13
lut
2015
269

ALI & STEVE: HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI

 

W 2014 roku Ali MacGraw skończyła 75 lat. W tym roku zaś mija ‘okrągła’ – 45-ta rocznica powstania filmu, który uczynił z niej gwiazdę, czyli „Love story”.

Love_story

MacGraw od lat żyje samotnie, z dala od Hollywood. Nie występuje w filmach i nie interesuje się już „fabryką snów”. Cóż – jest jej żywą legendą, której doświadczenia życiowe to gotowy materiał na film.

A w dużej mierze „zawdzięcza” to swojemu wieloletniemu partnerowi życiowemu, mężczyźnie, z którym łączyło ją uczucie tyleż namiętne, co złe. Związek Ali MacGraw i Steve’a McQueena był jedną wielką katastrofą – nie zmienia to faktu, że stanowili zestaw dwóch ikon kina i kultury swoich czasów. Postaci ważnych, których ekranowy wizerunek do dziś jest uwielbiany i powielany. Oboje sławę zdobyli w czasach ery post –  hippisowskiej. Ale też zarówno MacGraw jak i McQueenowi przyszło pracować w “fabryce snów” – w czasach, kiedy za jej “zamkniętymi drzwiami” działo się to, co dziś by nie mogło mieć racji bytu.

Trudno to sobie obecnie wyobrazić… ale kiedyś nie było smartfonów, którymi można uwiecznić wszystko i natychmiast, Internetu i paparazzi włażących znanym i podziwianym z butami do łóżka… I że kiedyś Hollywood to była planeta, osobna planeta, na której panowały zasady dziś uchodzące za nieakceptowalne.

Ot, historia świata, historia kina i historia pewnego związku: Ali i Steve’a, których kilkuletnia relacja jest opowieścią smutniejszą niż niejeden film. Gatunek: dramat, przez duże D.

Na początek króciutki wstęp, przypominający główne postaci dramatu.

Ona: Ali MacGraw (ur. 1939) – piękna brunetka, o sarnich oczach. Do filmu trafiła jak wiele przed nią i po niej ze świata mody. Świetnie wykształcona (absolwentka historii sztuki na prestiżowym Wellesley College), po studiach pracowała w biznesie modowym i to nie byle gdzie: w Haper’s Bazaar i w Vogue’u. Była też przez krótki czas modelką.

Aktorski rozgłos zdobyła w ekranizacji powieści Philipa Rotha “Żegnaj Kolumbie” (jej pierwszy Złoty Glob), ale dopiero rola chorej na białaczkę Jenny Cavalleri w “Love Story” (1970) uczyniła z niej bożyszcze. Stała się ucieleśnieniem “nowoczesnego Kopciuszka”: piękna, mądra, ambitna, a przy tym skromna, prawa i niewyrachowana. I to ją, właśnie ją wybierał w tym, jednym z najbardziej ckliwych ale też pokoleniowo najważniejszych melodramatów amerykańskich w tych czasach “książę z bajki”. Kobiety ubierały się, tak jak ona, czesały jak ona i chciały być jak ona. Była uwielbiana do tego stopnia, że to właśnie ją jako „role model” dom mody Chanel wybrał do kampanii reklamowej swoich najsłynniejszych perfum nr. 5 na rynku amerykańskim.

Ali-MacGraw_Chanel

On: Steve McQueen (1930 – 1980). Diablo przystojny blondyn z turkusowo – błękitnymi oczyma. Syn pilota – kaskadera i nieletniej prostytutki. Ojciec porzucił rodzinę, gdy Steve miał pół roku, wtedy matka oddała go po opiekę wujowi, w którego rodzinie dorastał. W szkołach nie szło mu za dobrze. Po służbie w piechocie morskiej, zainteresował się teatrem. W 1952 roku, jako jeden z dwóch (na 2.000 kandydatów) dostał się do Actor’s Studio Lee Strasberga w NYC. Jego filmografia opiewa na wiele filmów i w przeciwieństwie do Ali jest imponująca. Zawiera obrazy wybitne i kultowe, wciąż uwielbiane, takie jak: “Wielka ucieczka” – po której otrzymał przydomek “King of cool”, “Siedmiu wspaniałych”, “Ucieczka gangstera”, “Sprawa Thomasa Crowna”, “Pappilon”, ”Bullit” z roku 1968 uczynił z niego gwiazdę międzynarodową.

Bullitt2

W tym miejscu pora na zawiązanie akcji. W 1969 roku Ali MacGraw poślubia Roberta Evansa – jedną z absolutnie najważniejszych postaci w dziejach amerykańskiego przemysłu filmowego w latach 60-tych i 70tych zeszłego stulecia. Evans był w tym czasie “królem Hollywood”, wielką “szychą”, z dużym prawdopodobieństwem – z dzisiejszej perspektywy na to patrząc – przecierającym ścieżki niekonwencjonalnymi metodami pracy dla obecnej działalności braci Weinstein. W 1967 roku został mianowany szefem produkcji Paramount Pictures. Za jego kadencji studio wyprodukowało m.in takie dzieła jak: “Dziecko Rosemary”, “Love story”, “Harold i Maud”, “Ojciec chrzestny”, “Serpico”, “Rozmowa”, “Wielki Gatsby”. Po odejściu z Paramount’u, Evans jako niezależny producent utrzymał poziom, że wymienię znowu tylko kilka “pereł”, które ten facet podpisał swym producenckim nazwiskiem. Oto one: “Chinatown”, “Maratończyk”, „Cotton Club”, “Czarna niedziela”.

RE+AM

 

Dlaczego wspominam Roberta Evansa? Otóż, dlatego, że gdyby nie on, nie doszłoby do spotkania na planie Ali i Steve’a. Paradoksem i to bardzo smutnym, w obliczu dalszych wydarzeń pozostaje fakt, że MacGraw w obrazie “Ucieczka gangstera” (1972) nie chciała brać udziału. Marzyła o roli w “wielkim Gatsbym”, której nie dostała. To małżonek namówił ją do grania w filmie z McQueenem, przekonany, że nadaje się do roli wyśmienicie. Decyzji tej miał żałować do końca życia. No i jak mawiają w USA: “making the long story short” – stało się! Na planie kultowego obrazu Peckinpaha MacGraw poznaje McQueena. “Ucieczka…” kręcona była w El Paso. Choć MacGraw przebywała na planie z maleńkim synem Evansa, mąż już w trakcie trwania zdjęć przeczuwał co się święci. Jako producent był zajęty w Europie, do Ali dzwonił dość często, ale żona była ciągle “nieosiągalna”. W swojej autobiografii (rozbrajająco szczerej, błyskotliwej i pełnej fantastycznych anegdot!) tak wspomina ten czas:

Pojechałem do Cinecitta, gdzie Alain Delon kręcił film (panowie się przyjaźnią).

  • to normalny przelotny romans na planie – Delon wzruszył ramionami. Zwykła sprawa. Gdy przyjedzie do domu, wszystko wróci do normy.

Dlaczego ja nie umiałem być Francuzem?

Tego dnia po południu wreszcie telefon odebrała Ali.

  • gdzie do cholery się podziewasz?
  • Zasnęłam w garderobie.
  • Kłamiesz.
  • Masz racje.
  • Byłaś z McQueenem, prawda?

Zapanowała cisza.

  • Tak – odpowiedziała po chwili.
  • Jade do El Paso.
  • Nie masz po co. Przegapiłeś samolot kilka miesięcy temu.

(cytaty pochodzą z książki Roberta Evansa pt.: „Hazardzista z Hollywood”, wydanie polskie, 1995).

W 1973 roku Evans i MacGraw byli już po rozwodzie.

Zatem nadchodzi pora na przedstawienie sedna: obrazu związku Ali i Steve’a. Pary, powstałej na planie filmowym (jak wiele przed nimi i wiele po nich). I ta opowieść będzie mroczna, smutna i straszna. Będzie to wyinaczona wersja “Pięknej i bestii”, w której bestia nigdy nie zamieniła się w zakochanego księcia, a Piękna – dostała łomot, który naznaczył ją na całe życie.

To, co zaczęło się od “trzęsienia ziemi”, dość szybko przybrało wymiar daleki od rozkoszy. Sama MacGraw powiedziała o tym po latach tak: “poznawszy Steve’a, oszalałam na jego punkcie, miałam obsesje, to był związek w którym byłam kimś od niego uzależnionym, oddychałam nim, nie było miejsca na mój własny oddech”.

Nikt, kto znał McQueena nie był w stanie zrozumieć, dlaczego Ali się z nim związała. Jego mizoginizm był w Hollywood powszechnie znany, a fakt, że całymi latami wynajmował pokój w Hotelu Wilshire w Beverly Hills, który oficjalnie – rzekomo był jego biurem, podczas, gdy służył mu za miejsce schadzek na “szybkie numerki” – było wiedzą znaną nawet podrzędnym pismakom z bulwarówek.

Jednak w tamtym systemie funkcjonowania “fabryki snów” – prasa miała “zakaz” pisania o tego typu sprawach. Układ był jasny – tytuł, który podpadał wytwórniom i ich machinom promocyjnym, nie mógł liczyć na wywiady z gwiazdami, zdjęcia z oficjalnych imprez, etc.

McQueen w branży miał opinię monstrum: praca z nim była piekłem. Był agresywny i chamski – na planie urządzał awantury każdemu, kto się nawinął: scenarzystom, partnerom filmowym, garderobianym za źle dobrane jeansy, oświetleniowcom, technikom, charakteryzatorom. Był chorobliwie zazdrosny o sukces swoich zawodowych rywali. Do legendy przeszła anegdota o tym, jak wymusił na scenarzyście i reżyserze taką samą liczbę dialogów i to, żeby ostania scena filmu należała do niego w “Płonącym wieżowcu” (1974), tylko dlatego, że nie mógł znieść faktu, że partneruje mu Paul Newman (który także miał pozycję gwiazdy). Słynął z tego, że jak nikt potrafił negocjować stawki, twardo żądać gwiazdorskich przywilejów i domagać się “specjalnego” traktowania. Ale też – by oddać sprawiedliwość sytuacyjną – miał ku temu powody. Był jednym z najbardziej kasowych aktorów tamtych czasów, przyciągał publiczność do kin jak magnes. Reżyserzy i producenci “kładli uszy po sobie” w obliczu box – office’owych wyników. To nie była już epoka miłego i szarmanckiego mężczyzny, Hollywoodzkiego gentlemana z lat 50-tych (vide: Cary Grant). Taka postać w kinie odeszła wtedy “do lamusa”. Właśnie McQueen jako jeden z nielicznych w tamtym okresie stworzył postać “antybohatera”, której owa epoka po okresie “glamour” potrzebowała. Był twardy, szorstki, cyniczny. Nie miał dylematów moralnych, kochał ryzyko, robił to, co uważał za słuszne i dobre – dla siebie. Taki był też w życiu, dlatego też, w dużej mierze jego role były tak bardzo przekonująco wiarygodne. Jego prywatne hobby i zainteresowania zgrabnie podbijały kinowy wizerunek. Prasa rozpisywała się o tym, że ma licencje pilota, jeździ na off – roadowych motocyklach, ma kota na punkcie wyścigów samochodowych i bierze w nich udział. Prywatna kolekcja samochodów Steve’a przyprawiłaby i dziś o palpitacje serca z zawiści niejednego faceta (Ferrari 250 Lusso Berlinetta, Jaguar D – type XK SS, Porche 356).

Problem Ali był taki, że choć jej były małżonek święty nie był (lubił i się napić i “zrobić kreskę”), a i towarzystwo ładnych i młodych pań nigdy mu nie przeszkadzało, to przy MacQueenie był po prostu miłym, pluszowym misiem. A przede wszystkim – zostawiając “kwestie miłosne” na boku, uważał, że jest zdolna, powinna grać i wspierał ją w jej filmowych ambicjach.

Tymczasem Steve nie tylko chlał i ćpał (kokaina, LSD, Peyotl) – jak stwierdziła po latach MacGraw: “przez trzy lata naszego związku był codziennie naspawany”. Ale był też, że użyję określenia – zaczerpniętego z Jacka Dehnela: “Maczoruchaczem”. Pozwalam sobie zacytować słowotwórczy wykwit poety i prozaika, gdyż jest bardzo trafny i oddaje sedno sprawy.

Ali MacGraw trafiła z “romansowego deszczu” pod rynnę, a nawet więcej – do związkowego “rynsztoka”. Przez pięć bitych (dosłownie bitych, bo Steve był “damskim bokserem”!) lat ich małżeństwa (zawartego zaraz po rozwodzie z Evansem) nie zagrała w niczym. Choć w czasie gdy się poznali, mogła przebierać w rolach, jak w ulęgałkach – McQueen się na to nie zgadzał. Bowiem widział ją w roli “żony”. Ilekroć dzwonił jej agent Steve odkładał słuchawkę. Wywrzaskiwał w odpowiedzi na robione mu czasem przez nią wymówki, że oczekuje od niej jako jego partnerki “że będzie w domu”. A to oznaczało model z lat 50tych: ona jest, zawsze, na miejscu, czeka na niego z obiadem, kiedy wróci z planu. Sprawy nie ułatwiał fakt, że Ali miała pod opieką maleńkie dziecko. Syn jej i Evansa, kiedy się pobrali ze Stevem był dwulatkiem. Żeby tego było mało, McQueen nawet tak pięknej, młodej i powszechnie uwielbianej kobiecie jaką była McGraw – nie potrafił być wierny. Permanentnie ją zdradzał, a zaczął to robić już w czasie ich romansu na planie “Ucieczki…”co dzisiaj prawdopodobnie zdiagnozowano by jako “seksoholizm”. Był znany z tego, że na każdym planie filmowym zapraszał starletki aspirujące do jakiejkolwiek roli czy też statystowania w obrazie, do swej garderoby po to tylko, żeby je “przelecieć”, choć żadnej roli dla nich nie było i on o tym doskonale wiedział. Z racji upodobania do narkotyków, często robił wypady do Meksyku. I tam też pozostawił po sobie – żywe do dziś wspomnienia. Był częstym i stałym gościem burdeli. I przed Ali i po niej – żył jak chciał, robił co chciał. Nigdy nie szanował kobiet, nie liczył się z nimi, choć lgnęły do niego i miał ich „na pęczki”. Zanim umarł w wieku 50 lat na zawał serca, w Meksyku, oczekując na zabieg u szamana, w związku z (nieuleczalnym) a zdiagnozowanym u niego rakiem płuc, dostał już wcześniej “kredyt od losu”, bo jak się okazało – szczęśliwie dla niego – tylko przypadek uchronił go od śmierci w 1969 roku, w dniu 7 sierpnia, kiedy to banda Mansona zamordowała ciężarną żonę Romana Polańskiego: Sharon Tate i jej gości, z którą nota bene Steve miał romans zanim została żoną reżysera. McQueen nie trafił na to przyjęcie, bo w ostatniej chwili, wybrał randkę z dziewczyną (początkującą aktorką), która niedawno wpadła mu w oko. Dopiero po aresztowaniu Mansona, policja znalazła dowody na to, że Steve był na jego liście osób do zabicia. Od tamtej pory aktor nie rozstawał się z naładowanym Magnum, który nosił zawsze przy sobie.

Związek Ali ze Stevem gasł i się wypalał. Zaczęło do niej docierać, że facet, za którego wyszła za mąż, w którym była szaleńczo zakochana – jest kimś, z kim nie daje rady być. Toksyczność tej relacji zniszczyła karierę – niegdysiejszej ulubienicy Ameryki – ale przede wszystkim zrujnowała ją psychicznie. Do nieznośnej codzienności doszło też traumatyczne przeżycie: Ali poroniła dziecko Steve’a. Udręczona życiem z McQueenem, które szybciej niż by chciała, okazało sie kompletną klapą, pewnego dnia powiedziała mu, że zadzwoniono do niej z propozycją dużej roli w filmie i, że zamierza ją przyjąć. Tym filmem był “Konwój” (1977). Najpierw próbował ją skłonić by tego nie robiła, oferując pieniądze w zamian za rezygnacje z roli, a potem kiedy uparła się, że nie zrezygnuje z tej oferty McQueen powiedział tylko tyle: “jak zagrasz w tym filmie, to między nami koniec”. Rozwiedli się w 1978 roku.

You may also like

Partnerstwo przede wszystkim! – czyli o marce JOHN & MARY
FERRARI
OPPENHEIMER
JANE BIRKIN – HISTORIA IKONY…

8 Komentarze

  1. pawelec3@o2.pl'
    Łukasz

    Ciekawy artykuł. Jest tu jednak pewien fragment, który razi niezręcznością:
    „Syn jej i Evansa, kiedy się pobrali ze Stevem był dwulatkiem. Permanentnie ją zdradzał, a zaczął to robić już w czasie ich romansu na planie “Ucieczki…”(…)”

    Z tych dwóch następujących po sobie zdań, wynika że to jej dwuletni syn ją permanentnie zdradzał. 🙂

    1. Kultura Osobista

      Ciesze się, że uważasz artykuł za ciekawy! To w sumie najważniejsze 😉 a jeśli chodzi o Twoją uwagę – to zgadzam się z nią całkowicie… To prawda, przytoczony fragment jest niezręczny stylistycznie… Mea culpa! Pomimo tego, że wielokrotnie czytam swoje teksty przed ich publikacją na blogu… nie dopatrzyłam! Dziękuje za zwrócenie mi uwagi i czujność! Pocieszam się jedynie, że przecież jak wiadomo „nobody’s perfect” 😀

  2. zbigniewkorniluk@gmail.com'
    zbigniew

    ….widac wyraznie ,ze z aktora robi sie prawdziwego diabła,a staje po stronie biednej Ali mcgraw……….to co wypisuje sie na temat mcqeena to w duzej mierze rzeczy przesadzone………………

    1. Kultura Osobista

      Nie wymyśliłam tego. Tekst ten oparłam na researchu, którym było żmudne „grzebanie w sieci” za wszelkimi artykułami, anegdotami na temat McQuenna – w kontekście prywatnym….To niestety jest smutna prawda na temat tego wyjątkowego aktora oraz ikony kina – czego mu nie umniejszam! Uwielbiam jego role filmowe i znamienitą większość obrazów z jego udziałem. Nie jest to jednak tekst na temat aktora – tylko „człowieka”. Większość faktów może Pan sprawdzić osobiście „guglając” (raczej po angielsku niż polsku – zaznaczam). McGraw wydała swoją biografię pt. „Moving pictures”, gdzie (bardzo delikatnie zresztą) przedstawia nieszczęsność życia ze Stevem. Co do stawania po stronie… Hmmm. Powiem tyle – ponieważ mój blog jest blogiem osobistym, tzn subiektywnym – mam taki przywilej, że mogę stawać po stronie tej, jaka mi się podoba!
      Rozumiem, że nie podziela Pan mej opinii w kwestii związku McQuenna i McGraw. Trudno. Jakoś się z tym pogodzę 🙂

Skomentuj