2
Sie
2015
290

Fenomen Jackie – czyli do czego nie jest potrzebna stylistka

Jacqueline Bouvier “Jackie” Kennedy-Onassis – gdyby żyła – skończyłaby niedawno (28 lipca) lat 86.

jackie-kennedy-best-looks-10_133437772006.jpg_gallery_max-669x1024

Była i wciąż jest – co udaje się nielicznym – uwielbianą, powielaną, naśladowaną ikoną stylu. Kwintesencją tego nieuchwytnego czegoś, zwanego przez Francuzów je ne sais quoi.

Wyzłośliwianie się zanadto – nie jest eleganckie – zatem poszydzę jedynie umiarkowanie jadowicie i krótko. Kwestia pauperyzacji pojęcia: ikona stylu, jaka dokonała się w ciągu ostatnich 20 lat w Polsce mierzi mnie bardzo. A jeszcze bardziej smuci. Jesteśmy specyficznym krajem – “ikon stylu” mamy więcej niż kanałów TV!. A większość z nich charakteryzuje się prawie wyłącznie tym samym – “umiejętnością” wystąpienia na tzw. ściance, w tzw. stylizacji lub / i tzw. looku. Najbardziej wpływowe (czytaj masowe) media, które “piorą” polskim kobietom głowy nie chcą pamiętać, że ikoną stylu zostaje się dzięki WŁASNYM umiejętnościom ubierania się w sposób nie tylko unikalny, ale przede wszystkim dzięki krytycznemu i kreatywnemu podejściu do mody oraz lekkiemu wyprzedzaniu ogólnie przyjętych zasad ubioru w epoce, w jakiej przyszło tejże ikonie żyć. Epatowanie luksusowymi markami w celu lokowania siebie jako produktu nie było w to pojęcie nigdy wpisane. A wręcz odwrotnie – to luksusowe marki – zyskiwały na wartości – dzięki temu, że stylowa, podziwiana kobieta zechciała ich użyć!

Dziewięćdziesiąt procent naszych rodzimych “ikon stylu” – gdyby pozbawić je – sowicie opłacanej stylistki – nie tylko nie dałoby rady się samodzielnie na co dzień ubrać szykownie, z wdziękiem, polotem i klasą, nie wspominając o kwestii zwanej inwencją twórczą… ale przede wszystkim – stosownie do sytuacji. Jestem i będę wredna w tej sprawie – dopóki się to nie zmieni… I powiem to dobitnie. Jeśli komuś się wydaje, że przychodzenie na tzw. event, jakim jest ogłoszenie “sezonowej ramówki stacji TV” w sukni od projektanta, która w innym świecie założona by została na gale rozdania Cezarów albo Emmy – jest na miejscu – to powinien sporo poczytać na temat tzw. dress code’u, albo zapłacić za edukacje swojej “stylistce”…

Spuszczam na to zatem zasłonę milczenia i wracam do Jackie.

Co stanowiło o tym, że jest nieustannie kopiowana do tej pory? Dlaczego dla kobiet, z pokolenia moich rodziców, stanowiła “wzorzec metra z Sevres”?

Odpowiedź jak zawsze jest złożona. Jacqueline Lee Bouvier była z racji urodzenia – bardziej europejska i francuska, niż amerykańska. I to z pewnością stanowiło jedną z głównych składowych jej niepowtarzalnego, acz do znudzenia naśladowanego po dziś dzień stylu. Jej matka miała irlandzkie korzenie i była córką bankiera, zaś ojciec John Vernou Bouvier III pochodził z bardzo starego i wpływowego francuskiego rodu. Jackie chodziła też do najlepszych szkół (skończyła George Washington University). Wpływ na kształtowanie się jej oglądu zjawiska, jakim jest moda i wyczucie szyku, jakiego zawsze – jako osoba publiczna zadawała – z pewnością miał także rok spędzony na studiach w Paryżu, na Sorbonie. Sądzę, że zarówno pochodzenie, jak i pobyt we Francji w młodym wieku wpłynął na to, co się stało wiele lat później jej wizytówką: stylem zwanym” Jackie O”.

Ale przede wszystkim – co dzisiejsza kultura, a już z pewnością amerykańska – bardzo ładnie zamiata pod dywan w ramach wszechwładnej poprawności politycznej – swój styl Jackie zbudowała w oparciu o podstawy, których chcąc zostać “ikoną stylu” – nie da się pominąć. Nazywam je w skrócie “posiadaniem lustra w domu”. Ideały w przyrodzie, jak wiadomo występują rzadko, z częstotliwością płetwala białego można by rzec… Każda kobieta ma mocne i słabe strony. A Jackie znała doskonale obie z nich. Bez umiejętności krytycznego spojrzenia na siebie nie byłaby zdolna wypracować zdolności prezentowania się w sposób, który z tej – spójrzmy prawdzie w oczy – atrakcyjnej – acz nie pięknej – kobiety czynił “boginie”. Taka jest okrutna prawda.

Mam pięć stóp wzrostu, brązowe włosy, kwadratową twarz i oczy tak koszmarnie szeroko rozstawione, że trzy tygodnie zajmuje mi znalezienie okularów, które zmieszczą się na mój nos

***

Tak napisała sama o sobie w roku 1951. Dwa lata później została żoną przyszłego – jednego z najważniejszych i najbardziej uwielbionych Prezydentów USA w XX wieku – Johna Fitzgeralda Kennedy’ego.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że uchodzące w obecnych czasach za niezwykle szykowne i doskonale ubrane tzw. Pierwsze Damy: Michelle Obama oraz Carla Bruni – żona byłego Prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego – zawdzięczają jej wiele – ba! powołują się na nią w swych inspiracjach. Twierdzę również, że cóż z tego, że fikcyjna – ale Prezydentowa – Claire Underwood również zalicza się do grona kobiecych postaci “na widoku publicznym” przy której garderobie widzę ducha Jackie…

jackie.3

Jacqueline Kennedy dała Amerykanom tę jedną rzecz, której im zawsze brakowało: majestat

jackie.2

Kiedy Jackie została żoną Prezydenta USA – nie tylko Amerykanie, ale cały świat wpatrywał się w nią z zachwytem, graniczącym z nabożną czcią. Zatrudniła jako swego “nadwornego krawca” Olega Cassiniego (nota bene projektant szył kreacje również dla innej ikony stylu – Grace Kelly, z którą – jak twierdzą biografowie – miał płomienny romans).

Styl Jackie za czasów prezydentury jej męża stał sie wyznacznikiem klasy. To Jacqueline Kennedy (za co ja osobiście biję przed nią pokłony) wprowadziła “pod strzechy” pojęcie less is more. Nie znosiła strojów, których atrybutem miało być wrażenie przepychu i bogactwa. Dostojeństwo? – o tak! Ale ona to rozumiała. To, że istnieje cienka, czerwona linia, która na zawsze oddziela tych, którzy nie umieją złapać dystansu i wyczucia od tych, którzy wiedzą gdzie przebiega granica między tymi łatwymi do pomylenia pojęciami. Nigdy nie sprawiała wrażenia osoby “przebranej”, ani chcącej swoim strojem zademonstrować posiadanie pieniędzy. Dużych pieniędzy. Nie hołdowała też epatowaniu tzw. kobiecością. Nie nosiła falbanek, tiulów, rzeczy nadmiernie dziewczęcych, cukierkowych i infantylnie seksapilicznych. Swój styl zbudowała żelazną konsekwencją – wierna jednej zasadzie – noszenia jedynie takich strojów, w których wyglądała jak “milion dolarów”. Choć mogły kosztować niewiele. Owszem – ubierała się zgodnie z jej statusem społecznym i materialnym, ale zawsze – bez ostentacji. Szybko stała się osobą podziwianą, kopiowaną i co naturalne – również obiektem zawiści.

jej garderoba była jak epidemia

Betty Ford – żona Prezydenta USA: Geralda Forda (rok zaprzysiężenia 1974)

To, co w przypadku Jackie jako żony Kennedy’ego było jedynie “wyśrubowaniem standardów” – w ramach pełnienia służby publicznej w roli Pierwszej Damy – czyli wprowadzenie do Białego Domu w roku 1960 szyku, klasy i elegancji, których Ameryka do jej czasów nigdy wcześniej nie zaznała – skrystalizowało się w kilka lat potem, gdy stała się w końcówce lat 60-tych zeszłego stulecia partnerką życiową greckiego milionera, armatora – legendy: Arystotelesa Onassisa.

Będąc wciąż osobą publiczną – ale jednak – uwolnioną od konieczności reprezentowania kogokolwiek innego niż ona sama – Jackie Kennedy-Onassis – wspięła sie na wyżyny możliwości, jakie dawały jej zarówno jej własny gust i styl, pozycja społeczna, jak i swoboda w ekspresji wyrażania siebie.

I w tym właśnie czasie – będąc już w dojrzałym wieku, prowadząc życie dużo bardziej swobodne i pozbawione rygorystycznej etykiety dyplomatycznej – doprowadziła do tego, że każde jej zdjęcie zrobione przez paparazzi – w sytuacjach całkiem prywatnych – stawało się gotowym wzorem do kopiowania.

jej styl to nie była tylko próżność, ale sposób życia. Nie zwykłe ozdabianie siebie, ale wyrażenie własnej, niepowtarzalnej wizji piękna

– Richard Martin, Costume Institute, Metropolitan Museum of Art

Jeśli styl Jackie Kennedy-Onassis można by streścić w jednym określeniu to byłoby nim “efortless chic” – niewymuszony szyk.

To jej zawdzięczamy kompletnie inne podejście do pojęcia “glamour”. I to ona pierwsza wymyśliła łączenie “wysokiego” z “niskim”: kaszmirowy, luksusowy sweter zakładała do jeansów, kupionych w Gapie.

Bo to Jackie wpadła na pomysł (patrzcie jak sprytnie!) – zastosowania odwrotności tego, co dekady wcześniej opracowała Coco Chanel – noszenia bezcennych precjozów jubilerskich do zwykłych T-shirtów, kupowanych w domu handlowym, połączenie taniej, bawełnianej cygańskiej spódnicy letniej z apaszką od Hermesa i luksusowo wykonanym paskiem. Kiedy pojechała w roku 1970 na Capri, kupiła sobie skórzane sandałki od miejscowego szewca Amadeo Canfory, które wyrabiał od lat, za klientki mając głównie miejscowe kobiety. Pasowały jak znalazł do wakacyjnego pobytu. W rok później, od kiedy się w nich pojawiła – ten włoski rzemieślnik był już bogaczem.

sandals

Dwa włoskie luksusowe domy mody zawdzięczają jej bardzo dużo. W 1968 roku Valentino zaprojektował dla niej suknię na ślub z Onassisem, na greckiej wyspie Skorpios. W ciągu kilku dni od jego daty –  złożono sześćdziesiąt zamówień na dokładnie ten sam model, nie licząc dziesiątek naśladownictw i podróbek, które natychmiast zalały rynek.

marriage

W latach 60tych – z kolei – Gucci – wymyślił pewien charakterystyczny model torby. Dużej, wygodnej, do noszenia na ramieniu, na krótkim uchu, z metalowym zapięciem. Dekadę później, kiedy zaczęła ją nosić Jackie – torba stała się – i jest do tej pory – wciąż jednym z najbardziej pożądanych wzorów tej marki. Na cześć sławnej posiadaczki – została zresztą nazwana “Jackie O”.

gucci-reedition-di-un-cult.asp41795img1

Z tricków i pomysłów na szykowny wygląd – opracowanych przez Jackie – do najbardziej znanych i kopiowanych należą:

  • Apaszka nie jest tylko na szyję, świetnie sprawdza się na głowie
  • Gigantyczne okulary przeciwsłoneczne to najlepszy przyjaciel osoby publicznej
  • Linia A to linia niezawodna. Zwłaszcza dla sukienek
  • Bloki kolorystyczne nigdy nie zrobią z ciebie choinki. Nie ważne czy to pastele, brązy i beże czy też czerń
  • Biały to nowy czarny. Noś się cała na biało (a już z pewnością w lato)
  • Rękawy trzy czwarte to najlepsza długość. Są zarowno eleganckie, jak i praktyczne.Tym bardziej jeśli masz piękne bransoletki, zegarek lub rękawiczki – będziesz mogła przy okazji je wyeksponować

Collage.jpg10

*** Wszystkie cytaty pochodzą z albumu „Magia stylu. Portrety dziesięciu kobiet, które zmieniły świat mody”, autorstwa Paola Saltari, z przedmową Anny Molinari.

You may also like

NURIEJEW bez kurtyny
CZŁOWIEK DELFIN
TIMOTHEE CHALAMET-świat oszalał na jego punkcie :-)…
McQUEEN

4 Komentarze

  1. Pingback : Kultura Osobista GRACE KELLY = IKONA… jak to łatwo powiedzieć... | Kultura Osobista

  2. Pingback : Kultura Osobista JACKIE | Kultura Osobista

Skomentuj