12
listopad
2015
200

O kultowej marce kremów – EMBRYOLISSE – czyli jak działa „word of mouth” :-)

“Pokremuj buzię, łobuzie!” –  tak mówiła do mnie moja mama, kiedy zaczęłam z dziecka przekształcać się w nastolatkę. Nie wiem czy świadomie, ale dobrze wybrała moment. Jak na tzw. late bloomer’a, którym zawsze byłam – młodzieńczy bunt uderzył z siłą tsunami zarówno we mnie, jak i w nią dopiero kilka lat później…Wtedy, prawdopodobnie z samej przekory nie chciałabym jej słuchać – co z dzisiejszej perspektywy – nie jest zabawne i wolę nie myśleć, jak mogłoby się skończyć dla mojej twarzy!

Intuicyjnie, jak sądzę, wybrała czas nauki podstaw dbania o tę jakże ważną, bo będącą naszą wizytówką część ciała. Bo, wtedy właśnie zaczęło do mnie docierać, że dziewczyna to dziewczyna, a kobieta to kobieta. Moja mama po prostu zaobserwowała wzrastającą u mnie fascynację zarówno jej kosmetykami jak i garderobą. Siedziałam po lekcjach przy jej toaletce, grzebiąc w szminkach, pudrach i różach do policzków. Namiętnie się nimi malowałam i dziwiłam niepomiernie, że wyglądam kuriozalnie, karykaturalnie można by rzec – nie zaś jak moja mama, która – zawsze wyglądała używając tych dziwnych przedmiotów bardzo dobrze. Wtedy też zdałam sobie sprawę z tego, że mama ma jakieś rytuały. W przeciwieństwie do taty spędzała długi czas w łazience. Zaczęłam się temu z uwagą przyglądać. I odkryłam, że ma cały szereg produktów, w tym nie zawsze pięknie pachnące pomady**, które nakłada na twarz oraz całą swoją osobę. Ale po co?

** potem okazało się, że mama zamawia je u swej przyjaciółki – farmaceutki, która  wykonuje je ręcznie w aptece. Wtedy mnie bardzo dziwiło dlaczego te ohydne, ciemnobrązowe słoiczki, z dziwnymi napisami darzyła wyjątkową atencją.

Do tych wszystkich jakże fascynujących spostrzeżeń doszła też kolejna kwestia. Zaczęłam sie orientować, że moja mama jest znacznie starsza niż większość mam moich koleżanek i kolegów z podstawówki. Mama nigdy nie ukrywała swojego wieku. Mogę śmiało powiedzieć, że nie robiła z tego problemu. Wiek był tylko numerkiem pesel, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli. A kiedy ja miałam lat naście – moja mama zbliżała się do pięćdziesiątki, co nie było w latach 80-tych zeszłego stulecia powszechną normą. Moi rówieśnicy, kiedy słyszeli, że mam tak “starą” matkę, wybałuszali oczy w niemym przerażeniu. A zaraz potem – zobaczcie jakie dzieciaki zawsze były sprytne – słyszałam: “eeee, no co ty? W ogóle nie widać!”. Przypuszczam, że gdyby o tym wiedziała, byłby to największy zawoalowany komplement, jaki moja mama usłyszała w swoim życiu.

Zanim zaczęłyśmy porozumiewać się głównie za pomocą wrzasków i trzaskań drzwiami (ja) oraz lodowatego milczenia (ona) – na szczęście odbyłam już proces edukacji w kwestii podstaw pielęgnacji twarzy.

Nigdy nie zapomnę tego, co wtedy powiedziała mi mama na ten temat: “buzia to jest coś, co będzie ci służyć długie lata, będzie się zmieniać i kiedyś nie będzie młoda, dlatego musisz zawsze o nią dbać. Pamiętaj traktować ją dobrze. To podstawa. Reszta przyjedzie z czasem”

O Mamo kochana! Jak ja Ci jestem za to wdzięczna! Od tamtej pory mazałam skrupulatnie rano i wieczorem całą buzię kremem jaki od niej dostałam.

Lata mijały. Nawyki zostały. Dopiero kiedy skończyłam dwadzieścia kilka lat i zaczęłam dorosłe życie, (czytaj – zaczęłam pracować) sprawa marek kremów stała się istotna. Zbiegło się to zresztą (to znamienne dla mojego pokolenia) ze zmianą historyczną i polityczną w Polsce. Wolny rynek z każdym rokiem zalewała oferta produktów do pielęgnacji twarzy tak wielka, że nikt nie był w stanie się w tym połapać. Przeszłam i ja tę drogę: każda nowość była lepsza od poprzedniej, bo nowsza.

Po mamie odziedziczyłam sympatię do kosmetyków aptecznych, a z racji skłonności do snobizmu – w dobie Internetowej zaczęłam sporo łazić po zagranicznych blogach urodowych. No i bardzo chętnie czytałam o tych wszystkich markach, które były “niszowe”. Lubiłam mieć coś innego niż wszyscy. W ten sposób dowiedziałam się o istnieniu marki Embryolisse, której – jak wynikało ze studiowania zagranicznych mediów używała co druga paryżanka (a wiecie, że mam fisia na punkcie tej koncepcji kobiecości).

Embryolisse.kult

Na dodatek jeszcze wychwalały go pod niebiosa znane modelki, aktorki, stylistki i makijażystki. Kiedy wyczytałam gdzieś, że jest to ulubiony krem samej Jane Birkin – nie trzeba mi było mówić więcej. Postanowiłam spróbować. Decyzja była tym łatwiejsza, że nie jest to marka droga. Szybko okazało sie, że kultowy krem Embryolisse odżywczo-nawilżający spełnia swoje obietnice w stu procentach.

Jane_Birkin

Długotrwale nawilża twarz, pozostawiając uczucie otulającego woalu, który chroni skórę, koi podrażnienia. I na dodatek fantastycznie zachowuje się jako baza pod podkład. A po zawalonej nocy, imprezie do rana i zbyt wielu drinkach – które z mojej skóry dnia następnego czyniły zawsze boleściwie ściągnięty pergamin – cudownie niwelował uczucie odwodnienia i przesuszenia. Był jak pogotowie ratunkowe.

Zaczęłam się zastanawiać czemu praktycznie w Polsce się o nim nie mówi? Dlaczego nie ma reklamy? Nie można go kupić w polskich aptekach, pomimo tego, że pełne są innych marek, w tym także – wielu francuskich. Tak było jeszcze 5 lat temu.

Ale od 2012 roku marka Embryolisse jest już szczęśliwie na naszym rynku obecna. Można ją kupić przez Internet. Obecna jest też w jednej z sieci aptek.

Przedstawicielstwo na nasz kraj prowadzi młoda prawniczka – pani Joanna Ryglewicz, która zakochała się w marce mieszkając przez kilka lat w Londynie. Miała wtedy możność zajrzenia za kulisy pokazów mody LFW (London Fashion Week) i tam dowiedziała się od jednej z makijażystek jak bardzo cenne właściwości ma kultowy w kręgach „fashion” krem. Kiedy postanowiła, wraz z mężem kilka lat temu wrócić do Polski – miała sprecyzowany plan: mieć firmę, którą będzie mogła prowadzić z domu. Przy dwójce małych dzieci i wymagających egzaminach na aplikację radcowską – wydawało się jej to najlepszym pomysłem na życie.

Jaka miałaby to być  firma dotarło do niej, kiedy pojechała z mężem na kilka dni odwiedzić krewnych w Paryżu. Kiedy w jednej z tamtejszych drogerii dokonywała zakupu swojego ulubionego kremu – przyszło jej do głowy, że to właśnie jest to! Plan się skrystalizował: będzie nim dystrybucja Embryolisse na rynku polskim!

Razem z mężem umówiliśmy się na rozmowę z właścicielami marki. Okazało się że to firma rodzinna. Niewielka, która ma jedną fabryczkę & laboratorium pod Paryżem i gdzie wciąż od ponad 50 lat produkowane są kosmetyki Embryolisse. Urzekło mnie to, że rozmowa z nimi – małżeństwem farmaceutów, miała zupełnie inny charakter, niż w przypadku firmy koncernowej. Oni zupełnie inaczej myślą o biznesie, wyznają inne wartości. Słupki sprzedażowe nie są dla nich najważniejszą rzeczą na świecie. Dlatego – choć nie posiadaliśmy wcześniej żadnego doświadczenia w dystrybucji kosmetyków – ale byliśmy szczerzy, pełni zapału i entuzjazmu – udało się nam podpisać umowę na bycie przedstawicielem marki na rynku polskim na wyłączność. Układ był prosty. Robimy tutaj wszystko, własnym sumptem, tak jak umiemy, bez narzucania niczego. A oni jedynie sprzedają nam kosmetyki

Czym Embryolisse odróżnia się od innych aptecznych produktów, tzw. dermokosmetyków? Co wyróżnia te markę od innych? Ano tym, że receptura najbardziej znanego, pierwszego i uchodzącego za kultowy kremu została opracowana przez lekarza dermatologa, pracującego w szpitalu, w którym leczono ciężkie poparzenia skóry. Konsystencja i skład Embryolisse Lait – crème Concentre  były pierwotnie pomyślane jako mające za zadanie głęboko nawilżać uszkodzony naskórek oraz przyspieszać jego proces regeneracyjny. Receptura ta wraz z nazwą (stąd to dość medyczne brzmienie) została przez obecnych właścicieli firmy odkupiona, z myślą o tym, by z jej drogocennych właściwości mogły korzystać osoby nie będące pod opieką lekarską.

Czas przynosi zmiany. Tak jak mówiła mi moja mama – również dla mojej twarzy. Nie płaczę z tego powodu, ani nie popadam w nadmierne frustracje. Cieszę sie, że tego też mnie nauczyła moja rodzicielka. Staram się moją buzię traktować czule i serdecznie, a przede wszystkim być uważną na to, czego potrzebuje. Jakiś czas temu zatem kultowy krem Embryolisse Lait – crème Concentre zamieniłam na wersję dla skóry suchej i dojrzałej. I dalej jestem zadowolona. Ma wszystkie najważniejsze składniki,  które wiem, że zostały pomyślane po to, by mogła dostawać to, co na tym etapie życia jest jej najbardziej potrzebne: masło caritè, wosk pszczeli, aloe vera, proteiny soi, olejek migdałowy i z zarodków pszenicy, a także najważniejsze dla skóry witaminy: A, E i F.

embro

Embryolisse stało się dla mnie przez te wszystkie lata, podczas których do marki zawsze wracałam – uosobieniem produktu na którym zawsze mogę polegać. I który stanowi podstawę. W największym pośpiechu, porannym zaspaniu i konieczności bycia gotową w 5 minut – razem z czarnym tuszem do rzęs, bronzerem i odrobiną czerwonej szminki stanowi dla mnie zestaw, z którym wiem, że mogę przetrwać nawet najgorszy (dla mojej twarzy) dzień.

You may also like

KinoGram – czyli nowa jakość kina…
DE LONGHI & BRAD PITT… czyli o znaczeniu słowa „PERFETTO”
ODA DO okularów przeciwsłonecznych – czyli o marce RAY BAN…
ODA DO SANDAŁKÓW…