24
Lip
2019
6

KWIATÓW MOC – czyli o toniku do twarzy Embryolisse… 

Pytanie o to – ile kosmetyków pielęgnacyjnych potrzebnych jest do tego by w pełni móc zadbać o skórę twarzy – przypomina w dzisiejszych czasach bardziej rebus niż proste równanie matematyczne.

To wypadkowa wielu czynników. Nie wynikających jedynie z wieku i typu cery. Ale także i z miejsca zamieszkania, stylu życia, rodzaju pracy, aspiracji, osobistych upodobań i wyznawanych wartości. Jak i skłonności do ulegania modom, podatności na najnowsze trendy, etc.

Ile kobiet, tyle odpowiedzi. Choć, jak sądzę, zaczęłyśmy sobie zdawać sprawę z także i tego, że codzienna, konsekwentna, wieloetapowa pielęgnacja twarzy to najlepsza inwestycja w siebie. Hit jakim stała się w Polsce książka autorstwa Charlotte Cho “Sekrety urody Koreanek” wiele mówi o podejściu do tej kwestii także i mieszkanek kraju nad Wisłą. 🙂

W dodatku, co bardzo mnie cieszy, a zostało potwierdzone naukowo i przez wszystkie najważniejsze autorytety z dziedziny kosmetologii i dermatologii: ważniejsze od tego ile kosztowały posiadane przez nas kosmetyki do pielęgnacji twarzy – jest sama pielęgnacja. I  jej uważne stosowanie.

Pojęcie “wellness” dotyczy także twarzy. Choć oczywiście tych, dla których liczy się wyłącznie to aby wyglądała „młodo” dalej nie brakuje 😉

No cóż. Mnie to nie dziwi. Ale może dlatego, że ja pojęcia piękna nie kojarzę jedynie z młodością. A już na pewno – nie za wszelką cenę…

*    *   *

Jak wiecie, o czym wielokrotnie pisałam przy okazji tekstów poświęconych EMBRYOLISSE  – jednej z moich ulubionych marek dermokosmetycznych – hołduję koncepcji paryskiego podejścia do kwestii wyglądu oraz dbania o urodę. A to oznacza, że wszelkie ekstrema, eksperymenty z “najnowszymi zdobyczami nauki i technologii” i permanentne uganianianie się za kolejnymi nowinkami – jest mi obce.

Nazwałabym moje podejście do nowości w zakresie produktów do pielęgnacji twarzy “ostrożnym”.

Nie oznacza to, że nie interesuję się nowymi produktami na rynku kosmetyków, czy też nie zmieniam nawyków pielęgnacyjnych. Oczywiście że tak. Trudno abym trwała przy tym, co służyło mi kiedy miałam lat 20, mając bez mała 30 więcej…

Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że raz na jakiś czas konsultuję stan swojej twarzy z doświadczoną i wykwalifikowaną kosmetyczką, ewentualnie z lekarzem dermatologiem.

Bo tylko fachowiec jest w stanie dać mi porady z których będę mogła skorzystać z pożytkiem.

Chodzi o diagnozę kondycji skóry. I jej najbardziej pilne potrzeby. A te się zmieniają. Kiedy jedne udaje się zniwelować, pojawiają się następne. Tak to już jest.

Ładna skóra twarzy to przede wszystkim jej kondycja, która rzutuje na całościowy wygląd. A wbrew pozorom –  to nie obsesyjne zwalczanie każdej zmarszczki – tylko zdrowy koloryt, napięcie, blask, brak plam i przebarwień, wyprysków, popękanych naczynek, rozszerzonych porów czy zaskórników.

Dlatego tak mi bliskie jest podejście, które wyczytałam w jakimś wywiadzie z jedną z najbardziej znanych francuskich dermatolożek. Pani doktor zapytana o to, co by poradziła kobietom jako najważniejszy wyznacznik, którym się mają kierować przy wyborze produktów do pielęgnacji twarzy odparła (cytuję z pamięci) jakoś tak:

Podstawa to traktowanie skóry twarzy z wyjątkowym szacunkiem i delikatnością. Z atencją taką samą, z jaką traktujemy wyjątkowo cenną część garderoby. Na której zależy nam szczególnie mocno, by trwała w doskonałym stanie przez lata, a wręcz dekady. W przypadku skóry twarzy to oczyszczanie, tonizowanie, nawilżanie i / lub natłuszczanie. I zawsze postępowanie łagodne i czułe… Twarz traktować należy wyłącznie tym, co lubi i co pozostawia ją w poczuciu ukojenia i uczucia przyjemnego relaksu. Przede wszystkim zaś nie wolno skórze twarzy robić czegokolwiek czego nie zrobilibyśmy tej podawanej jako analogia ukochanej części garderoby. Nie wolno jej traktować w sposób gwałtowny, fundować stresów i urazów. I narażać na zmasowany atak składników, które mogą wywołać szok i (czasami) nieodwracalne zmiany…

*   *   *

Modyfikowana, zgodnie z potrzebami mojej skóry, która zmienia się wraz wiekiem (tak, tak – hipokryzja to nie jest moje ulubione słowo 😉 codzienna pielęgnacja twarzy sprowadza się jeśli chodzi o podstawy do tych samych rytuałów. Od ponad 20 lat.

Oczyszczam. Tonizuję. Nawilżam i / lub natłuszczam.

Od dawna przykładam dużą większą wagę do oczyszczania. I od dawna nie pomijam tego elementu nigdy, w żadnych warunkach i pod żadnym pozorem.

Do nawilżania i / lub natłuszczania kremem, serum czy lotionem dodałam kilka lat temu masaż skóry twarzy. Bo okazało się, że jest zbawienny w skutki. I bardzo popłaca. A zajmuje jedynie kilka minut.

Choć przyznaję ze skruchą, że czasami zdarza mi się z tego ostatniego elementu zrezygnować. Bywają sytuacje – wiecie, samo życie –  że czasami te pięć minut oddzielające od runięcia w pościel robi wielką różnicę 😉

 TONIZACJA MUSI BYĆ. Tak jak oczyszczanie. Musi. To jest wariant minimum.

Toników do twarzy zaczęłam używać tak dawno temu, że już nie pamiętam kiedy to było. Nie wyobrażam sobie mojej łazienki ani wyjazdowej kosmetyczki bez tego produktu.

Moja (dość powszechny typ wśród Polek) skóra twarzy – czyli mieszana (skłonna do przesuszeń na policzkach, tłustawa na nosie i brodzie), wrażliwa, źle reagująca na wszelkie intensywne ścierania i ekstremalne warunki pogodowe (super upał, super mróz) skłonna do tworzenia pękniętych naczynek – kocha się w tonikach! Oczywiście tych, które są łagodne, bez zawartości alkoholu, najlepiej z dużą ilością składników naturalnych, o silnych właściwościach nawilżających. A najlepiej także o działaniu antyoksydacyjnym.

Używałam wielu marek, wielu firm. Od tanich do bardzo drogich. I wiele z nich zachowuję w czułej pamięci.

Ale, jak już wspominałam wcześniej, skórę twarzy traktuję ze szczególną uwagą i szczególną wrażliwością na jej potrzeby. Było nie było – to moja „wizytówka” 🙂 Dlatego też wszystkie te produkty kosmetyczne, którymi mogę się wspomóc w codziennej pielęgnacji przy stale zmieniających się “warunkach brzegowych” świata w którym żyję – cenię sobie bardziej niż bardzo.

Spędzam przed komputerem coraz więcej czasu (szloch); często w sztucznym świetle, w dodatku w pomieszczeniach, w których nie ma odpowiedniej wilgotności, za to jest znienawidzona przeze mnie klimatyzacja. Letnie upały w naszym kraju potrafią przypominać tropiki, z tą różnicą, że spędzone w dusznym, zasmogowanym mieście, a nie pod szumiącymi palmami i z bryzą od oceanu w tle.

Poranne i wieczorne rytuały dotyczące pielęgnacji twarzy zaczęły być niewystarczające abym czuła, że moja twarz dostaje tyle atencji i czułego traktowania – ile powinna.

A przez “powinna” rozumiem stale to samo. Abym czuła (namacalnie), że jest jej dobrze. Jest ukojona, zrelaksowana. Miła w dotyku.

W sukurs przyszedł mi kolejny produkt Embryolisse: Eau de Beauté Rosamélis (Woda Piękności Rosamélis).

Jest to tonik 4 kwiatowy, w którego skład wchodzą naturalne wody z czterech kwiatów: róży, pomarańczy, chabru i rumianku.

Każda z nich jest znana od wieków. I od wieków stosowana w pielęgnacji ciała. Z pożytkiem dla jego zdrowia i urody.

Woda różana

Jest antyoksydantem, działa przeciwzapalnie. Zawiera witaminy z grupy B, oraz witaminę C i E (które doskonale radzą sobie z wolnymi rodnikami). Ponadto działa kojąco, nawilża, wzmacnia naczynka, oczyszcza. Poprawia napięcie skóry i ją ujędrnia (stymuluje włókna kolagenowe do pracy). Genialnie sprawdza się właśnie w tonikach. Jak i we wszystkich produktach do pielęgnacji skóry dojrzałej. A jej boski zapach jeszcze bardziej zachęca do stosowania produktów, które posiadają ją w swoim składzie.

 

Woda z kwiatów pomarańczy

Jej działanie z kolei to przede wszystkim orzeźwianie i odświeżanie skóry. Odpręża, relaksuje. Posiada także właściwości oczyszczające, tonizujące. I doskonale nawilża. Pomaga zwalczać zarówno zmarszczki jak i przebarwienia. Dzięki temu, że delikatnie ściąga pory skóry – pięknie wpływa na to, że zmęczona, przegrzana, spocona skóra twarzy dzięki niej zostaje uelastyczniona, nawilżona, rozjaśnia się i rozświetla.

Woda z kwiatów chabru

Chaber zwany inaczej bławatkiem charakteryzuje się przede wszystkim trzema rodzajami działania. Zmiękcza skórę, działa przeciwzapalnie oraz antybakteryjnie. Wzmacnia także naczynka krwionośne.

Woda rumiankowa

Tego składnika nie trzeba nikomu przedstawiać. Która z nas w życiu nie piła herbatki z rumianku lub nie stosowała naparów z tych powszechnych w Polsce kwiatów choćby po to by zrobić sobie kompresy na podpuchnięte oczy?

Rumianek ma właściwości łagodzące i przeciwzapalne, ale w pielęgnacji skóry twarzy sprawdza się fantastycznie przede wszystkim jako remedium na wszelkie dolegliwości cery wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Rewelacyjnie przyspiesza procesy gojenia, doskonale zatem działa w stanach zapalnych skóry, w tym na wszelkie objawy poparzenia, zaognienia, przegrzania.

 Eau de Beauté Rosamélis Embryolisse okazało się być dla mnie produktem idealnym, który szczególnie wspaniale sprawdza się właśnie w lato. Przy wysokich temperaturach, suchym powietrzu.

Wodę Piękności Rosamélis od Embryolisse stosuję nie tylko do codziennej rutynowej pielęgnacji twarzy rano i wieczorem. Nie rozstaję się z nią w upalne dni w zasadzie przez cały dzień.

Owszem – opakowanie jest dość duże (o pojemności 200 ml), ale wygodna forma – spray – pozwala na aplikację Eau de Beauté Rosamélis Embryolisse w dowolnej chwili.

Kiedy w Warszawie były 30 stopniowe upały (a podobno mają jeszcze wrócić) wychodząc z domu na kilka godzin, zabierałam ją ze soba zawsze. Posiadanie jej w torbie to taki sam dobry nawyk jak mała butelka wody do picia, której potrzeba stałego spożywania przy wysokich temperaturach powietrza nie wymaga żadnych wyjaśnień ani uzasadnień.

Nawilżanie skóry od środka jest istotne, niemniej to – jak bardzo moja twarz (nawet lekko pomalowana, jedynie kremem BB oraz bronzerem,  pozbawiona makijażu oczu, tuszu do rzęs, etc.) w upalne dni – była mi wdzięczna za spryskiwanie Eau de Beauté Rosamélis Embryolisse – dawało się odczuć za każdym razem.

Mogę to uczucie porównać do tego, które towarzyszy komuś zwiedzającemu na piechotę skwarne miasto na południu Europy, by po kilku godzinach strudzonego marszu móc usiąść na chwilę przy fontannie i wystawić się na działanie orzeźwiająco chłodnych, energetyzujących kropli wody…

Poezja!

Dodając do tego fakt, że Woda Piękności Rosamélis od Embryolisse pachnie tak obłędnie, że automatycznie przenosi myślami do jakiegoś czarodziejsko pięknego ogrodu – jest to doznanie warte wszystkich ochów i achów tego świata.

Zgodnie z opisem zastosowania produktu, zamieszczonym przez Embryolisse na etykiecie Eau de Beauté Rosamélis Embryolisse – przetestowałam też jego działanie liftingujące – które z kolei w moim odczuciu wiąże się z doznaniami zmysłowymi bliskimi erotycznych…

Otóż Woda Piękności Rosamélis – zastosowana zaraz po przebudzeniu (a w nocy przechowywana w lodówce) – daje uczucie tak wielkiej przyjemności, ba! wręcz rozkoszy, że tego się nie da opisać. Tego trzeba doświadczyć!

Zwłaszcza kiedy noc była upalna, duszna, a twarz rano wydaje się aż wołać o odświeżenie – zroszenie jej chłodnym strumieniem Eau de Beauté Rosamélis Embryolisse, wraz z doświadczeniem jego upojnego aromatu – działa jak lifting – nie tylko na twarz ale na nastrój na cały dzień!

A jak wszyscy (chyba?) już wiemy – dobry nastrój i pozytywne uczucia, jakie mu towarzyszą mają niebagatelny wpływ na naszą twarz. Bo ładna twarz – to twarz zadowolona! 🙂

You may also like

Opowieści witryny sklepowej – czyli o Window Stories by Malwa…
FREE SOLO
ODA DO ŚNIADANIA… – czyli do jajka na miękko :-)
THE SWIMMING POOL in photography…

Skomentuj