5
lis
2015
171

PARYSKI SZYK W WARSZAWIE – czyli o SUPERMARKETStore

SUPERMARKETStore mieści sie na warszawskiej Saskiej Kępie i bardziej adekwatnego miejsca dla ulokowania tego showroomu – ja osobiście sobie nie wyobrażam. Jak niewiele innych dzielnic – ma starą, unikalną zabudowę, mnóstwo zieleni, a także swój własny styl i klasę – wynikające z długiej historii. Saska Kępa to takie paryskie “Le Marais”. Wymarzona lokalizacja dla realizacji koncepcji, którą właścicielki i koleżanki w jednym: Kasia Kryńska i Marta Kieślowska – Hryniak postanowiły wcielić w życie. A jest nią nie tylko przemyślana oferta ubrań i dodatków (dostępnych także w sprzedaży przez Internet), ale także – a może przede wszystkim – pewna idea, którą obie dziewczyny postanowiły propagować: paryski wdzięk i szyk, połączony z brakiem “napinki”, gonieniem za trendami, masowym kopiowaniem modowych “nowości”. Jednym zdaniem to wszystko, co zarówno jedna jak i druga znają bardzo dobrze z własnego wieloletniego życia w stolicy Francji.

MYsmiech-kopia

Wizyta w showroomie SupermarketStore – to jak odwiedziny u paryskiej koleżanki, w jej mieszkaniu. Ma „to coś” – wdzięk i grację wynikające z unikalnej kombinacji – w której klasyka nie jest nudna, nowe miesza się ze starym, a wszystko to razem tworzy całość nie tylko że daleką od banału, ale nieodparcie wdzięczną.

Showroom

To wszystko razem, łącznie z tym, że zarówno Kasia, jak i Marta to przesympatyczne, urocze, kreatywne kobiety – niezwykle szykowne i “wyrobione estetycznie” – spowodowało, że poprosiłam je o wywiad.

Skąd pomysł na nazwę Waszej marki: SupermarketStore ?

Kasia: Nie chciałyśmy nazwy, która będzie słodka, “butikowa”, a jednocześnie chciałyśmy ironicznie “pograć” ze słowem supermarket, z jego podstawową symboliką. Chciałyśmy, aby to było nieco zadziorne, nowoczesne, nieco inne. Choć nasze kolekcje takie nie są. Niewykluczone jednak, że kiedyś takie będą.

Marta: to fakt, nasze rzeczy są klasyczne ale z biglem. Mamy u siebie super klasyki, takie jak trykotowe bluzki w granatowe paski oraz sukienki typu “mała czarna”, ale też rzeczy o nieco etnicznym charakterze, nietuzinkowe buty, dodatki z RPA.

A Warsaw inspired, jak należy to rozumieć?

Kasia: moi rodzice są Polakami, dziadkowie też, ale nigdy w Polsce nie mieszkałam. Przyjeżdżałam od dziecka, całe życie jedynie w odwiedziny. I powiem szczerze, że do niedawna – nie brałam w ogóle pod uwagę tego, że mogę się tu sprowadzić na stałe. To prawda, że mieszkałam w wielu wyjątkowych miejscach na świecie (m.in w Londynie i Kapsztadzie) oraz bardzo długo w Paryżu. Studiowałam dziennikarstwo i marketing, a potem załapałam się na staż w 20th Century Fox. I w ten sposób dostałam się do branży filmowej, gdzie przez długie lata zajmowałam sie produkcją (miedzy innymi Marii Antoniny w reżyserii Sophii Coppoli). Potem zajmowałam się castingami do filmów. To, co się działo w moim życiu zawodowym było zazwyczaj dziełem przypadku, spotkania wyjątkowych osób, podejmowanych – często idąc za głosem serca lub intuicji – decyzji. To bardzo dużo mi dało i bardzo rozwinęło. Dużo podróżowałam i zawodowo i prywatnie, więc tu, dla moich przyjaciół w Polsce, od zawsze występowałam w roli “kobiety światowej” (śmiech). Dopiero dwa lata temu, podczas jednego z pobytów w Warszawie – poczułam coś, czego wcześniej nie odczuwałam – że Warszawa to miejsce także w końcu “światowe”, nie ustępujące ani Londynowi, ani Paryżowi, ani Nowemu Jorkowi. Warszawa – zaczęła się posługiwać “kodami”, które znałam, były mi bliskie – a jednocześnie – poczułam także, że ma niesamowitą energię, że jest pełna ludzi, którym się chce, są głodni nowości, czegoś innego, ciekawi i otwarci. I w tym znaczeniu Warszawa stała się moją inspiracją.

Marta: Podzielam opinie Kasi, choć wróciłam do Polski około 13 la temu. Zmiany jakie zaszły w Polsce są wspaniałe. Ja również, wcześniej mieszkałam długie lata w Paryżu, gdzie studiowałam – najpierw fotografie, potem historie sztuki. Zresztą znałyśmy się i przyjaźniłyśmy podczas naszego życia nad Sekwaną. Do Polski wróciłam z dwoch powodów – poznałam mojego przyszłego męża i dostałam ciekawą propozycję pracy. To, co odnalazłam w Warszawie na początku nowego millennium u mnie także wzbudziło poczucie, że Warszawa jest miejscem, w którym chcę zostać, dawała możliwości rozwoju, była nabuzowana nowymi ideami. Pracowałam jako redaktorka (w nieistniejących już na naszym rynku) magazynach dla kobiet Madame Figaro, potem w Marie Claire, a następnie w Twoim Stylu. Ale kiedy urodziłam trzecie dziecko i przeprowadziłam się pierwszy raz z mieszkania do domu – a dzieci były małe, postanowiłam, że jednak nie chcę się już starać godzić świata pracy w firmie na etacie od – do – z życiem rodzinnym. I że chcę zająć się wyłącznie domem i moją rodziną. Minęło trochę czasu, dzieci podrosły, a ja zapragnęłam na nowo czegoś “tylko swojego”. Założyłam z przyjaciółką Laloushke (szyte ręcznie, spersonalizowane lalki dla dzieci), którą jakiś czas temu zostawiłam nowym dwóm wspólniczkom, bo znowu szukałam nowych wyzwań.

Jak zatem doszło do powstania SupermarketStore i tego, że z koleżanek przeistoczyłyście się we wspólniczki i założycielki firmy?

Kasia: Pomysł zrodził się, kiedy mieszkałam jeszcze w RPA, a Marta już od dawna tutaj. Miałyśmy, oczywiście stały kontakt mailowy i przez skype’a. Marta, miała znowu – bo było już tak w Paryżu, że projektowała i szyła sobie jakieś rzeczy, które mnie zawsze zachwycały. Miała “fazę na szycie” i ciągle mi słała zdjęcia tych swoich projektów. To, co oglądałam w komputerze – wszystko było świetne. Trafiło to na taki moment w moim życiu, że chciałam się przeprowadzić do Polski na stałe. Żyć i mieszkać w Warszawie. I coś mnie tknęło, że to może być to. Bo wiedziałam, że muszę zarabiać, a nie mogę jednocześnie się zatrudnić na etacie w korporacji, dlatego, że co kilka miesięcy wyjeżdżam na kilka tygodni do RPA, gdzie mieszka ojciec mojego syna. Dlatego chciałam mieć możność zarabiania ale w formie freelancerskiej. A Marta tę moją potrzebę doskonale rozumiała i wspierała. I tu nasze drogi się zbiegły. Ja jej powiedziałam “zróbmy coś z tym, z tymi twoimi świetnymi projektami”. I tak się narodził pomysł na firmę SupermarketStore Warsaw Inspired.

Marta: Moja mama pracowała kiedyś jako projektant mody, pewnie od niej złapałam bakcyla. Poza tym ja jestem typem pasjonata. Jak coś mnie zaciekawi i się wkręcę – to całkowicie. Uczę sie wszystkiego od podstaw, chodzę na kursy, doszkalam, ćwiczę. W ten sposób opanowałam robienie projektów, wykrojów, szycie na maszynie, obsługę overclock’a. Zaczęłyśmy jeździć z Kasią do Łodzi po materiały. Najpierw, skromnie nieco myślałyśmy, że to będzie taka mała hobbistyczna rzecz, ale okazało sie, że się rozrosła do rozmiarów pomysłu na pewien koncept.

MyStudio-kopia

To jaki to był koncept u swych podstaw?

Marta: Nam się to wzięło z miłości do mody. Obie jesteśmy fankami ciuchów i obie lubimy ubrania dobrej jakości: dobrze uszyte, z dobrych tkanin i w dobrych cenach. I obie nie mogłybyśmy sprzedawać rzeczy, pod którymi nie mogłybyśmy się podpisać. No, a także to, że wiedziałyśmy od samego początku, że nie chcemy być kolejnym miejscem z tzw. modą casual’owa, sportową, typu bluzy, T-shirty.

Kasia: Ja jestem od “pilnowania” jakości materiałów i tego, aby, to co sprowadzamy / kupujemy od innych miało styl.

Marta: na stronie internetowej naszego sklepu – świadomie nie używamy zdjęć 15-to letniej modelki i pokazujemy nasze rzeczy w kontekście i sfotografowane w pewnej atmosferze. Chcemy by było widać jak ubrania wyglądają na człowieku, jak “się ruszają i “żyją”. I przede wszystkim chcemy pokazać naszym klientkom, że ubraniami, dodatkami z naszego sklepu można żonglować, że mogą być noszone na wiele sposobów, że dają możliwości kreowania strojów na wiele okazji. I co ważne być noszone z tymi ubraniami, które klientka już ma w swojej szafie.

Czy przyświeca wam jakieś motto albo misja?

Kasia: tak, paryskość właśnie. To co napisane jest w zakładce “o nas” na stronie internetowej naszego sklepu:

Obie studiowałyśmy i przez wiele lat mieszkałyśmy w Paryżu, gdzie nauczyłyśmy się patrzenia na modę i styl, który nie wiadomo do końca na czym polega, ale jest rozpoznawalny na kilometr

Wyjaśnijcie zatem czym jest waszym zdaniem “paryski styl” i dlaczego jest rozpoznawalny i taki inspirujący?

Kasia: ”paryskość” zasadza się na tym, że klasa i styl to nie jest ani najnowszy trend, ani modny w danym sezonie kolor, ani najnowszy model ubrania, torby czy butów. To jest przede wszystkim skupienie się na dobrej jakości i ponadczasowości. To podejście buduje zupełnie inną opowieść o kobiecie niż zgodność z trendem.

Marta: charakterystyczna dla paryskiego “looku” jest pewna nonszalancja. To jest ten element z pewnością najbardziej wyróżniający paryżanki na tle innych stolic europejskich czy światowych. One nie są “wypicowane” ani uładzone. Nie są “przestylizowane”. Można to podsumować tak: nawet jeśli mówimy o najprostszym “zestawie” typu: spodnie, bluzka, buty – to paryżanka wygląda – włosy nie do końca uczesane, trampki niedowiązane, jak buty skórzane – to stare ale stylowe i dobrej jakości, tak samo z torebką. Ogólne wrażenie jest takie, że “jestem kobietą, która nie stara się za bardzo, a jednak robię wrażenie”.

Jakie są waszym zdaniem –  zatem – największe – obserwowane przez was różnice między paryżankami a warszawiankami?

Marta: z mojego punktu widzenia – największa różnica polega na tym, że paryżanki się bardzo mało malują na co dzień. Nie spotkasz tam kobiety z “toną makijażu” od białego rana. Myślę, zresztą, że jak zawsze – jest to bardziej skomplikowane. Paryski szyk to wielopokoleniowa tradycja, to po pierwsze, a po drugie jest to miasto, które bardzo hołduje indywidualizmowi – tam się stawia na indywidualizm stroju u podstaw – historycznie i kulturowo. Oprócz wielkich luksusowych marek, sklepów z bardzo drogimi rzeczami – jest cała masa małych butików, z unikalnymi, pojedynczymi sztukami ubrań. Francuzki nie są też, tak jak Polki zapatrzone w amerykański styl „glamour”. I nie ma tam też kultu “galerii handlowych”. Nikt nie spędza niedzieli w centrach handlowych, choćby dlatego, że zwyczajnie są zamknięte.

Kasia: Paryżanki wiedzą, że styl jest bardzo indywidualną rzeczą, dlatego “przymus” zakładania pewnych ubrań, noszenia pewnych zestawów, czy kolorów jest im obcy. One bardzo dobrze znają to prawidło, że jeśli idzie o wygląd i styl – to najważniejszy jest fakt, czy ubranie, które kupują im “służy”, czyli podkreśla ich urodę, atrybuty, wdzięk, a nie to czy ma to jakaś inna kobieta lub jest obecnie promowane w pismach o modzie.

To dla kogo zatem jest oferta SupermarketStore, jak byście nakreśliły portret waszej klientki?

Marta: jako marka kierujemy się do kobiet, które to rozumieją. I widzimy, że jest ich coraz więcej. Oczywiście nie znamy tych klientek, które robią u nas zakupy przez Internet, a jest ich sporo, ale tu, w naszym showroomie spotykamy je na co dzień. To są świetnie ubrane kobiety, samoświadome, takie, które właśnie tak postrzegają styl. I nie mam na myśli naszych koleżanek (śmiech).

I zawsze spotkanie z nimi jest dla nas wielką przyjemnością. Jeśli miałabym powiedzieć kim jest kobieta, która ubiera się w SupermarketStore, to jest: w wieku między 25 a 45 lat, świadoma swojego stylu, ceniąca jakość, niekoniecznie z dużymi pieniędzmi. Nasze ceny są dostępne dla przeciętnie zarabiającej kobiety z dużego miasta. I bardzo się staramy tego trzymać.

Kasia: uważamy, że mamy coś do zaoferowania, a tym czymś jest pewna koncepcja ubrań, a przede wszystkim definicja stylu jako czegoś, co nie wymaga dużych nakładów finansowych. Nasze doświadczenie paryskie ma tu znaczenie. Bo jednak tam jest oczywiste – że im ktoś jest bogatszy, tym skromniej się ubiera. I nie po “atrybutach prestiżu” jest rozpoznawany jako osoba z klasą.

Czy macie jakieś inspiracje i ikony stylu?

Kasia: moda paryska & ulice Paryża to jest nasza główna inspiracja. Myślę, że obie jako kinomanki – inspirujemy się w pewien sposób filmami. To znaczy ich klimatem, atmosferą i kostiumami.

Marta: Byłoby za dużo powiedzieć, że inspirujemy się sztuką. Nie jesteśmy projektantkami mody, kreatorami, gdzie dopracowanie kolekcji jest dużo bardziej intelektualne. Czerpiemy z przykładów, które daje nam tzw. “Street fashion”, fascynacji jakimś konkretnym “lookiem”, to może być NYC, Londyn. To są zdjęcia na instagramie, Pintereście. Podam przykład: mamy swój newsletter, gdzie do promowania koszulki w grantowe paski użyłyśmy ikonicznego zdjęcia: Joan Seberg z filmu Do utraty tchu Godarda. Jednym słowem dopasowałyśmy kolekcję do filmu, a nie na odwrót.

jean-seberg-wearing-black-white-stripey-top-7

Kasia: jeśli chodzi o ikony stylu, to ja jestem wielbicielką Charlotte Gainsbourg, Sophii Coppoli i przyznam też, że z dużą przyjemnością przyglądam się „rozwojowi” Alexy Chung. Chyba Alexa jest mi w sumie najbliższa w sposobie ubierania. Oczywiscie uwielbiam też styl Charlotte Rampling, Jane Birkin i Francoise Hardy z lat 60tych/70tych. Zresztą Charlotte do dziś podziwiam i się nią inspiruje.

Marta: ja z kolei podziwiam Giovannę Bataglia – może dlatego, że mam też włoskie korzenie (śmiech) – jest bardzo kobieca, ma wspaniały gust, umie się bawić modą. Uwielbiam też takie postaci jak Carolina Herrera. Z polskich przykładów? – podałabym Katarzynę Herman. Jest zawsze wspaniale ubrana, ma zdecydowanie unikalny styl.

Kasia & Marta: my się uzupełniamy w naszych gustach, sposobie ubierania się. Mamy bardzo skonkretyzowany styl osobisty. Dużo rzeczy podoba się nam tak samo, ale są miedzy nami znaczące różnice. I dlatego – pojedynczo – osobno, pewnie każda z nas bałaby się prowadzić taki biznes, jakim się zajęłyśmy wspólnie. A tak – każda z nas wnosi coś własnego, swoją osobowość i styl – przefiltrowany i zaakceptowany przez tą drugą. Zawsze, aby wprowadzić coś do sprzedaży, nową kolekcję – musimy się “spotkać w połowie”, to znaczy jeśli jedna z nas kategorycznie się nie zgadza, to wtedy tego nie robimy, nie zamawiamy, itd.

Gdybyście miały podać charakterystyczne cechy dla własnego stylu ubierania się i jeden wyróżniający każdą z was, ulubiony element garderoby, to co by to było?

Kasia: ja jestem w stylu ubierania się bardziej “chłopacka”, bardziej androgeniczna jednak, dlatego – jeden element – to męska koszula, biała, klasyczna. Na pewno nie jestem klasycznie „kobieca”.

Marta: zdecydowanie bardziej od Kasi wolę rzeczy kobiece, miękkie, drapowane. Ta jedna rzecz charakterystyczna dla mnie zatem – to sukienka, w drobne kwiatuszki, z falbankami, taka bardzo włoska jak z filmu Il Postino (Listonosz).

Jakie są wasze marzenia & plany na przyszłość?

Marta: nie marzymy o tym, żeby stać się wielką firmą, ze sklepami w sieciach handlowych. Marzymy o tym, żebyśmy mogły pozwolić sobie na więcej egzemplarzy w pojedynczych kolekcjach. A także o tym, by mieć coraz więcej marek w sprzedaży i polskich i zagranicznych.

Kasia: nie chcemy stracić naszego charakteru, chcemy by to, co było i jest podstawą naszego pomysłu – czyli koncepcja miejsca z ubraniami i dodatkami – “na miarę”, w rozumieniu takim, że o indywidualnym charakterze, w krótkich niepowtarzalnych seriach – to chcemy zachować za wszelka cenę. To jest sedno charakteru naszej firmy.

Marta: chcemy mieć z prowadzenia tej firmy frajdę i by nasze klientki ją miały, kiedy do nas przychodzą, przymierzają rzeczy, kiedy z nami rozmawiają i kiedy są zadowolone z tego co mogą u nas kupić.

Kasia & Marta: naszym marzeniem jest aby SupermarketStore był tym czym jest dalej – tylko większym. Żebyśmy się mogły rozwijać w obrębie obranej drogi.

 

*** Wszystkie zdjęcia użyte w tekście są autorstwa SUPERMARKETStore

*** Rysunki: Marta Kieślowska – Hryniak

You may also like

GALLIVANT GDAŃSK – czyli o tym jak pachną miasta…
Trzeba znaleźć swój wzór – czyli o NOMAD WARSAW…
Oda do marki CELINE – czyli o osobowości, stylu i wartościach…
7 x JARMUSCH – czyli z miłości do kina…

Skomentuj