23
Paź
2015
132

„Sen o Warszawie” – czyli o pracach Tytusa Brzozowskiego

 

**Mam tak samo jak Ty,

Miasto moje, a w nim:

Najpiękniejszy mój świat,

Najpiękniejsze dni,

Zostawiłem tam kolorowe sny…

Z pracami Tytusa Brzozowskiego zetknęłam się niedawno po raz pierwszy. I tak bardzo mi się spodobały, że wybrałam się na wernisaż jego prac, organizowany w PROM, przy ul. Brukselskiej 23, na Saskiej Kępie ***

Nie mogę powiedzieć, że nagminnie uczęszczam na wystawy. Zdecydowania rzadziej niż bym chciała. Niemniej robię to – patrząc z perspektywy tzw. średniej statystycznej – dość często. Na większości z nich nie ma nigdy dzikich tłumów. Tymczasem wernisaż Tytusa Brzozowskiego okazał się być gigantycznym sukcesem. Pojawiło się na nim bowiem około 600 osób! Co więcej, artysta poza pracami przedstawił na nim krótką prezentację multimedialną, której celem było przybliżenie widzom jego twórczości – a ma ona charakter przede wszystkim pasjonacki.

Tytus.Brzozowski

Zdjęcie: Ida Strzelczyk

…w prezentacji opowiadam o co właściwie chodzi w moim malarstwie, dlaczego posługuję się takimi środkami wyrazu. Zaczynam od przedstawienia jednego z moich ukochanych obrazów: “Spisu ludności w Betlejem” Pietera Bruegela. Uwielbiam nagromadzenie zdarzeń, jakie ma w nim miejsce, mnogość detali, dziesiątki postaci. Jest tu ukryte mnóstwo wątków, nad którymi można spędzić wiele czasu. W przypadku moich prac – moim celem jest to, aby każdy kto chce im poświęcić więcej czasu, również nie czuł się zawiedziony. Wybitne płótno Bruegela – pokazuje moje podejście do tematu, to co jest mi bliskie: kiedy dzieją się rzeczy bardzo ważne, nikt nie zwraca na nie uwagi. Ludzie zajmują się swoimi sprawami. Tak, jak my…

Tytus Brzozowski Warszawą jest zafascynowany. Stanowi dla niego źródło nieustających inspiracji. Jako architekt z wykształcenia patrzy na stolicę z perspektywy nie tylko znawcy tematu, ale przede wszystkim czułego detalisty. A nawet więcej – poszukiwacza ukrytych znaczeń, metafor i symboli, jakie stanowią o jej specyfice. 

Jestem bardzo szczęśliwa, że zechciał ze mną porozmawiać. Była to fascynująca rozmowa. Poniższy tekst jest jej wynikiem.

 

Autor prac pochodzi z domu, gdzie przykładano wielką wagę do sztuki, jako formy wyrazu artystycznego. Ale jego zawsze najbardziej interesowała Warszawa jako miasto pełne tajemnic i zagadek, jedyne i niepowtarzalne w swej pogmatwanej historii. Chciał je poznać, zrozumieć i nauczyć się go widzieć nieco innym okiem niż zwyczajny mieszkaniec. Wydział Architektury był jedyną opcją, co do wyboru studiów. Zaczął więc się uczyć rysować, interesować malarstwem. Kursy przygotowujące na studia stały się czymś znacznie większym i bardziej frapującym, niż zajęcia doszkalające, których celem miało być uzyskanie umiejętności potrzebnych do złożenia teczki na egzaminy wstępne na uczelnię.

przy okazji przygotowań i kursów na studia a również potem, już na uczelni, miałem szczęście poznać wielu bardzo zdolnych ludzi, dla których malarstwo było bardzo ważne. Niezwykle dużo im zawdzięczam. Był to czas, w którym się uczyłem, chłonąłem wszystko. To było budujące doświadczenie

Studia architektoniczne okazały się być dla Tytusa Brzozowskiego – jak sam mówi – wielką nauką o świecie. Zaczął dostrzegać, że zawdzięcza im pewną ważną umiejętność – a mianowicie uwrażliwienie na szerszą perspektywę w symbolicznym i metaforycznym ujęciu tego słowa. Zaczęło go fascynować to, że ten sam obiekt można zobaczyć na dziesiątki sposobów.

kiedy jako młody człowiek, zaczynający dopiero tę przygodę – idziesz w plener i siadasz do rysowania domu, gdzieś w mieście – to zaczynasz widzieć wszystko inaczej: jak wygląda okno, jego dokładna budowa, jaki ten dom rzuca cień, jak wygląda rano, a jak wieczorem, jak się zmienia nad nim niebo, jak pada światło, jak odbija się w kałuży, o jakiej porze dnia jego widok się zmienia najbardziej, na tym, jak korzystają z niego ludzie w nim mieszkający – kończąc

Jeszcze na studiach wyjechał do Finlandii. Tam pracował w biurze architektonicznym. Akwarele, z których potem zaczął być znany nie grały wtedy jeszcze pierwszych skrzypiec w jego życiu zawodowym. Były techniką, którą lubił szczególnie,  w której się doskonalił, cały czas jednakże myśląc, że w przyszłości zostanie projektantem.

akwarele to kiedyś (w erze przed komputerowej) była najszybsza metoda, by pokazać klientowi swój projekt. Ale przede wszystkim używam akwareli bo jest bardzo silnie związana z warszawską szkołą architektury. To jest jej tradycja, moim zdaniem bardzo fajna. Ja osobiście bardzo ją cenię

 

Po studiach zaczął pracować w jednej z najlepszych pracowni projektowych “Jems Architekci”.

mój życiowy plan był taki – żeby uczyć się architektury wśród najlepszych. I to mi się udało. I oczywiście także było moim marzeniem, żeby kiedyś w Warszawie stanęły w ważnych miejscach budynki, które byłyby ode mnie. Moim ideałem jest Bohdan Pniewski… architekt znany i ceniony przez współczesnych mu Warszawiaków, autor wielu kluczowych gmachów, wielka legenda polskiej architektury. Przed architektami cały czas jeszcze wielkie wyzwanie, bo stolica ma zabudowę o bardzo niskiej gęstości, jest miastem luźno zabudowanym. Jest to szczególnie degradujące dla Śródmieścia. Tylko wysokie stężenie funkcji kultury, sklepów, restauracji, miejsc pracy, mieszkań, sprawiają, że będzie to miejsce tętniące życiem…. Moim zdaniem dla architektów Warszawa cały czas stanowi niebywałe wyzwanie

I choć projektowania architektonicznego nie zarzucił – po pewnym czasie praktykowania w zespole projektantów stwierdził jednak, że malowanie daje mu znacznie większą wolność twórczą i większą satysfakcję. To nie taki znowu częsty przypadek w dzisiejszym świecie – ale artysta żyje ze swoich prac. I nie narzeka na brak zamówień.

maluję w trzech formatach, typowy z nich to 75 x 52 cm, ale robię także duże formaty i na nich zależy mi najbardziej. Moim zdaniem duże prace mogą odegrać ważną rolę we wnętrzu, zaczynają coś budować. Poza tym bardzo długo pracowałem nad tym, by każda z moich akwareli, która wychodzi w świat była nie tylko merytorycznie dobra, ale też na wysokim poziomie warsztatowym. Aby był to produkt wysokiej jakości. Dlatego bardzo długo pracowałem nad proporcjami passe-partout w stosunku do obrazu, a także wymyśliłem koncepcje ram do moich akwareli. Są wykonane z bardzo wysokiej jakości litego dębowego drewna, w specjalnej technice. Jest dla mnie niezwykle ważne, aby wszystkie te elementy razem składały się na spójną estetycznie i formalnie całość

Na wernisażu, oglądając kolejne prace, co i rusz stwierdzałam, że przy znacznej części z nich, za tabliczką z krótkim opisem znajduje się zatknięta karteczka “rezerwacja” albo “własność prywatna”.

tak, kilka prac na tę wystawę musiałem wypożyczyć od ich właścicieli. Mam klientów, którzy kupują stale moje prace, to dla mnie bardzo ważne i budujące. Zawsze bardzo ciekawiła mnie relacja artysty z klientem. Wydaje mi się, że ta sytuacja kreuje pewnego rodzaju bliskość, w której obraz – twór mojej fantazji i wyobraźni – towarzyszy komuś przez wiele lat w jego codzienności. Pamiętam, jakie wrażenie w dzieciństwie robiło na mnie romantyczne malarstwo, które mogłem oglądać w domu dziadków. Do dzisiaj potrafię odnaleźć w sobie pewną magię, którą czułem, patrząc na te obrazy. Dlatego cieszę się, gdy moje prace wiszą w domach przyjaciół z małymi dziećmi. Może będą miały pewną rolę w rozwoju ich wyobraźni?

Zdarza się, że robię prace na zamówienie, ale rzadko, bo jest to bardzo zobowiązujące. Mimo że zostawiam sobie bardzo szerokie pole manewru, to jednak nie czuję się do końca komfortowo z robieniem rzeczy, których celem jest usatysfakcjonowanie kogoś, wolę robić coś całkowicie po swojemu, tak jak ja uważam, że jest dobrze i wierzyć, że kogoś tym zainteresuję. I rzeczywiście prawie zawsze się to udaje

Na wystawie obejrzeć można kilkadziesiąt prac Tytusa Brzozowskiego. Trudno byłoby je wszystkie opisać i przedstawić w tym tekście. Zatem porozmawialiśmy nieco szerzej o kilku z nich. Każda jest inna, choć każda na swój sposób przedstawia to, co najważniejsze w twórczości tego artysty.

POWIŚLE

powisle-2014

to całkiem inna kolorystyka, inna perspektywa, bo całkowicie odrębna warszawska okolica. Powiśle to dla mnie miejsce, które określa szereg symboli i skojarzeń, które moim zdaniem budują charakter tej dzielnicy, wyznaczony przez wiadukty mostu Poniatowskiego i Średnicowego, z umieszczonym przeze mnie znakiem czasu, czyli ludźmi, którzy po moście chodzą. Tego kiedyś nie było. To także charakterystyczna dla Powiśla zabudowa, dalekie, zielone plany Mariensztatu oraz wieże Starego Miasta. Bardzo mnie interesuje zmienność architektury. W Warszawie wiele zdobnych niegdyś zabudowań z czasem znacznie zubożało. Na przykład ten wiadukt kolejowy miał potężne, zdobne portyki. Myślałem cały czas, że one były skute, zniszczone, coś się z nimi stało, ale one tam są. Zostały zasłonięte nowym wiaduktem, dobudowanym tuż obok, według estetyki swojego okresu – skromnie, surowo. W swoich pracach staram się wyszukiwać takie miejskie ciekawostki

FRANCUSKA, LIPSKA, BEREZYŃSKA 

francuska-lipska-berezynska-2015

o każdym miejscu w Warszawie staram się opowiadać w trochę inny sposób. Saska Kępa jest dla mnie takim właśnie zbiorem modernistycznych kosteczek. Otoczonych ze wszystkich stron bujną zielenią. W Saskiej kępie jest coś tajemniczego, chodząc tutaj możemy zaglądać przez furtki, płoty i parkany, ale tak na prawdę nie wiemy co się tam dzieje. To jest jej tajemnica i magia

 ZIMA

2014_11_Zima-2_4.last

2014_11_Zima-3_4

te prace namalowałem specjalnie z myślą i we współpracy z Lukullusem – cukiernią warszawską. Stanowią wzór na ich obecnym – zimowym wydaniu pudełek na wypieki. Z właścicielami cukierni łączy mnie podobne myślenie o Warszawie, umiłowanie dla jej historii. Jej najpiękniejszych tradycji. To był pomysł na zestawienie najwspanialszych warszawskich kamienic i stworzenie nowej ulicy, typowo warszawskiej, wielkomiejskiej, ale takiej która istnieje tylko w moich pracach. Kiedy zacząłem się do tego przygotowywać, myślałem o wykorzystaniu zarówno wspaniałych kamienic, które znam z przedwojennych zdjęć, jak i istniejących. Koniec końców wykorzystałem jedynie dwa budynki nie istniejące. W ten sposób stworzyliśmy zupełnie nową ulicę o najpiękniejszej, najbardziej spektakularnej zabudowie, jednocześnie budując warszawską atmosferę

LAMPIONY 2015

Lampiony_last

ta akwarela stanowi dla mnie największe zaskoczenie, jeśli chodzi o odbiór moich prac. Okazała się być hitem Internetu. Dotarła do 70.000 ludzi, dostała 2.000 polubień na facebooku. Uważam, że jest to ciekawe, że ta akurat moja praca, którą postrzegam jako najbardziej frywolną i nowoczesną w charakterze – wzbudziła tak ogromne zainteresowanie. Być może dlatego, że pojawia się na niej tak lubiana przez Warszawiaków sylweta wieżowców?

SMOLNA

Smolna.last

tutaj umieściłem wybrane kamienice ulicy Smolnej, zdobne, eleganckie, dalej dachy Śródmieścia, z takimi ulicami jak Nowy Świat i Chmielna, a następnie ostatni plan warszawskich wieżowców. To jest rzecz stosunkowo młoda, która jednak w bardzo klarowny sposób buduje charakter Warszawy i jest lubiana przez jej mieszkańców. Z tej perspektywy jest to bardzo wartościowy symbol miasta, ważny, z czego staram się korzystać

 

RYNEK

rynek-2015

ma zupełnie inny koloryt. To już inna mozaika: dachów, lukarn, kominów. Potężne dominanty, takie jak Archikatedra Warszawska oraz Kościół św. Marcina pływają w tej gęstej tkance małych kamieniczek…Na Rynku Starego Miasta kiedyś stał ratusz. Został rozebrany w 1817 roku. Takie wydarzenia historyczne i urbanistyczne mnie niezwykle pasjonują. A szczególnie moment wyboru kilkadziesiąt lat temu, dokonany przez garstkę ludzi, którzy decydowali o tym, jak będzie wyglądać Warszawa podnoszona po wojnie z ruin. Na wielu makietach i w koncepcjach z tamtego czasu ten kiedyś rozebrany ratusz się pojawia. Na prawdę rozważano jego odbudowę. Ostatecznie podjęta została inna decyzja. Nie oceniam, czy to dobrze, czy źle, wiem jednak, że z całą pewnością warszawski Rynek Starego Miasta wyglądałby z ratuszem pośrodku kompletnie inaczej. I to jest właśnie tym, co mnie najbardziej fascynuje w Warszawie jako takiej. To, że na jej dzisiejszą formułę miała wpływ niezmiernie ciekawa i często zagmatwana historia.

** Fragment utworu “sen o Warszawie” z 1966, skomponowanego i śpiewanego przez Czesława Niemena, do słów Marka Gaszyńskiego.

*** Finisaż wystawy prac Tytusa Brzozowskiego odbędzie w dniu 26 października o godzinie 17.00

You may also like

LE MANS ’66
VAN GOGH. U BRAM WIECZNOŚCI
100 lecie BAUHAUS – czyli Oda do idei…
PAVAROTTI

2 Komentarze

  1. andrzejesz@gazeta.pl'
    Andrzej

    To czyta się tak dobrze, że chętnie przeczytałbym całą książkę – albo wywiad z TB, albo wywiady z ludźmi mającymi coś do powiedzenia o Warszawie

    1. Kultura Osobista

      Dziękuję za komentarz! Tak, Tytus Brzozowski nie tylko świetnia maluje, ale jest także znawcą dziejów architektury Warszawy – jak mało kto! W dodatku umie ciekawie i zajmująco na ten temat mówić 🙂 Pozostaje mieć nadzieję, że Pana sugestia będzie inspiracją dla jakiegoś czasopisma albo wydawnictwa książkowego.

Skomentuj