5
mar
2024
16

STREFA INTERESÓW

STREFA INTERESÓW (The Zone of Interest),  Reż. Jonathan Glazer, Scen. Jonathan Glazer i Martin Amis na motywach jego powieści pod tym samym tytułem. Obsada: Sandra Hüller, Christian Friedel, Ralph Herforth, Polska / Niemcy / Wielka Brytania, 2023

STREFA INTERESÓW jest filmem, którego wybitność polega na wykraczaniu poza stereotypowe oczekiwania i wyobrażenia o Kinie Zagłady. Nikt wcześniej nie pokazał tak dojmująco symbolicznie, dosadnie i upiornie zarazem sedna nazizmu jako ideologii! Perspektywa jaką przyjmuje Jonathan Glazer styka widzów Strefy interesów z czymś znacznie większym niż banalizacja zła. Styka nas z niemożliwą do wyrażenia – całkowicie obezwładniającą i przerażającą refleksją nad tym, do czego zdolny jest człowiek mający władzę, a uformowany w pogardzie i nienawiści wobec Innego…

Tytułem wstępu:

Moja mama urodziła się na Śląsku w 1935 roku. Jej rodzicom a moim dziadkom udało się przetrwać II wojnę światową w zasadzie głównie dlatego, że babcia miała obywatelstwo amerykańskie i oboje dziadkowie mówili biegle po niemiecku. Mój pradziadek zginął w jednym z niemieckich obozów koncentracyjnych, o czym moja mama dowiedziała się już jako dorosła kobieta.

Ja się urodziłam w roku 1970. 25 lat po zakończeniu II wojny światowej. Moi rodzice nie rozmawiali ze mną za dużo na temat tych czasów. Nie wiem czy chcieli w ten sposób oszczędzać bardziej mnie czy siebie. Ale wiem, że temat obozu koncentracyjnego w Auschwitz był czymś, co tak bardzo ich dotykało, że miało wpływ i na mnie. Na moje wychowanie, na to kim jestem dziś. Pierwszy raz byłam w muzeum w Auschwitz w wieku lat 12. Jestem przekonana, że wielu współczesnych rodziców mogłoby stwierdzić, że nie rozumieją jak moi – mogli się na to zgodzić – przecież byłam jeszcze dzieckiem… Napiszę zatem wprost – nigdy nie miałam im tego za złe. Pobyt na terenie Auschwitz-Birkenau – moim zdaniem – zmienia człowieka na zawsze. To jedyne miejsce na świecie, w którym odczuwa się całym sobą niewysławialną potworność jakiej było świadkiem i na zawsze impregnuje na wszelkie indoktrynacje o podłożu nacjonalistycznym… 

Do czasu skończenia liceum miałam przeczytane wszystkie najważniejsze książki opisujące Auschwitz-Birkenau z perspektywy tych, którzy obóz przeżyli, z „Anus Mundi” Wiesława Kielara na czele. Na studiach zapoznałam się z dziełem Hannah Arendt „Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła”. Wiele lat później miałam okazję zobaczyć fragmenty jego procesu – uwiecznione na taśmie. Poraził mnie ten czarno-biały film, w którym szczupły i schludny starszy pan, w garniturku i okularach, skupiony i rzeczowy – całkowicie bezbarwnym głosem odpowiadał na pytania o kwestie związane z odpowiedzialnością za zagładę europejskich Żydów i uparcie twierdził, że nie jest niczemu winny, a wszystko co robił, to były „obowiązki służbowe”… 

Skończyłam studia psychologiczne (jak sądzę podświadomie wybrałam je także z tego powodu) po to by móc „rozumieć” nie tyle ludzi, których nie da się zrozumieć, co procesy jakie prowadzą do tego, że jednostka ludzka stają się kimś takim jak Eichmann czy Rudolf Höss… 

*   *   *

Jonathan Glazer (rocznik 1965) tematyką Holocaustu interesował się od dawna, ale nawet ci z jego wieloletnich współpracowników, którzy o tym wiedzieli – wiedzieli także i to, że jest on tym typem twórcy, który nigdy nie chodzi na kompromisy i gdy decyduje się reżyserować film fabularny sygnowany autorskim podpisem – to jedynie wtedy, gdy  jego wizja i koncepcja są skrystalizowane. 

Piszę o tym specjalnie bo ma to ogromne znaczenie dla sposobu pracy tego akurat artysty. Glazer na wizerunek i reputację reżysera kultowego pracował od dekad, realizując teledyski dla Radiohead i Massive Attack – dwóch formacji muzycznych, które zredefiniowały myślenie o wartościach istotnych w życiu pokolenia, które na nich wyrosło. Branża reklamowa kocha go jeszcze bardziej niż muzyczna. Ale nie czas i miejsce na dygresje na ten temat.

W jego kinie artyzm i warsztat to synergia i symbioza. Glazer jest obsesyjnym perfekcjonistą i detalistą – a przede wszystkim kimś, kto w swoich dziełach zawsze schodzi w głąb. Nie interesuje go dosłowność przekazu, prostota komunikatu. Upodobanie w narracji, która wymaga od widza umiejętności dekodowania symboli i metafor oraz własnej intelektualnej obróbki – to jego specjalność. Pewnie dlatego filmy fabularne robi tak rzadko i pomimo prawie 60 lat na karku przed Strefą interesów zrobił ich zaledwie trzy („Sexy Beast” z roku 2000, „Narodziny” 2004, „Pod skórą” 2013).

Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszego dzieła. Prace scenopisarskie, researcherskie, i przygotowania realizacyjne do filmu trwały z przerwami 9 lat (sic!), zaś samo studiowanie archiwaliów dotyczących esesmanów wysokiej rangi, zatrudnionych w Auschwitz, które miały doprowadzić do dogłębnego poznania sposobu funkcjonowania Rudolfa Hössa jako osoby prywatnej i tego jak wyglądało jego życie rodzinne w tym czasie – aż rok. Wykonywało je kilka, specjalnie w tym celu zatrudnionych osób. Właśnie dlatego, że jest to reżyser, który pragnie ludzi poruszać emocjonalnie, zmuszać do refleksji, zasiewać niepokój intelektualny, wytrącać ze strefy komfortu, wybijać z rutynowego myślenia. Wszak, w zbiorowej świadomości – obraz ludzkiego monstrum – oprawcy z obozu koncentracyjnego – ukształtowały postaci przedstawiane w literaturze i w kinie choćby przez „Listę Schindlera” Stevena Spielberga. Amon Goeth – komendant obozu w Płaszowie to przecież psychopata, psychopatologia w czystym, klinicznym wydaniu. 

Ale jak wytłumaczyć istnienie kogoś takiego jak Rudolf Höss? 

Na to właśnie pytanie, kluczowe dla kwestii  jak to jest możliwe, że doszło do holocaustu – Glazer w swoim najnowszym obrazie postanawia spojrzeć od strony najwłaściwszej (choć mam świadomość, że słowo to brzmi w tym miejscu niewłaściwie). Potworność ta ma bowiem znacznie bardziej ludzkie oblicze niż chcemy o tym myśleć. I dokładnie to czyni ją największą potwornością jaką znają ludzkie dzieje… 

Dlatego też Glazer postanowił, że nie będzie w Strefie interesów epatować okrucieństwem, ani ferować wyroków. Natomiast z pewnością chciał aby Strefa interesów była filmem, który będzie widza bolał, fizycznie się w niego wdzierał, „gwałcił psychicznie” dźwiękami (których osobiście nie jestem w stanie zapomnieć i wyrzucić z głowy od kiedy obejrzałam ten film), został pod skórą niczym zadra, najlepiej na zawsze… 

Strefa interesów jest w całości zrealizowaną w Polsce koprodukcją, za którą po naszej stronie odpowiada wspaniała postać rodzimej kinematografii Ewa Puszczyńska – producentka „Idy” i „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego. Autorem zdjęć jest wybitnie uzdolniony, dwukrotnie nominowany do Oscara Łukasza Żal, a muzykę skomponowała Mica Levi (nominacja do Oscara za „Jackie”).

Od strony realizacyjnej – Strefa Interesów stanowi absolutnie nowatorską rzecz, w której Glazer postanowił opowiedzieć o zagładzie z perspektywy, której do tej pory, przed nim nie przyjął w kinie – nikt. Fakty historyczne przedstawiają Rudolfa Hössa, członka NSDAP i SS- Obersturmbannführer’a obozu w Auschwitz w latach 1940-1943 jako mężczyznę, który był wyjątkowo dobrym i czułym ojcem, kochającym mężem, bardzo przywiązanym do swojej rodziny i życia domowego. Dlatego też życie komendanta i jego rodziny Glazer postanowił pokazać niczym w TV show „Big Brother” – dziewięć symultanicznie pracujących  kamer, ukrytych w domu, jaki stanowił scenografię  filmową odtwarzającą dom komendanta filmowało aktorów odgrywających  rodzinę Hossów bez obecności na planie osób z ekipy zdjęciowej.

*    *    *

…Nie znalazłem już szczęścia, odkąd w Oświęcimiu zaczęło się masowe zabijanie. Byłem niezadowolony z siebie. Nie było widać, kiedy się ta praca skończy i kiedy główne zadanie zostanie wykonane; nie można też było polegać na współpracownikach. Przełożeni nie rozumieli mnie i nie chcieli wysłuchać, kiedy się do nich zwracałem.Sytuacja, w której się znajdowałem, nie była ani przyjemna, ani godna pozazdroszczenia. A jednak wszyscy w Oświęcimiu sądzili, że komendantowi dobrze się żyje….

fragment wspomnień Rudolfa Hössa 

Piętrowa willa  ma wiele pokoi i funkcjonalny rozkład, komfortowo i przyjemnie żyje się w niej sporej rodzinie. Mieszka w niej Rudolf (doskonały Christian Friedel), jego żona Hedwig (w wybitnej kreacji Sandry Hüller) oraz pięcioro dzieci. Najmłodsza córeczka, jak można się domyślać z racji tego, że jest niemowlakiem przyszła na świat, gdy państwo Höss mieszkali już w tym miejscu. Koło domu jest spory ogród, pięknie utrzymany, znalazło się w nim także miejsce na warzywnik, na drugim dziedzińcu zaś właściciela mają nawet niewielki basen. Można poleżeć na leżaku i odpocząć w skwarny dzień nad jego brzegiem, a i ochłodzić nieco w wodzie, gdy upał daje się zbyt we znaki. Hedwig ma do pomocy służące i ogrodnika, ale jak przystało na pracowitą, rzetelną i pedantyczną Niemkę – sama także zajmuje się dbaniem o ognisko domowe, czystość i porządek. Każde pomieszczenie lśni, każdy dzień jest doskonale zaplanowany, nic nie jest zostawione przypadkowi. Perfekcja w każdym calu. Trzecia Rzesza jest z pewnością dumna z kobiet takich jak Hedwig – to wzorcowy przykład Hausfrau! Rudolf codziennie wychodzi do pracy i wraca na obiad do domu. Wieczorami czyta córeczkom bajki na dobranoc, troszczy się o synków, z których najstarszy jest już nastolatkiem. Z Hedwig, gdy już znajdą się późnym wieczorem w sypialni lubią porozmawiać przed snem o tym, że jak wojna się skończy to znowu pojadą do ukochanych Włoch, czasami pożartują, a czasami ona mu się na coś pożali albo opowie kilka plotek. Jak w każdym dobrym związku – rozmowa jest kluczowa dla relacji. W weekendy korzystają z uroków natury, wyprawa nad rzekę, kajaki, spacery po lesie z przyjaciółmi – to ich ulubione rozrywki. Dbają także o to by ich posiłki były pełnowartościowe i pożywne. Prowadzą dobre, zdrowe życie…

 

Jak to jest możliwe, że w tym domu dzieci się bawią, grają na pianinie, słychać śmiech i odgłosy radości – gdy zza ogrodzenia dobiegają dźwięki, które u każdej normalnej osoby wywołałby co najmniej nerwicę lekową jeśli nie ostrzejsze zaburzenia? Odległość jaka dzieli dom tej rodziny od komory gazowej na terenie obozu koncentracyjnego  Auschwitz-Birkenau, która pracuje nieustannie 24 godziny na dobę wynosi dokładnie 147 metrów. 

Jak można żyć normalnie i cieszyć się życiem, kiedy  dosłownie za płotem ludzie umierają, są katowani, rozstrzeliwani, bici, nieustannie słychać jęki, wrzaski, płacz i błaganie o litość… 

Jonathan Glazer nie opowie nam wprost jak to jest możliwe, niczego nie będzie tłumaczył ani wyjaśniał. Po prostu zmusza nas swoim filmem do przyjrzenia się ludziom, których historia rozliczyła najsurowiej – za ludobójstwo – jak na wypreparowane z kontekstu przypadki kliniczne – wzorcowy przykład obywateli ukształtowanych przez retorykę, demagogię i propagandę nazistowską. W ich percepcji świata nie istnieje rozdźwięk pomiędzy harmonią i sielanką po ich stronie płotu, a piekłem obozowej rzeczywistości. III Rzesza zadbała o to z przynależną jej precyzją i sumiennością, aby strefy jej interesów doglądali właściwi ludzie. Rudolf Höss był takim człowiekiem. 

Posłowie:

Moglibyście zapytać dlaczego, po tylu latach od zakończenia II wojny światowej, Glazer wraca do tego tematu. Sądzę, że z wielu powodów, a jednym z nich jest chęć przypomnienia nam wszystkim o tym, że jako zbiorowość ludzka w czasach wielkich przemian powinniśmy na procesy społeczne i zmiany w nich zachodzące patrzeć stale i nieustannie – niezwykle czujnym okiem. Bo historia lubi się powtarzać. A wojna to zawsze strefa interesów…

 

 

*** Wszystkie zdjęcia oraz przytoczony cytat pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu STREFA INTERESÓW na rynku polskim: Gutek Film

You may also like

PERFECT DAYS
NIEBIESKOOKI SAMURAJ
BĘKART
PAMIĘĆ

Skomentuj