5
Wrz
2016
38

MR. ROBOT – SEZON PIERWSZY

MR. ROBOT (Mr. Robot). Pomysłodawca. Sam Esmail, Wyk. Rami Malek, Christian Slater, Portia Doubleday, Martin Wallström, USA, 2015, USA Network

Po obejrzeniu pierwszego sezonu MR. ROBOT– główna moja refleksja jest taka, że to jedna z najlepszych i naj(od)ważniejszych produkcji TV, jakie powstały w ciągu ostatnich kilku lat.

Choć mam – do kilku zastosowanych w niej rozwiązań scenariuszowych – niewielkie wątpliwości – całość oceniam niezwykle wysoko. A z kronikarskiej rzetelności – donoszę uprzejmie, że serial ten ma obecnie status kultowego!

Byłoby za proste, gdybym napisała o Mr. Robot , że napie**** w system, globalne korporacje, Wall Street i finansowe hieny, u których wszyscy siedzimy w kieszeni. Byłoby również za proste powiedzieć, że to serial o genialnym hakerze. Ale – uczciwie i najprościej – mogę o Mr. Robot powiedzieć, że według mnie – przedstawia smutny, melancholijny i mroczny obraz świata, w którym przyszło nam żyć. Świata, który stworzyliśmy sobie sami. Skonstruowaliśmy Frankensteina. Nie pozostaje zatem nic innego, jak się bać. Albo coś z tym zrobić…

s592_robot-poster

Nie zabrzmi to w “pierwszych słowach mego listu” nazbyt profesjonalnie 😉 ale gdybym miała ze 30 lat mniej – plakat z podobizną odtwórcy roli głównej w Mr. Robot (O B Ł Ę D N I E wręcz  R E W E L A C Y J N Y – nominowany do Złotego Globa oraz Emmy Rami Malek) – powiesiłabym sobie nad łóżkiem w sypialni. Gra tak, że kapcie spadają z wrażenia, a i wygląda również 🙂

Tu mała dygresja – Rami Malek – urodzony w USA syn Egipcjan – przypomina mi nieco wyglądem młodego Omara Sharifa, w którym, jak wiadomo – swego czasu – kochało się pół świata.

Elliot Alderson (jeszcze raz powtórzę – rewelacyjny – Rami Malek) pracuje w jednej ze znanych, nowojorskich firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Jest tam inżynierem- programistą. Geek pełną gębą. Wycofany, dziwny, aspołeczny. Kontakt z nim jest zawsze trudny. Bo zachowuje się tak, jakby żył w zupełnie innym świecie, co cała reszta. Nic dziwnego – po godzinach, to więcej niż wybitny haker. Hakuje bo umie. I go to kręci. Hakuje wszystkich, z którymi kiedykolwiek i jakkolwiek miał do czynienia. Nawet przez kilka minut. Hakuje – kompulsywnie i zastępczo wobec tzw. normalnego życia, bo takowego nie prowadzi. Ale też dlatego, że jest w pełni świadomy, że każdy, kto nie odłączył się od digitalu raz i na zawsze, zostając eremitą w głuszy lub też ma nad nim pełne panowanie – jak on – jest dla niego – niczym otwarta książka. I to znacznie bardziej wiarygodna, niż te wszystkie wizerunkowe kity, które ludzie wciskają innym na co dzień i bezustannie. Mężom, żonom, chłopakom i dziewczynom, znajomym i partnerom w biznesie, klientom, pracodawcom i podwładnym, rodzicom, a nawet terapeutom.

Fabuła pierwszego sezonu Mr. Robot z pozoru opowiada głównie o tym, że naszą cywilizacją rządzą korporacje. A skupia się na jednej z nich, nazywającej się E Corp. E jak EVIL – sami rozumiecie – czyste zło.

Pracują w niej ludzie zdeprawowani, cyniczni do szpiku kości, ohydni i źli. Powoduje nimi jedynie pragnienie władzy i zysku. Niszczą konkurencję, niszczą małe, lokalne firmy i niszczą tzw. zwykłych obywateli. Człowiek – jako taki – to dla nich jedynie “coś” – albo przydatne i pożyteczne ich interesom – albo nie. Reprezentantem tego świata jest niejaki Tyrell Wellick (bardzo dobry Martin Wallström), patologicznie ambitny szef działu technologicznego E Corp., które korzysta z usług firmy “AllSafe Cybersecurity”, w której Elliot jest zatrudniony.

Z początku wydaje się, że dla Elliota praca w dużej, zamożnej, ale czyniącej dobro (bo niczym miłosierny anioł – strzegącej bezpieczeństwa swoich zleceniodawców) firmie, jest czymś – co go pociąga. Że stanowi wartość i sens. Poza oczywistym faktem, że może się z wypłacanej mu comiesięcznie pensji utrzymać. Choć dobra materialne, jako takie, zdają się dla niego znaczyć tyle, co nic.

MR. ROBOT -- "da3m0ns.mp4" Episode 104 -- Pictured: (l-r) Christian Slater as Mr. Robot, Rami Malek as Elliot -- (Photo by: Virginia Sherwood/USA Network)

MR. ROBOT — „da3m0ns.mp4” Episode 104 — Pictured: (l-r) Christian Slater as Mr. Robot, Rami Malek as Elliot — (Photo by: Virginia Sherwood/USA Network)

Pewnego dnia, w metrze, zaczepia go pewien facet, (nagrodzony za tę rolę Złotym Globem Christian Slater – choć po prawdzie – nie wiem czemu tak się zachwycono jego kreacją, bo według mnie jest ona jedynie OK) ) dość specyficznie ubrany. Niby nic. Jakieś dżinsy, koszula, czapka z daszkiem, no i kurtka. Ale ta kurtka ma naszywkę. Bardzo widoczną i konkretną. Stanowiącą rodzaj “auto-deklaracji”. Jest na niej napisane: Mr. Robot.

Tja. I się zaczyna… Bo Mr. Robot nie zagadał do Elliota ot, tak sobie. Zagadał z konkretnym celem na myśli. Werbunkowym. Chce by chłopak, którego talenty hakerskie są przewielkie -zaczął dla niego infiltrować, a ostatecznie doprowadził do zapaści firmę, zwaną E Corp. Nad której bezpieczeństwem w sieci, nasz bohater ma czuwać. I za co mu płacą.

Pomysłodawca Mr. Robot – Sam Esmail – wykoncypował rzecz rewe/rewo – lucyjną! Serial, który jest fantastyczną hybrydą gatunkową. I dla mnie osobiście stanowi to o jego sile i wielkości. A także stało się przyczynkiem fascynacji. Jest w nim wiele wątków i wiele konwencji. Właściwie trudno to jednoznacznie zdefiniować. Bo prawie każdy odcinek to nieco osobna rzecz – własnie w ramach gatunkowych – w obrębie całości. Tak – jeśli idzie o narrację, jak i zdjęcia, a szczególnie muzykę [bardzo ważny element! – co podkreślam – bo w ostatnich latach – w najlepszych amerykańskich produkcjach TV to klucz – kulturowy!!!], czy montaż. Miejcie – jeśli zdecydujecie się Mr. Robot obejrzeć – koncepcję “puzzla” na uwadze. Jest i zagadka i silny wątek psychologiczno – rodzinny. Reminiscencje cofają nas do czasów, kiedy bohater był dzieciakiem, czyli do lat 80-tych zeszłego stulecia – co dla całej koncepcji pomysłodawczej dla tej produkcji ma niezmiernie duże znaczenie! Jest trochę z sensacji. No i sporo krytyki systemu kapitalistycznego, jako takiego. Z buzowaniem wkurwu społecznego – szeroko rozumianego – w tle. To zupełnie nie dziwi, zważywszy, że po wydarzeniach na Wall Street w roku 2011, po gigantycznym krachu finansowym amerykańskiego rynku i ekonomii oraz zapaści rynku pracy (w tym dla rzeszy młodych, świetnie wykształconych ludzi) – prędzej czy później – tematyka ta musiała znaleźć swoje miejsce w Hollywood.

Mr. Robot to właściwie obraz współczesnego, globalnie zdigitalizowanego świata – w pigułce. Mówi o tym, że obecnie nikt, ani nic nie jest tym, czym się wydaje. Komputery, Internet, zaawansowane technologie programowania rzeczywistości, sieciowe połączenia wzajemnych powiazań ludzi, którzy go tworzą – stały się dla przeciętnego obywatela niepojmowalne, niemożliwe do ogarnięcia i zrozumienia. Dlatego też tzw. digital jest wykorzystywany przez większość  ludzi dość bezrozumnie. Choćby w zakresie mediów społecznościowych i wszelkich aplikacji – w których jakże ochoczo – konstruujemy, w ramach poczucia nieskrępowanej wolności (ykhm) swoje awatary. Swoje “digitalne ja”. Multiplikowane osobowości, multiplikowane role społeczne – to wszystko jest na wyciagnięcie dłoni. Dziś, na co dzień, każdy z nas praktycznie może byc kimś, a potem jeszcze kimś i jeszcze kimś. Ta lista nie ma końca. Sądzimy, że w tym “gąszczu anonimowości” łatwiej nam się schronić lub ukryć to, czego nie chcemy, by inni o nas wiedzieli. Być może dlatego właśnie postrzegamy siebie samych w świecie cyfrowym jako “bezpiecznych”(?).

Ale Elliot w tym świecie – pływa jak ryba w wodzie. A raczej – jak rekin!

Bohater, którego kreuje Malek – jest fascynujący przede wszystkim poprzez swoją niejednoznaczność. Nie wiadomo do końca kim jest. Ani jaki jest “na prawdę”. Jego paranoidalne (?) – acz brylantowo inteligentne – monologi wewnętrzne czynią go postacią, która przypomina miejscami Travisa z “Taksówkarza”, niekiedy zaś narratora “Podziemnego kręgu” granego przez Edwarda Nortona.

Przyznaje się, że dla mnie oglądanie Mr. Robot miało też wymiar przyjemności nieco perwersyjnej. Bo – co serialowi temu trzeba przyznać – fantastycznie przedstawia szczegóły pracy hakerów. I bardzo przystępnie objaśnia ten świat. Oraz to jak działa. Ci, którzy są w stanie postawić każdego, w tym giganty finansowe, które wydają miliony dolarów rocznie na zabezpieczenia danych czy siedziby, strzeżonej niczym forteca i nie gorzej niż budynek CIA w Langley – “pod ścianą” – nie są w nim pokazani jako “magicy”, którzy robią rzeczy niepojęte. Ci “jacyś inni” są życiowo więcej niż “zwyczajni”. Posiadają, po prostu, pewne umiejętności i wysokie czy wybitne kompetencje w pewnym zakresie.

Nowe pokolenia. Pokolenia ludzi, którzy już są, a będą coraz bardziej technologicznie kumaci. Ludzi(?), którzy się tymi wszystkimi urządzeniami, jakie wymyślono i jakie powstaną – posługiwać będą sprawnie, sprawniej, coraz sprawniej. I mam tu na myśli także to, że Mr. Robot uzmysłowił mi dobitnie rzecz nieco (dla mnie) przerażającą. Technologia idzie od lat jednym i tym samym torem. Ma być coraz łatwiejsza w użyciu, coraz bardziej przystępna, coraz bardziej udomowiona i “zaprzyjaźniona” z każdym aspektem naszego życia. Lubimy to! Nie?

mr-robot-serial-03Ach! Ta technologia. Jakież to miłe, fajne i przyjemne…. Bez problemów i czekania (szybkość i czas – czyż to nie klucz do naszej rzeczywistości?) można wszystko załatwić, z dowolnego miejsca, w dowolnym czasie, pokonując strefy geograficzne, przestrzenie, bariery językowe. Wszystko i wszyscy są na wyciagnięcie ręki. Podłączasz się do sieci i już. No i jeszcze robisz zdjęcia. I ciągle nimi epatujesz. I tobie wciąż je ktoś robi. Dużo zdjęć, w stałym obiegu. Już nigdy pod twoją całkowitą kontrolą. To przecież takie “niewinne coś”. No co? Wszyscy tak robią? Right? I nigdy nie myślisz przy tym, że to coś, co nigdy nie zniknie. Nie ma, że kiedy wpadniesz na pomysł, żeby zerwać ze swoją przeszłością – spalisz szybko w kominku kilka dokumentów i fotek (hehe). W świecie, w którym żyjemy – nie. Kumasz? Każdym kliknięciem potwierdzającym twe digitalne życie – udostępniasz dane. Zyliony terabajtów danych. Na swój temat. I  towarzyszących ci osób. O których zazwyczaj nie myślisz, że mogą być dla kogoś lub czegoś najbardziej prawdziwym obrazem ciebie i twojego świata. Twoim “miękkim podbrzuszem”, w które można uderzyć. Bo uważasz, że digital jest “bezosobowy”. To tylko technologia. To tylko maszyny. Udogodnienia.

Czyżby?

Wpadliśmy – jako gatunek – w te pułapkę – jak śliwka w kompot.

Mr. Robot opowiada – według mnie – o czymś piekielnie ważnym! Powstanie “mechanarchii” – jak zwał to wielki Stanley Kubrick – już się rozpoczęło.

Światem nie rządzą już od dawna “jacyś ludzie”, zwani politykami. Prawdziwie zarządzający naszym światem są niewidoczni, całkowicie schowani za technologią. Wiedzą o nas wszystko. I raczej byłoby dobrze, gdyby pobudki ich działań były bardziej, niż mniej szlachetne. Dopóki to jeszcze ludzie…

You may also like

CRIMINAL
FOSSE / VERDON
OUTSIDER
NOWY PAPIEŻ