13
lut
2015
268

ALI & STEVE: HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI

 

W 2014 roku Ali MacGraw skończyła 75 lat. W tym roku zaś mija ‘okrągła’ – 45-ta rocznica powstania filmu, który uczynił z niej gwiazdę, czyli „Love story”.

Love_story

MacGraw od lat żyje samotnie, z dala od Hollywood. Nie występuje w filmach i nie interesuje się już „fabryką snów”. Cóż – jest jej żywą legendą, której doświadczenia życiowe to gotowy materiał na film.

A w dużej mierze „zawdzięcza” to swojemu wieloletniemu partnerowi życiowemu, mężczyźnie, z którym łączyło ją uczucie tyleż namiętne, co złe. Związek Ali MacGraw i Steve’a McQueena był jedną wielką katastrofą – nie zmienia to faktu, że stanowili zestaw dwóch ikon kina i kultury swoich czasów. Postaci ważnych, których ekranowy wizerunek do dziś jest uwielbiany i powielany. Oboje sławę zdobyli w czasach ery post –  hippisowskiej. Ale też zarówno MacGraw jak i McQueenowi przyszło pracować w “fabryce snów” – w czasach, kiedy za jej “za zamkniętymi drzwiami” działo się to, co dziś by nie mogło mieć racji bytu.

Trudno to sobie obecnie wyobrazić… ale kiedyś nie było smartfonów, którymi można uwiecznić wszystko i natychmiast, Internetu i paparazzi włażących znanym i podziwianym z butami do łóżka… I że kiedyś Hollywood to była planeta, osobna planeta, na której panowały zasady dziś uchodzące za nieakceptowalne.

Ot, historia świata, historia kina i historia pewnego związku: Ali i Steve’a, których kilkuletnia relacja jest opowieścią smutniejszą niż niejeden film. Gatunek: dramat, przez duże D.

Na początek króciutki wstęp, przypominający główne postaci dramatu.

Ona: Ali MacGraw (ur. 1939) – piękna brunetka, o sarnich oczach. Do filmu trafiła jak wiele przed nią i po niej ze świata mody. Świetnie wykształcona (absolwentka historii sztuki na prestiżowym Wellesley College), po studiach pracowała w biznesie modowym i to nie byle gdzie: w Haper’s Bazaar i w Vogue’u. Była też przez krótki czas modelką.

Aktorski rozgłos zdobyła w ekranizacji powieści Philipa Rotha “Żegnaj Kolumbie” (jej pierwszy Złoty Glob), ale dopiero rola chorej na białaczkę Jenny Cavalleri w “Love Story” (1970) uczyniła z niej bożyszcze. Stała się ucieleśnieniem “nowoczesnego Kopciuszka”: piękna, mądra, ambitna, a przy tym skromna, prawa i niewyrachowana. I to ją, właśnie ją wybierał w tym, jednym z najbardziej ckliwych ale też pokoleniowo najważniejszych melodramatów amerykańskich w tych czasach “książę z bajki”. Kobiety ubierały się, tak jak ona, czesały jak ona i chciały być jak ona. Była uwielbiana do tego stopnia, że to właśnie ją jako „role model” dom mody Chanel wybrał do kampanii reklamowej swoich najsłynniejszych perfum nr. 5 na rynku amerykańskim.

Ali-MacGraw_Chanel

On: Steve McQueen (1930 – 1980). Diablo przystojny blondyn z turkusowo – błękitnymi oczyma. Syn pilota – kaskadera i nieletniej prostytutki. Ojciec porzucił rodzinę, gdy Steve miał pół roku, wtedy matka oddała go po opiekę wujowi, w którego rodzinie dorastał. W szkołach nie szło mu za dobrze. Po służbie w piechocie morskiej, zainteresował się teatrem. W 1952 roku, jako jeden z dwóch (na 2.000 kandydatów) dostał się do Actor’s Studio Lee Strasberga w NYC. Jego filmografia opiewa na wiele filmów i w przeciwieństwie do Ali jest imponująca. Zawiera obrazy wybitne i kultowe, wciąż uwielbiane, takie jak: “Wielka ucieczka” – po której otrzymał przydomek “King of cool”, “Siedmiu wspaniałych”, “Ucieczka gangstera”, “Sprawa Thomasa Crowna”, “Pappilon”, ”Bullit” z roku 1968 uczynił z niego gwiazdę międzynarodową.

Bullitt2

W tym miejscu pora na zawiązanie akcji. W 1969 roku Ali MacGraw poślubia Roberta Evansa – jedną z absolutnie najważniejszych postaci w dziejach amerykańskiego przemysłu filmowego w latach 60-tych i 70tych zeszłego stulecia. Evans był w tym czasie “królem Hollywood”, wielką “szychą”, z dużym prawdopodobieństwem – z dzisiejszej perspektywy na to patrząc – przecierającym ścieżki niekonwencjonalnymi metodami pracy dla obecnej działalności braci Weinstein. W 1967 roku został mianowany szefem produkcji Paramount Pictures. Za jego kadencji studio wyprodukowało m.in takie dzieła jak: “Dziecko Rosemary”, “Love story”, “Harold i Maud”, “Ojciec chrzestny”, “Serpico”, “Rozmowa”, “Wielki Gatsby”. Po odejściu z Paramount’u, Evans jako niezależny producent utrzymał poziom, że wymienię znowu tylko kilka “pereł”, które ten facet podpisał swym producenckim nazwiskiem. Oto one: “Chinatown”, “Maratończyk”, „Cotton Club”, “Czarna niedziela”.

RE+AM

 

Dlaczego wspominam Roberta Evansa? Otóż, dlatego, że gdyby nie on, nie doszłoby do spotkania na planie Ali i Steve’a. Paradoksem i to bardzo smutnym, w obliczu dalszych wydarzeń pozostaje fakt, że MacGraw w obrazie “Ucieczka gangstera” (1972) nie chciała brać udziału. Marzyła o roli w “wielkim Gatsbym”, której nie dostała. To małżonek namówił ją do grania w filmie z McQueenem, przekonany, że nadaje się do roli wyśmienicie. Decyzji tej miał żałować do końca życia. No i jak mawiają w USA: “making the long story short” – stało się! Na planie kultowego obrazu Peckinpaha MacGraw poznaje McQueena. “Ucieczka…” kręcona była w El Paso. Choć MacGraw przebywała na planie z maleńkim synem Evansa, mąż już w trakcie trwania zdjęć przeczuwał co się święci. Jako producent był zajęty w Europie, do Ali dzwonił dość często, ale żona była ciągle “nieosiągalna”. W swojej autobiografii (rozbrajająco szczerej, błyskotliwej i pełnej fantastycznych anegdot!) tak wspomina ten czas:

Pojechałem do Cinecitta, gdzie Alain Delon kręcił film (panowie się przyjaźnią).

  • to normalny przelotny romans na planie – Delon wzruszył ramionami. Zwykła sprawa. Gdy przyjedzie do domu, wszystko wróci do normy.

Dlaczego ja nie umiałem być Francuzem?

Tego dnia po południu wreszcie telefon odebrała Ali.

  • gdzie do cholery się podziewasz?
  • Zasnęłam w garderobie.
  • Kłamiesz.
  • Masz racje.
  • Byłaś z McQueenem, prawda?

Zapanowała cisza.

  • Tak – odpowiedziała po chwili.
  • Jade do El Paso.
  • Nie masz po co. Przegapiłeś samolot kilka miesięcy temu.

(cytaty pochodzą z książki Roberta Evansa pt.: „Hazardzista z Hollywood”, wydanie polskie, 1995).

W 1973 roku Evans i MacGraw byli już po rozwodzie.

Zatem nadchodzi pora na przedstawienie sedna: obrazu związku Ali i Steve’a. Pary, powstałej na planie filmowym (jak wiele przed nimi i wiele po nich). I ta opowieść będzie mroczna, smutna i straszna. Będzie to wyinaczona wersja “Pięknej i bestii”, w której bestia nigdy nie zamieniła się w zakochanego księcia, a Piękna – dostała łomot, który naznaczył ją na całe życie.

To, co zaczęło się od “trzęsienia ziemi”, dość szybko przybrało wymiar daleki od rozkoszy. Sama MacGraw powiedziała o tym po latach tak: “poznawszy Steve’a, oszalałam na jego punkcie, miałam obsesje, to był związek w którym byłam kimś od niego uzależnionym, oddychałam nim, nie było miejsca na mój własny oddech”.

Nikt, kto znał McQueena nie był w stanie zrozumieć, dlaczego Ali się z nim związała. Jego mizoginizm był w Hollywood powszechnie znany, a fakt, że całymi latami wynajmował pokój w Hotelu Wilshire w Beverly Hills, który oficjalnie – rzekomo był jego biurem, podczas, gdy służył mu za miejsce schadzek na “szybkie numerki” – było wiedzą znaną nawet podrzędnym pismakom z bulwarówek.

Jednak w tamtym systemie funkcjonowania “fabryki snów” – prasa miała “zakaz” pisania o tego typu sprawach. Układ był jasny – tytuł, który podpadał wytwórniom i ich machinom promocyjnym, nie mógł liczyć na wywiady z gwiazdami, zdjęcia z oficjalnych imprez, etc.

McQueen w branży miał opinię monstrum: praca z nim była piekłem. Był agresywny i chamski – na planie urządzał awantury każdemu, kto się nawinął: scenarzystom, partnerom filmowym, garderobianym za źle dobrane jeansy, oświetleniowcom, technikom, charakteryzatorom. Był chorobliwie zazdrosny o sukces swoich zawodowych rywali. Do legendy przeszła anegdota o tym, jak wymusił na scenarzyście i reżyserze taką samą liczbę dialogów i to, żeby ostania scena filmu należała do niego w “Płonącym wieżowcu” (1974), tylko dlatego, że nie mógł znieść faktu, że partneruje mu Paul Newman (który także miał pozycję gwiazdy). Słynął z tego, że jak nikt potrafił negocjować stawki, twardo żądać gwiazdorskich przywilejów i domagać się “specjalnego” traktowania. Ale też – by oddać sprawiedliwość sytuacyjną – miał ku temu powody. Był jednym z najbardziej kasowych aktorów tamtych czasów, przyciągał publiczność do kin jak magnes. Reżyserzy i producenci “kładli uszy po sobie” w obliczu box – office’owych wyników. To nie była już epoka miłego i szarmanckiego mężczyzny, Hollywoodzkiego gentlemana z lat 50-tych (vide: Cary Grant). Taka postać w kinie odeszła wtedy “do lamusa”. Właśnie McQueen jako jeden z nielicznych w tamtym okresie stworzył postać “antybohatera”, której owa epoka po okresie “glamour” potrzebowała. Był twardy, szorstki, cyniczny. Nie miał dylematów moralnych, kochał ryzyko, robił to, co uważał za słuszne i dobre – dla siebie. Taki był też w życiu, dlatego też, w dużej mierze jego role były tak bardzo przekonująco wiarygodne. Jego prywatne hobby i zainteresowania zgrabnie podbijały kinowy wizerunek. Prasa rozpisywała się o tym, że ma licencje pilota, jeździ na off – roadowych motocyklach, ma kota na punkcie wyścigów samochodowych i bierze w nich udział. Prywatna kolekcja samochodów Steve’a przyprawiłaby i dziś o palpitacje serca z zawiści niejednego faceta (Ferrari 250 Lusso Berlinetta, Jaguar D – type XK SS, Porche 356).

Problem Ali był taki, że choć jej były małżonek święty nie był (lubił i się napić i “zrobić kreskę”), a i towarzystwo ładnych i młodych pań nigdy mu nie przeszkadzało, to przy MacQueenie był po prostu miłym, pluszowym misiem. A przede wszystkim – zostawiając “kwestie miłosne” na boku, uważał, że jest zdolna, powinna grać i wspierał ją w jej filmowych ambicjach.

Tymczasem Steve nie tylko chlał i ćpał (kokaina, LSD, Peyotl) – jak stwierdziła po latach MacGraw: “przez trzy lata naszego związku był codziennie naspawany”. Ale był też, że użyję określenia – zaczerpniętego z Jacka Dehnela: “Maczoruchaczem”. Pozwalam sobie zacytować słowotwórczy wykwit poety i prozaika, gdyż jest bardzo trafny i oddaje sedno sprawy.

Ali MacGraw trafiła z “romansowego deszczu” pod rynnę, a nawet więcej – do związkowego “rynsztoka”. Przez pięć bitych (dosłownie bitych, bo Steve był “damskim bokserem”!) lat ich małżeństwa (zawartego zaraz po rozwodzie z Evansem) nie zagrała w niczym. Choć w czasie gdy się poznali, mogła przebierać w rolach, jak w ulęgałkach – McQueen się na to nie zgadzał. Bowiem widział ją w roli “żony”. Ilekroć dzwonił jej agent Steve odkładał słuchawkę. Wywrzaskiwał w odpowiedzi na robione mu czasem przez nią wymówki, że oczekuje od niej jako jego partnerki “że będzie w domu”. A to oznaczało model z lat 50tych: ona jest, zawsze, na miejscu, czeka na niego z obiadem, kiedy wróci z planu. Sprawy nie ułatwiał fakt, że Ali miała pod opieką maleńkie dziecko. Syn jej i Evansa, kiedy się pobrali ze Stevem był dwulatkiem. Permanentnie ją zdradzał, a zaczął to robić już w czasie ich romansu na planie “Ucieczki…”co dzisiaj prawdopodobnie zdiagnozowano by jako “seksoholizm”. Był znany z tego, że na każdym planie filmowym zapraszał starletki aspirujące do jakiejkolwiek roli czy też statystowania w obrazie, do swej garderoby po to tylko, żeby je “przelecieć”, choć żadnej roli dla nich nie było i on o tym doskonale wiedział. Z racji upodobania do narkotyków, często robił wypady do Meksyku. I tam też pozostawił po sobie – żywe do dziś wspomnienia. Był częstym i stałym gościem burdeli. I przed Ali i po niej – żył jak chciał, robił co chciał. Nigdy nie szanował kobiet, nie liczył się z nimi, choć lgnęły do niego i miał ich „na pęczki”. Zanim umarł w wieku 50 lat na zawał serca, w Meksyku, oczekując na zabieg u szamana, w związku z (nieuleczalnym) a zdiagnozowanym u niego rakiem płuc, dostał już wcześniej “kredyt od losu”, bo jak się okazało – szczęśliwie dla niego – tylko przypadek uchronił go od śmierci w 1969 roku, w dniu 7 sierpnia, kiedy to banda Mansona zamordowała ciężarną żonę Romana Polańskiego: Sharon Tate i jej gości, z którą nota bene Steve miał romans zanim została żoną reżysera. McQueen nie trafił na to przyjęcie, bo w ostatniej chwili, wybrał randkę z dziewczyną (początkującą aktorką), która niedawno wpadła mu w oko. Dopiero po aresztowaniu Mansona, policja znalazła dowody na to, że Steve był na jego liście osób do zabicia. Od tamtej pory aktor nie rozstawał się z naładowanym Magnum, który nosił zawsze przy sobie.

Związek Ali ze Stevem gasł i się wypalał. Zaczęło do niej docierać, że facet, za którego wyszła za mąż, w którym była szaleńczo zakochana – jest kimś, z kim nie daje rady być. Toksyczność tej relacji zniszczyła karierę – niegdysiejszej ulubienicy Ameryki – ale przede wszystkim zrujnowała ją psychicznie. Do nieznośnej codzienności doszło też traumatyczne przeżycie: Ali poroniła dziecko Steve’a. Udręczona życiem z McQueenem, które szybciej niż by chciała, okazało sie kompletną klapą, pewnego dnia powiedziała mu, że zadzwoniono do niej z propozycją dużej roli w filmie i, że zamierza ją przyjąć. Tym filmem był “Konwój” (1977). Najpierw próbował ją skłonić by tego nie robiła, oferując pieniądze w zamian za rezygnacje z roli, a potem kiedy uparła się, że nie zrezygnuje z tej oferty McQueen powiedział tylko tyle: “jak zagrasz w tym filmie, to między nami koniec”. Rozwiedli się w 1978 roku.

You may also like

GALLIVANT GDAŃSK – czyli o tym jak pachną miasta…
Trzeba znaleźć swój wzór – czyli o NOMAD WARSAW…
Oda do marki CELINE – czyli o osobowości, stylu i wartościach…
7 x JARMUSCH – czyli z miłości do kina…

8 Komentarze

  1. pawelec3@o2.pl'
    Łukasz

    Ciekawy artykuł. Jest tu jednak pewien fragment, który razi niezręcznością:
    „Syn jej i Evansa, kiedy się pobrali ze Stevem był dwulatkiem. Permanentnie ją zdradzał, a zaczął to robić już w czasie ich romansu na planie “Ucieczki…”(…)”

    Z tych dwóch następujących po sobie zdań, wynika że to jej dwuletni syn ją permanentnie zdradzał. 🙂

    1. Kultura Osobista

      Ciesze się, że uważasz artykuł za ciekawy! To w sumie najważniejsze 😉 a jeśli chodzi o Twoją uwagę – to zgadzam się z nią całkowicie… To prawda, przytoczony fragment jest niezręczny stylistycznie… Mea culpa! Pomimo tego, że wielokrotnie czytam swoje teksty przed ich publikacją na blogu… nie dopatrzyłam! Dziękuje za zwrócenie mi uwagi i czujność! Pocieszam się jedynie, że przecież jak wiadomo „nobody’s perfect” 😀

  2. zbigniewkorniluk@gmail.com'
    zbigniew

    ….widac wyraznie ,ze z aktora robi sie prawdziwego diabła,a staje po stronie biednej Ali mcgraw……….to co wypisuje sie na temat mcqeena to w duzej mierze rzeczy przesadzone………………

    1. Kultura Osobista

      Nie wymyśliłam tego. Tekst ten oparłam na researchu, którym było żmudne „grzebanie w sieci” za wszelkimi artykułami, anegdotami na temat McQuenna – w kontekście prywatnym….To niestety jest smutna prawda na temat tego wyjątkowego aktora oraz ikony kina – czego mu nie umniejszam! Uwielbiam jego role filmowe i znamienitą większość obrazów z jego udziałem. Nie jest to jednak tekst na temat aktora – tylko „człowieka”. Większość faktów może Pan sprawdzić osobiście „guglając” (raczej po angielsku niż polsku – zaznaczam). McGraw wydała swoją biografię pt. „Moving pictures”, gdzie (bardzo delikatnie zresztą) przedstawia nieszczęsność życia ze Stevem. Co do stawania po stronie… Hmmm. Powiem tyle – ponieważ mój blog jest blogiem osobistym, tzn subiektywnym – mam taki przywilej, że mogę stawać po stronie tej, jaka mi się podoba!
      Rozumiem, że nie podziela Pan mej opinii w kwestii związku McQuenna i McGraw. Trudno. Jakoś się z tym pogodzę 🙂

Skomentuj