9
Lut
2018
34

POMIĘDZY SŁOWAMI

POMIĘDZY SŁOWAMI Reż. & Scen. Urszula Antoniak, Wyk. Jakub Gierszał, Andrzej Chyra, Christian Löber, Justyna Wasilewska, Polska / Niemcy, 2017

Subtelnie i nieco melancholijnie namalowany niezwykłej urody kadrami (bo słów w tym filmie nie pada zbyt wiele, a wszystko, co najważniejsze dzieje się pomiędzy i poza nimi) jest POMIĘDZY SŁOWAMI obrazem o emigracji i jej konsekwencjach. Ale nieco a rebour – bo nie poprzez pryzmat stereotypowego myślenia o niej. To raczej film o skomplikowaniu najbardziej głębokich odczuć, które jej dotyczą. I pytań. Czym jest tożsamość? Co to znaczy czuć się pochodzącym “skądś” i do pewnego, określonego świata przynależącym?

Pomiędzy Słowami urzekło mnie tym, że pytania tych kwestii dotyczące raczej stawia, niż je diagnozuje. Raczej się nad nimi zastanawia i zawiesza je w ciszy, znaczących gestach, niedopowiedzeniach i spojrzeniach.

Pomiedzy slowami PL

Urszula Antoniak jest z pochodzenia Polką. Reżyserką – emigrantką. Na stałe, od ponad dwóch dekad mieszka w Holandii. Wyjechała, bo jak twierdzi: “chciała, a nie musiała”… Być może właśnie dlatego tak doskonale czuje stan, o którym w swym najnowszym filmie opowiada. “Emigrant” to bardzo złożone psychologicznie pojęcie. Z prawnego punktu widzenia jest nim każdy kto mieszka i funkcjonuje na legalnych zasadach w kraju, w którym się nie urodził. I nie ma znaczenia czy od 2-giego czy 20-tego roku życia. Ale przecież musimy się chyba wszyscy zgodzić co do tego, że te – wyrażone w liczbach lata – robią różnicę…

Pomiędzy Słowami jest filmem, który właśnie o tej różnicy opowiada. A raczej próbuje ją niemalże poetycko ująć (za pomocą doskonałych czarno – białych zdjęć autorstwa Lennert’a Hillege’a – nagrodzonego na zeszłorocznym FPFF w Gdyni), poruszając się na cieniutkiej granicy, niewidzialnej gołym okiem. Na granicy tego, co różni bardzo na poziomie języka polski od niemieckiego – a tym samym co różni Polaków i Niemców w najbardziej złożonym kontekście.

W języku niemieckim bowiem funkcjonują dwa bardzo silnie zakorzenione kulturowo pojęcia symboliczne: “Heimat” – rodzinne strony, czyli to wszystko, z czym człowiek jest związany emocjonalnie oraz “Vaterland” – czyli pojęcie ojczyzny rozumianej bardziej politycznie – utożsamianej z krajem pochodzenia, wraz z jego wartościami. I tego co sobą reprezentuje w szerokim kontekście geo-politycznym…

W języku polskim mamy zaś pojęcie “ojczyzny” która w naszym kraju od stuleci rozumiana jest nie tylko jako miejsce pochodzenia, ale cały, skomplikowany konglomerat symboliki, która z wiekami nawarstwiała się kolejnymi piętrami znaczeń nadawanych jej tragiczną i pokrętną historią Polski. Oraz pojęcie “ojcowizny”, która dotyczy ziemi lub szerzej w ogóle majątku, czy też dziedzictwa, przekazywanego z ojca na syna, z pokolenia na pokolenie.

Tak. To nie są łatwe sprawy… I dlatego Pomiędzy Słowami jest filmem, który mnie urzekł tym, jak sprawnie a przy tym subtelnie owija się wokół tych skomplikowanych kwestii.

*     *     *

_MG_3230

Pomiędzy słowami opowiada o 28-letnim Michaelu (w tej roli świetny i perfekcyjnie obsadzony Jakub Gierszał). Bo nie da się w przypadku akurat tej jego kreacji aktorskiej abstrahować od faktu, że Gierszał jest zarówno dwujęzyczny (biegle włada niemieckimi), jak i tego, że jest dzieckiem Polaków, którzy wyemigrowali do Niemiec, kiedy miał lat 12. Reżyserka przyznaje, że nie wyobrażała sobie, aby bohatera jej najnowszego filmu zagrał ktoś inny.

Michael tak na prawdę ma na imię Michał. Z Polski wyjechał dopiero po maturze. Ale nikt się tego nawet nie domyśla. Wygląda jak rasowy Niemiec. Mówi jak rasowy Berlińczyk. Pracuje w wielkiej, bogatej kancelarii prawniczej. Jednej z takich, o której wszyscy adepci prawa śnią i marzą na studiach, by móc w niej wylądować choćby na stażu. Sprawy czysto komercyjne mieszają się w niej z tymi, które są prowadzone „pro publico bono”, a które mają budować jej wizerunek publiczny jako tej, która jest nie tylko potężna, ale skupiona na wartościach humanistycznych.

Jest wtopiony w świat zawodowy „jak rodowity Niemiec” (opanowanie; profesjonalizm; rzeczowość; nieskazitelny dress code; chłód, obiektywizm; porządek; pełne dopasowanie do reguł gry).

Mieszka świetnie, finansowo radzi sobie doskonale, przyszłość zawodowa stoi przed nim otworem.

Michael kumpluje się z kolegą po fachu o imieniu Frantz (Christian Löber) i jest on jedynym, jak się zdaje człowiekiem w jego życiu zawodowym, który wie, że z pochodzenia jest Polakiem. Nie wiedzą ani nie domyślają się tego ani klienci kancelarii, ani jakiekolwiek inne osoby z życia „publicznego”, które jakkolwiek i kiedykolwiek mają z Michaelem do czynienia. Z wyjątkiem jednej dziewczyny, też Polki o imieniu Alina (Justyna Wasilewska), pracującej w barze, do którego lubi zachodzić. Jego mimikra zdaje się być perfekcyjna.

Momentem przełomowym dla narracji staje się dzień, w którym Michael spotyka swojego ojca Stanisława (bardzo dobry Andrzej Chyra). O którym myślał wiele lat jako o umarłym… A który zjawia się w jego „bardzo niemieckim życiu” nagle i na sposób podwójnie metaforyczny. Jako „duch przeszłości” oraz symbol polskości i jego własnych korzeni.

Pomiędzy_słowami_MG_2417

I ten ojciec, biologiczny ojciec – tak bardzo różny od tego kim jest dzisiaj jego syn – „wdziera się” w jego uładzone dotąd życie niczym wielki znak zapytania. O to kim jest, on sam.

Michaelem (bardziej niemieckim niż rodowici Niemcy, którzy go otaczają i którymi się otacza), czy może jednak Michałem, który Niemca udaje?

Stanisław, wraz z jego urokliwą, ale też nieporadną i widoczną nieprzystawalnością do świata, który wybrał jego syn stanowi w filmie Antoniak figurę symboliczną. Reprezentuje tak samo kraj jego pochodzenia, jak i figure ojcowską, zawsze niezwykle ważną dla każdego syna na bardzo znamienny sposób. Jest też metaforą tego wszystkiego, czemu chłopak ani jako Michael ani jako Michał zaprzeczyć nie może. Czego wyprzeć nie sposób. Ojciec go kiedyś opuścił. I choć bohater zdaje się nie żywić do niego o to urazy, to jednak ich spotkanie stanowi dla niego jakiś rodzaj „stąpania po kruchym szkle”, z ostrożną rezerwą. W kontraście do sukcesu zawodowego i życiowego jaki odniósł Michał – jego ojciec, z tym wszystkim co sobą reprezentuje to nieudacznik. Ale jednocześnie trudno mu zaprzeczyć, że jest wrażliwy, inteligentny, spontaniczny, mający marzenia, jakoś starający się im sprostać, na swój sposób uczciwy, niezakłamany, swojsko – własny. Niby znikąd. I nic nie znaczący. Ale jednak bardzo ważny – niezaprzeczalnie – stanowiący część jego samego.

_MG_2516

_MG_4579

Michael / Michał spędzi z nim razem jedynie kilka dni. Ale jakże ważnych. Będą się włóczyć po Berlinie, gadać po polsku, pić wódkę, próbować się zrozumieć, poznać, dotknąć, przeskoczyć przepaść jaka przez lata ich wzajemnej nieobecności w życiu każdego z nich się utworzyła. Każdy z nich będzie się na swój sposób z ta wspólnotą pochodzenia, genów, wspomnień, doświadczeń bardzo dawnych i zapomnianych próbował zmierzyć. Ale – jak przepięknie w swoim filmie szkicuje to Antoniak – pozostanie to jedynie wszystko na poziomie aktów dobrej woli, znaczących spojrzeń, niedopowiedzeń, milczenia, symbolicznych gestów… Pomiędzy słowami

Bo każdy z nich w końcu zrozumie, że choć łączy ich „Heimat”, tym rodzajem złączenia, które tkwi w rzeczach i kwestiach emocjonalnie odczuwanych jako prywatne, osobiste, tęskne, kiedyś podzielane i w tym znaczeniu dla nich „wspólne” i ich łączące – na poziomie „Vaterlandu” ich drogi się rozeszły dawno temu. I tak jak Michael nie czuje się już od dawna „polskim Michałem” – bo tego nie chciał. Tak jego ojciec nie może, nie chce i nie umie się poczuć nikim innym niż Polakiem na obczyźnie.

Ale spotkanie z ojcem dla Michaela okaże się być jednak znaczącym wyłomem w jego myśleniu o sobie i jako „Niemcu”, i jako emigrancie. Na tyle ważnym i znaczącym, że zacznie go drążyć pytaniami, których wcześniej sobie nie zadawał, zbyt skupiony na tym by się dopasować, i wtopić w tło. I które skruszy jego (złudne) przeświadczenie, że tożsamość jest czymś, co można sobie zbudować od podstaw, od nowa, całkowicie odrywając się od tego, co za nią stoi. Michael zda sobie sprawę z tego emigracja jest czymś, co naznacza ludzi na zawsze. Nawet jeśli jej przyczyną był całkowicie wolny wybór. I tak jak w jego przypadku zwieńczona została wydawałoby się pełnym sukcesem. Uświadomi sobie też i to, że wyhodował w sobie swego rodzaju iluzję – że nie ma ona ceny.

A tą ceną w przypadku osób takich, jak on czyli jak by się wydawało – całkowicie zasymilowanych – jest wypierane poczucie jakiegoś rodzaju fałszu w kreacji tego swojego „nowego ja”. Jakiś rodzaj pęknięcia w obrazie, który się stworzyło, ukuło, wypracowało w nowej rzeczywistości, w konsekwentnym pokonywaniu kolejnych barier, jakie stawiała. A które może się pojawić nagle, „znikąd”…

Ja osobiście odbieram film Urszuli Antoniak jako taki, który kwestie te poddaje do namysłu, sugerując jednakże, że choć miejsce zamieszkania, rodzaj życia, które chcemy pędzić, cele jakie chcemy realizować – mogą się w emigranckim bytowaniu ziścić, to jednak poczucia przynależności do porzuconego świata zbyć się całkowicie nie sposób. Można go nie lubić, czy czuć się w nim obco, a w nowym – wręcz przeciwnie – ‘jak u siebie’ – ale nie da się na dłuższą metę być szczęśliwym w roli kogoś, kim się nie jest. Nie da się być jakiejś narodowości, ani pochodzenia „na życzenie”. Tak jak nie da się mieć innej ojczyzny. Można mieć jedynie inny kraj, czy miejsce zamieszkania, który się sobie wybrało i w którym chce i lubi się żyć.

*** Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu Pomiędzy Słowami na rynku polskim: Best Film.

You may also like

PIERWSZY CZŁOWIEK
American Film Festival – wszystkie stany kina! – edycja 9.
7 UCZUĆ
KLER

Skomentuj