jednym, które by wyglądało identycznie lub bardzo podobnie do jakiegoś innego. Bo paryżanie indywidualizmowi hołdują, a ponadto pieczołowicie pielęgnują swoje własne korzenie, choćby poprzez posiadanie i eksponowanie pamiątek rodzinnych. Zawsze znajdziesz tam jakiś unikat. Coś, co odzwierciedla te osobę w szerszym kontekście, niż to jaki styl lubi, jak się ubiera, gdzie pracuje i jakie zajmuje stanowisko. To może byc drobiazg, na przykład cukiernica po babci, albo ramka do zdjęcia. I oni się nie boją, że to „nie będzie do siebie pasować”. Dla nich to pojęcie nie istnieje. Dlatego ich wnętrza są takie szykowne. Bo oparte na indywidualnej mieszance stylów, wzorów i epok. W sposób mistrzowski eklektyczne. A czarujące dlatego, że własne, czyli niepowtarzalne.

Maciek: Nasz sklep właściwie jest – prawdę mówiąc dla ludzi, którzy nie tyle urządzają mieszkania, czy je dopiero kupili, ale dla takich, którzy szukają czegoś, żeby siebie wyrazić za pomocą kolejnego elementu wystroju, dopełnić go jakby. Bo my sprzedajemy pojedyncze sztuki. Jeśli ktoś coś u nas kupi, ma absolutną pewność, że nie przydarzy się sytuacja, że pójdzie do znajomych do domu, a tam będzie stała identyczna kanapa, stolik czy poduszki w ten sam wzór.

To, że Figaro Interior zostało zrealizowane w myśl zasady – sklep niczym prywatne mieszkanie – mnie się szalenie podoba. Co było waszą główną inspiracją?

Maciek: Tworzymy tu w sklepie “kontekst domowy” z pełną premedytacją. Dzwoni się do nas domofonem, jak do prywatnego mieszkania, wchodzi się jak do prywatnego mieszkania, w którym na gościa – klienta – czekam tak, jakbym go przyjmował u siebie w domu. I to jest fascynujące, że koncepcja, którą wdrożyliśmy w życie właśnie tak działa. Ludzie, którzy tu przychodzą najczęściej w pierwszym odruchu się witają i podają mi rękę.

Tomek: Naszą inspiracją były znane osobistości ze świata dizajnu. Biura największych ikon projektowania wnętrz wyglądają jak mieszkania. Są przestrzenią prywatną znacznie bardziej niż służbową. W końcu mają odzwierciedlać, to kim dany projektant jest, jego ducha, wartości, estetykę, styl. Poszliśmy tym tropem, bo ten jedynie wydawał się nam dopasowany do naszej działalności najbardziej.

Maciek: To są naczynia połączone. Zawodowo zajmuje się projektowaniem wnętrz. Sporą część zleceń mam właśnie z tego tytułu, że ludzie, którzy kupili mieszkanie, czy czekają na jego odbiór przyszli do nas w poszukiwaniu mebli, dodatków. I zastali nie tylko to, ale znacznie więcej – bo całą koncepcje myślenia o tym, jak mieszkać, czym się otaczać, jak tworzyć pewien nastrój. I tego wizualizację. Dokładnie właśnie “domową”, czytaj – prywatną.

A że sam jestem osobą, która bardzo duże znaczenie przywiązuje do idei, że miejsce, w którym się mieszka, do którego się wraca, które jest naszym domem, to miejsce, które powinno być szczególne, i bardzo własne, czyli nas wyrażające – nie bardzo wyobrażam sobie, abym mógł „promować” inną ideę. Jestem też osobą, która z klientami dużo rozmawia. Ja nie sprzedaje tu jedynie rzeczy. Ja je znam. Ja im często poświęciłem wiele czasu, emocji, pracy, wysiłku przywrócenia im świetności. I mam świadomość tego, bo obaj z Tomkiem tak samo myślimy w tym względzie, że czasami są przedmioty, które choć się nam podobają, jednak z nami nie współgrają, albo nie czujemy się z nimi tak komfortowo, jak byśmy chcieli, czy jak sobie to wyobrażaliśmy. Dlatego każdy, kto chce coś u nas kupić – może to u siebie “wypróbować”. Uznajemy to za zasadę fair play. Można od nas wypożyczyć kanapę, stolik, czy lampę i przez kilka dni z tym przedmiotem pożyć u siebie w mieszkaniu. Sprawdzić, czy dany przedmiot rzeczywiście pasuje do tego, jakie mamy wobec niego wyobrażenia, oczekiwania, jaką funkcję ma spełniać, jak “gra” z całą resztą. A przede wszystkim jak „gra” z nami. Bo będzie nam towarzyszył każdego dnia.

figaro.11

Pojęcie „eklektyzm” jest dla was bardzo istotne. Dlaczego tak bardzo?

Maciek: Wszyscy mają jakiś gust i upodobania. Ale dla nas eklektyzm jest jedyną metodą na to, by móc wyrazić siebie. A to jest coś znacznie większego, niż pokazanie upodobania do pewnej estetyki. Rzeczy unikatowe, pojedyncze – są jedyną możliwością wyrażenia własnego indywidualizmu. Własnego „ja”. Inaczej wszyscy lądujemy w tym samym koszyku, pt. “tak jak” lub co gorsza jako posiadacze mieszkań, czy domów, które są kompletnie bezosobowe.

Tomek: To prawda. Moje wrażenie jest takie, że wciąż brakuje nam [Polakom] nie tyle pewności siebie, co akceptacji dla tego, jacy jesteśmy, skąd jesteśmy. Dla naszej własnej, niepowtarzalnej indywidualności, dla naszej historii, rodzinnych koneksji, dla tego, co posiadali nasi bliscy. To nie muszą być rzeczy drogie, czy markowe. Ale są „nasze”. A większość Polaków czy Polek – bo to one jednak urządzają domy (śmiech) ciągle myśli torem powielania trendów, schematów, bezmyślnego kopiowania wzorców, które są aktualnie modne, bez spojrzenia na nie z dystansem. Tak samo jest niestety w kwestii ubioru. Większość kobiet, zamiast starać się wyglądać jak najlepiej – zgodnie z tym, by podkreślać, to co jest w nich jednostkowo najlepsze – wypracować własny styl pokazywania, podkreślania tego – chcą być „modne”. A co to znaczy? Nie wszyscy wyglądają dobrze w tym samym kroju spodni, czy kolorze. To samo dotyczy mieszkań, urządzania wnętrz. Tu panują identyczne zasady.

Maciek: Tu musimy wrócić do kwestii pokoleniowych. I zaszłości historycznych. Widzimy z Tomkiem gigantyczną różnicę, choćby po swoich bratankach i bratanicach – dwudziestokilkulatkach, którzy wychowali się w innym świecie. Świecie wolności osobistej i dostępu do Internetu. To są ludzie kompletnie inni od naszego pokolenia. Oni się nie boją, nie krępują i nie wstydzą. Wybierają to co lubią, co im pasuje, co im się podoba.

W naszym sklepie są rzeczy, które najczęściej nie pochodzą z polskiego, czy słowiańskiego kręgu kulturowego. Nie są to “wielkie marki”, ale przedmioty, które jednak wymagają – żeby je docenić – pewnej wiedzy. Rozeznania w epokach, stylach, kulturze danego kraju. Dlatego wiemy, że niektórych onieśmielają. Bo nic im to nie mówi.

Tomek: Maciek doskonale się odnajduje się w Figaro Interior, bo poza wiedzą i praktyką w projektowaniu wnętrz – rozumie te kwestie. Bo my obaj jesteśmy właśnie z tego pokolenia, wychowanego w PRL’u które się tego wszystkiego uczyło, od podstaw. Dlatego, kiedy jakiś klient przychodzi do naszego sklepu i Maciek widzi, że jest to osoba, właśnie taka nieco “wystraszona”, natychmiast zaczyna opowiadać historie związane z rzeczami, które można tu kupić. Nadaje im narracje, kontekst, historię jaka się z nimi wiąże, bo przecież my je sami wybieramy, przywozimy, albo tu na miejscu zmieniamy i dopracowujemy. I wiemy, że klienci to bardzo lubią i cenią. Jeśli komuś się coś u nas spodoba, to nie tylko, że może kupić rzecz, która wpadła mu w oko, ale przedmiot ‘oswojony’, z historią, anegdotą, jakimś zapleczem.

W waszych wypowiedziach przewija się wątek braku i wiedzy i edukacji w zakresie historii sztuki oraz dizajnu jako jeden z bardziej istotnych dla wytłumaczenia faktu, że polskim mieszkaniom brak cech indywidualizmu. Jak zatem było z Wami w tym względzie?

Tomek: My obaj z wykształcenia nie mieliśmy długie lata nic wspólnego z dizajnem wnętrz. Więc otworzenie tego sklepu to nie było takie “hop siup”. To była latami planowana, przemyśliwana chęć zrealizowania pasji, marzenia, o zajmowaniu się czymś, co nas dogłębnie fascynuje. I znacznie bardziej związana z tym, niż chęcią zarobku.

Maciek: Skończyłem szkołę baletową, choć wcale nie chciałem być tancerzem. Chciałem się zajmować scenografią. A w czasach mojej młodości to była jedna z dróg by się w świecie teatru znaleźć. Myślę, że zawdzięczam to mojej babci, której stare, przedwojenne mieszkanie uwielbiałem. Miała dużo antyków, bibelotów, lubiła otaczać sie ładnymi przedmiotami. Po rzuceniu tańca długi czas próbowałem jakoś się odnaleźć w świecie scenografii, głównie pokazów mody, ale to dalej nie było to. A że zawsze miałem zarówno wyczucie przestrzeni, jak i umiejętność wizualizacji jej aranżacji – zacząłem sie uczyć i szkolić w projektowaniu wnętrz. Najwięcej dała mi praca w jednej z pierwszych, prywatnych, uruchomionych po 1989 roku, firm projektujących meble kuchenne, szafy, garderoby. Dużo się tam nauczyłem. I tak powoli zacząłem projektować sam, bo mnie polecano. Zawsze myślałem o przestrzeni mieszkalnej całościowo. Dlatego też nauczyłem się ją aranżować.

I cały czas mam dużo zleceń. Niestety, w Polsce wciąż pokutuje ten nieszczęsny PRL-owski zwyczaj, że developerzy nie myślą kategoriami sprzedaży powierzchni, tylko liczbą pokoi.

I większość mieszkań na rynku pierwotnym jest zaplanowana idiotycznie. Bez zachowania sensowych proporcji. Wynika to z tego, że nikt nie myśli o tym, że sprzedaje 50 metrów, tylko – że sprzedaje 3 pokoje. Dlatego każdy z nich jest klitą, a proporcje poszczególnych użytkowych części mieszkania: korytarza, sypialni, salonu, kuchni i łazienki nie mają nic wspólnego z logiką, a co więcej z tym jak i komu i do czego mają służyć.

Tomek: Ja zaś skończyłem technikum odzieżowe i studium pedagogiczne. A prawda jest taka, że marzyłem o tym, by projektować ubrania. Po maturze chciałem iść na ASP, ale jak to w życiu bywa – w tym samym czasie okazało się, że moja sąsiadka z bloku pracuje w Modzie Polskiej. I, że ona mi może załatwić, żebym sobie w czasie założonej rocznej przerwy pomiędzy maturą, a złożeniem teczki z pracami, chodził do Jerzego Antkowiaka i Magdy Ignar popracować w Ośrodku Wzornictwa Mody Polskiej. Tak znalazłem się w świecie, który był wtedy dla mnie oszałamiający. Trzy lata pracowałem jako konstruktor, krawiec – modelarz, a dodatkowo jak były dwa razy w roku pokazy – to pracowałem na tzw. backstage’u”, ubierałem modelki – w tym nasze najsłynniejsze gwiazdy: Małgorzatę Niemen, Kasię Butowtt i się nieźle bawiłem (śmiech). I tak wsiąkłem. Oczywiście, na studia już nie poszedłem. Potem, wraz z rozwojem rynku mediów w Polsce, po 1989 roku zacząłem pracować przy zdjęciach do gazet i magazynów, przy pokazach mody różnych marek. Ale i to, ostatecznie okazało sie, że jest dla mnie za małym wyzwaniem.

W końcu, pojawił się u mnie i Maćka pomysł, który długo się krystalizował – bo najpierw byliśmy tylko pasjonatami pięknych przedmiotów, a szczególnie porcelany – żeby zdobyć fachową wiedzę na temat sztuki. To wtedy, powoli, zaczęliśmy dochodzić do wniosku, że nie wystarcza nam nasza własna żyłka kolekcjonerska, ale że chcielibyśmy móc stare przedmioty użytkowe – sprzedawać. A to wymagało tego, żebyśmy się zaczęli w tym kierunku kształcić. I tak – zatem – przez pięć lat chodziliśmy na prywatne lekcje z historii sztuki, których udzielała nam pani Doktor z Muzeum Narodowego w Warszawie. Chronologicznie, epokami, zdobywaliśmy wiedzę najpierw na temat porcelany, potem malarstwa i rzeźby, a na koniec jeszcze „zrobiliśmy” historię filozofii. Możemy zatem powiedzieć, że jeśli idzie o odpowiednie studia – to mamy to zaliczone (śmiech).

Gdy kończyliśmy te zajęcia, to kupiliśmy właśnie to mieszkanie, w którym mieści się Figaro Interior. Zdobyta przez nas wiedza pozwoliła nam z większą swobodą myśleć o tym, że nie tylko będziemy lepiej wiedzieć co i jak kupować, ale że pozwoli nam również zajmować się sprzedażą wyszukanych przez nas przedmiotów.

Fachowa wiedza – jak twierdzicie  -przydaje się Wam szczególnie przy wyszukiwaniu, restaurowaniu czy projektowaniu przedmiotów, które można znaleźć w Figaro Interior. A co z innymi źródłami inspiracji?

figaro.1

Tomek: Kupujemy co miesiąc wszystkie europejskie wydania Architectural Digest. To jest źródło niewyczerpanych i wspaniałych inspiracji. Jeśli idzie o projektantów, to jednym z najbardziej przez nas cenionych jest Jacques Garcia, fascynują nas także rzeźby Pierre’a Granche’a.

Poza tym fotografia. Zawsze staramy się odwiedzać europejskie wystawy wszystkich najważniejszych artystów. I muzea. Właściwie nie ma żadnej ważnej wystawy w Warszawie, czy w Paryżu, której byśmy nie widzieli.

Maciek: Od dawna interesujemy się sztuką, ale kiedy zaczęliśmy nasze lekcje z historii sztuki, to się to nawet zintensyfikowało. Coraz bardziej chcieliśmy konfrontować zdobytą wiedzę z praktyką. Jak “przerabialiśmy” porcelanę, to zaraz planowaliśmy, że w najbliższy wolny weekend czy wakacje pojedziemy do któregoś z muzeów najsłynniejszych manufaktur: do Sevres, Miśni, Harend.

Porozmawiajmy chwilę o pewnej kwestii, która mnie od dawna nurtuje. Ciekawi mnie wasza opinia na ten temat, bo skądinąd wiem, że waszymi klientami są między innymi gwiazdy szołbiznesu – dlaczego w Polsce nie kreuje się trendów wnętrzarskich poprzez pokazywanie tego, jak mieszkają znani i lubiani… To wydawałoby się naturalne. W każdym razie – w Stanach tak jest, że wielkie gwiazdy chętnie pokazują jak pięknie mieszkają. A u nas zawsze to samo: sesja w hotelu, spa, kurorcie…

Maciek: Bardzo dobrze wiemy dlaczego. Myślisz, że nie chcielibyśmy na swojej stronie internetowej móc zaprezentować moich projektów mieszkań znanych osób, albo ich wnętrz z przedmiotami od nas?

Tomek: (śmiech) No właśnie…

Maciek: Bardzo byśmy chcieli, ale nie dostaniemy takiej zgody. To odpowiada też na pytanie dlaczego nie znajdziesz u nas, w żadnym magazynie wnętrzarskim zdjęć i artykułu o tym, jak mieszka na przykład znana aktorka. To wynika z prostej przyczyny. Te zdjęcia trafią prędzej, czy później do Internetu. A tam tych ludzi czeka głównie fala hejtu. To niestety jest smutna prawda o polskiej mentalności. Komentarze będą dotyczyły głównie tego, jak się ktoś “nachapał kasy” i “żyje jak panisko”, a nie wyrażania zachwytu, podziwu dla czyjegoś gustu i stylu. Więc po co to komu?

My to szanujemy, że chronią swoją prywatność. Trudno się im dziwić.

figaro.3

Podsumowując – Figaro Interior to Waszym zdaniem…?

Maciek: Figaro Interior jest dla ludzi, którzy lubią rzeczy nie tyle stare, co retro, vintage, rzeczy z własnym historycznym zapleczem, wykonane z pasją . To sklep dla tych, którzy chcą się „wyróżnić z tłumu” lub choćby zainspirować i na tej podstawie stworzyć coś swojego.

Najlepiej poczują się w nim ci, którzy podzielają naszą filozofię, co do przedmiotów, którymi się otaczamy i których używamy. A jest nią przywiązanie do jakości i ponadczasowości. Nas jednosezonowe mody i trendy nie interesują. Bo sądzimy, że tak samo jak w przypadku ubrań – lepiej mieć jedną tzw. małą czarną, doskonałej jakości, która będzie służyła przez lata, kreatywnie używana: raz z żakietem, raz z apaszką, innym razem z naszyjnikiem, niż jednosezonowy bubel, do wymiany po roku.

Figaro Interior jest miejscem, które odzwierciedla naszą “filozofię życia”. A jest nią traktowanie miejsca, gdzie się mieszka – zwanego domem – jako takiego, które ma służyć nam lata, dawać nam uczucie radości, spokoju, oddechu, ukojenia. Cieszyć nasze oczy i serce. Otaczamy się nie tyle pięknymi przedmiotami (choć takie w naszym odczuciu są), ale przedmiotami, które pozwalają nam samym się poprzez nie wyrazić. Bo wierzymy w to, że przedmioty mają na nas – ludzi – wpływ. Że obcowanie z tym, co codziennie widzimy, kiedy wstajemy i przed zaśnięciem – ma znaczenie. Nasza filozofia jest taka, że dom powinien nam dawać nie tylko poczucie bezpieczeństwa, sprawiać przyjemność, pozytywnie nastrajać, inspirować – ale przede wszystkim dawać to jedyne, niepowtarzalne uczucie, że to właśnie miejsce jest tylko nasze, jedyne, własne i niepowtarzalne. Bo to myśmy je stworzyli na nasze podobieństwo.

You may also like

Trzeba znaleźć swój wzór – czyli o NOMAD WARSAW…
Oda do marki CELINE – czyli o osobowości, stylu i wartościach…
KinoGram – czyli nowa jakość kina…
DE LONGHI & BRAD PITT… czyli o znaczeniu słowa „PERFETTO”

Skomentuj