16
mar
2024
27

PAMIĘĆ

PAMIĘĆ (Memory), Reż. & Scen. Michel Franco, Obsada: Jessica Chastain, Peter Sarsgaard, Merritt Wever, Brooke Timber, USA, Meksyk, Chile, 2023

Jestem przekonana, że PAMIĘĆ jest filmem emocjonalnie rezonującym w widzach właśnie dlatego, że przygląda się temu – czym ona dla nas jest – z dwóch skrajnych perspektyw, aktorsko genialnie niesionych przez Jessice Chastain i Petera Sarsgaarda. Pamięć w tym obrazie stanowi zarówno dar, jak i przekleństwo. Piękne, wrażliwe i refleksyjne kino!

O meksykańskim reżyserze Michel’u Franco można śmiało powiedzieć, że na swój wizerunek artysty lubującego się w podejmowaniu najtrudniejszych egzystencjalnych tematów  pracuje w zasadzie od początku kariery zawodowej. Kino mainstreamowe go nie interesuje, każdy jego kolejny film po „Pragnieniu miłości” z 2012 roku, którym zachwycił krytykę i widzów jest w zasadzie poświęcony zaglądaniu pod podszewkę naszych zbiorowych lęków i niemożności. „Sundown” utwierdził mnie w przekonaniu, że Franco nie tylko chce konfrontować widzów z tematami tabu, ale przede wszystkim nieustająco zaprasza nas do dyskusji z samymi sobą…

Obraz Pamięć w zeszłym roku objechał wszystkie najważniejsze festiwale filmowe, a na MFF w Wenecji grający w nim Peter Sarsgaard otrzymał puchar Volpi – nagrodę za najlepszą rolę męską. Po raz kolejny w przypadku tego reżysera muszę przyznać, że ma wybitny talent do pracy z aktorami, którzy w jego filmach wznoszą się na wyżyny swoich możliwości! Szacun!

*    *    *

Chcąc podsumować Pamięć jednym zdaniem – mogłabym sparafrazować, że jest to film o kobiecie z przeszłością i mężczyźnie po przejściach i byłoby to zgrabne acz zbyt duże uproszczenie.
Sylvie (doskonała Jessica Chastain) jest pracownicą socjalną, wiedzie skromne życia samotnej matki nastoletniej córki (Brooke Timber). Już w scenie początkowej dowiemy się o niej także i tego, że jest niepijącą alkoholiczką, od 13 lat sumiennie uczestniczącą w spotkaniach AA. Życie towarzyskie i społeczne poza tym jakie zapewnia jej praca oraz cotygodniowe mityngi  wydaje się ją niespecjalnie interesować. Widać w niej zarówno siłę, jak i jakiś rodzaj nieprzystosowania czy też niechęci wobec świata zewnętrznego i jego uciech. Jej siostra Olivia (grająca na półcieniach, jak zawsze niezawodna Merritt Wever) musi Sylvie długo namawiać by poszła na zjazd absolwentów swojego liceum. Z początku nie rozumiemy dlaczego, ludzie najczęściej uwielbiają tego typu imprezy, do czasu gdy dowiemy się dlaczego szkoła średnia kojarzy się Sylvie nie najlepiej… 

Na imprezie absolwentów liceum Sylvie nie zabawi za długo, spotka tam bowiem Saula (w tej roli absolutnie fantastyczny Peter Sarsgaard), który jak się wkrótce okaże, pomimo dość młodego wieku – cierpi na zaawansowaną demencję, która w zasadzie odcina go całkowicie od jego przeszłości, z której nie pamięta prawie niczego. A i z pamięcią krótkotrwałą także nie jest u niego najlepiej. Mężczyzna zmuszony jest egzystować jak ktoś, kto ma jedynie przebłyski pamięci, cała reszta tego czym jest jego życie poza obszarem „tu i teraz” – to czarna dziura, w której porusza się po omacku. A to zmienia całkowicie perspektywę patrzenia na świat… 

A jednak, na jakiś przedziwny, przewrotny, choć paradoksalnie dopełniający się sposób – los połączy tych dwoje. Ją – która bardzo by chciała zapomnieć i wymazać z pamięci pewne traumatyczne wspomnienia i Jego – który oddałby bardzo wiele aby móc pamiętać to, co było jego udziałem, a zostało uwiecznione na licznych fotografiach.  To dla niego ”dowody”, że miał kiedyś jakieś życie, na długość i prawdziwość jego istnienia. 

Pamięć (jak można się domyślać) nie może jednak u Franco być jedynie „filmem o miłości”. To historia miłości trudnej, prawie że niemożliwej, bo żadne z nich jej nie szukało. Czy nie na tym polega nieobliczalność i paradoksalność ludzkiego losu, że do innych zbliża nas to czego potrzebujemy najbardziej, najczęściej będąc tego nieświadomymi? – zdaje się pytać Franco.

Bo jak się okaże, choć dzieli ich w zasadzie wszystko, Sylvie i Saula połączy to, za czym tęsknią najbardziej. Ona pragnąca najbardziej na świecie uwolnienia się od bagażu przeszłości – zobaczy w Saulu kogoś, kto będąc skupiony na tu i teraz i nigdy nie mogący do niczego we wspomnieniach wrócić ma szansę stać się jej „czystą kartą” – nowym rozdziałem życia. On z kolei znajdzie w niej kogoś, kto pozwoli mu być takim jaki jest w jego chorobie, która już od dawna dla jego najbliższej rodziny będzie stanowić jedynie powód do tego, by coraz bardziej go kontrolować, zmuszać do wycofania się z życia społecznego jako „sprawiającego kłopoty”, i udowadniać mu, że nie jest w stanie samodzielnie podejmować decyzji nawet o swoim życiu miłosnym…  

*   *   *

Realizacyjnie najnowszy film Michela Franco jest skromnym budżetowo kinem artystycznym, które jednakże ma wielką siłę oddziaływania bo reżyser Pamięci robi kino, które łamie stereotypy. Choć akcja dzieje się w Nowym Jorku – trudno się tego domyślić inaczej niż po nazwach stacji metra, które można wyczytać na kolejnych peronach kolejki. To nie jest NYC z pocztówek i wysokobudżetowych filmów. Manhattanu nie widać tu ani razu, w kadrach pracującego z Franco już po raz trzeci –  świetnego belgijskiego operatora Yves’a Cape’a – Brooklyn gdzie mieszka Sylvie jest dość obskurny i nieprzyjazny.

Pamięć jest więc filmem, który przypomina nam o jej potędze – jest tym, w czym znajduje się „ja” każdego z nas. A ponieważ zazwyczaj sądzimy, że to my ją (pamięć) posiadamy, a nie ona nas – inni ludzie stanowią dla nas lustra, w których się może przeglądać. Bo dopiero pamięć innych ludzi jest w stanie zmierzyć nas z tym, że pamiętamy to co wolelibyśmy zapomnieć, przeinaczamy szczegóły mylimy daty i fakty. Niektóre bardzo poważne rzeczy dramatycznie upraszczamy lub wręcz przeciwnie – z błahostek robimy piramidalne komplikacje. Stale coś dopisujemy i wykreślamy z wielkiego rejestru pamięci, częściej niż często – zupełnie nie intencjonalnie.  

W Pamięci Franco patrzy czule na swoich głównych bohaterów, współodczuwa z nimi. Ja doceniam szczególnie także i to, że jednocześnie nie pochyla się nad udręką jaka towarzyszy próbie stworzenia związku przez Sylvie i Saula – z litością, ani nie manipuluje widzami chcąc wziąć nas na tanią ckliwość. Wręcz przeciwnie – bo to reżyser twórczo odważny – niekiedy spogląda na nią z dystansem, leciutko ironicznie – wręcz. Dzięki temu Pamięć nie jest (mimo wszystko) filmem mrocznym, ani przygnębiającym. A staje się raczej esejem, czy też filozoficzną rozprawką nad ulotnością pięknej chwili. I choć Franco jest twórcą, który zdaje się organicznie nie znosić tzw. happy endów, najpewniej dlatego, że sztuka dla niego jest zwierciadłem życia – Pamięć uczynił filmem (jak na niego) wyjątkowo optymistycznym. 

Zaprasza nas nim do refleksji nad naturą pamięci, w tym naszej własnej. Bo choć pamięć może być naszym katem, najsurowszym krytykiem, może nas zawodzić i zwodzić na manowce – nie jest w stanie nam zabrać możliwości odczuwania chwili szczęścia, ani zdjąć nam uśmiechu z ust – kiedy ktoś bliski naszemu sercu czule na nas patrzy. Nawet jeżeli towarzyszy temu bolesne poczucie, że nie zostanie po tym trwały ślad… 

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu PAMIĘĆ na rynku polskim: Galapagos Films

You may also like

WONKA
MONSTER
CIVIL WAR
PERFECT DAYS

Skomentuj