10
mar
2022
14

NAJGORSZY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE

NAJGORSZY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE (The Worst Person in the World) Reż. Joachim Trier; Scen. Joachim Trier & Eski Vogt; Wyk. Renate Reinsve, Anders Danielsen Lie, Herbert Nordrum, Norwegia, 2021

Dawno żaden film nie sprawił mi tyle dzikiej, kinofilskiej przyjemności co NAJGORSZY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE! Ta przewrotna i miejscami mocno ironiczna opowieść miksuje nad wyraz zgrabnie, a zarazem dojrzale kilka gatunków: komedię romantyczną, dramat psychologiczny i kino obyczajowe…Obraz ten ma cudownie unikalny klimat narracyjny, a jego świeże spojrzenie na tematykę, którą porusza – godne jest miana kina XXI wieku! Nie byłby z pewnością Najgorszy człowiek na świecie obrazem tak porażająco doskonałym gdyby nie kreująca rolę główną –  absolutnie zachwycająca Renate Reinsve!

Nie raz już wspominałam, przy okazji innych tekstów o mojej wyraźnej admiracji dla tzw. kina skandynawskiego. Jest to oczywiście grube uproszczenie i generalizacja, niemniej uważam, że twórcy reprezentujący ten obszar Europy wnoszą do światowej kinematografii coś niezwykle dla niej ważnego. A jest tym: precyzja i ostrość spojrzenia, połączona z umiejętnością budowania klimatu nieoczywistego i zaskakującego w absolutnie spójny i klarowny narracyjnie sposób. Mnie to zawsze zachwyca!

Co do najnowszego obrazu cenionego norweskiego reżysera Joachima Triera (rocznik 1974), przyznaję się bez bicia, że nie widziałam jego debiutu w fabule z 2006 roku, pt. „Reprise”. Z kolejnych pozycji w jego nie tak znowu bogatej filmografii zdecydowanie najlepiej oceniam „Głośniej od bomb”, być może dlatego, że oprócz dobrze skonstruowanej historii jest to także obraz mocno refleksyjny, zajmujący się tematyką (niestety) stale więcej niż aktualną społecznie i charakteryzujący się doskonałą obsadą i takimiż kreacjami aktorskimi. A to dla mnie zawsze jest więcej niż istotne, i nic na to nie poradzę…

Na pojawienie się na ekranach polskich kin Najgorszego człowieka na świecie – oczekiwałam niecierpliwie, a szczególnie od chwili kiedy okazało się, że grająca w nim główną rolę Renate Reinsve otrzymała w zeszłym roku na MFF w Cannes nagrodę dla najlepszej aktorki – przy dodajmy – bardzo dużej konkurencji znacznie bardziej doświadczonych od niej koleżanek po fachu. A i sam film był nominowany do Złotej Palmy. No, wiadomo, nagrody – nagrodami. Znacie moje zdanie, to nigdy nie jest ani „obiektywne”, ani „sprawiedliwe”, bo takie być nie może (niejako z zasady moim zdaniem), ale ważne jest jednak dla mnie czy nie jest takowy werdykt kiedy się z daną kreacją już zapoznam – rozczarowujący (a tak się czasami zdarza). W tym przypadku jestem zgodna z canneńskim jury: kreacja Reinsve jest POWALAJĄCA.

A i sam Najgorszy człowiek na świecie (do jego mocno ironicznego i przewrotnego tytułu jeszcze powrócę) okazał się być godzien wszystkich nominacji do najważniejszych statuj w świecie filmu. Najnowszy obraz Triera otrzymał je i do Cezara i do Bafta, a za chwilę powalczy o Oscara w dwóch kategoriach: Najlepszy Film Międzynarodowy i Najlepszy Scenariusz Oryginalny. I nie ukrywam – jest to jeden z moich absolutnych tegorocznych faworytów w obu tych kategoriach…

 *  *  *

W Najgorszym człowieku na świecie zachwyca mnie wszystko. Od A do Z. A to nie zdarza mi się wcale tak często. Już sam tytuł tego obrazu powoduje szybsze bicie mojego kinofilskiego serduszka z psychologicznym wykształceniem i socjologicznym zacięciem w tle 🙂 …. Bo, pomyślcie sami jaki to jest tytuł? Co sugeruje? A kiedy weźmie się pod uwagę pokoleniowe kwestie, czyli słownik jakim posługują się ludzie w wieku głównej bohaterki – nabiera on cudownie ironicznego zabarwienia 🙂 

Piona dla Joachima Triera jako pomysłodawcy!

Kim zatem jest główna bohaterka? To niejaka Julie, która niebawem skończy lat 30. A jej perypetie, od czasu kiedy weszła w tzw. dorosłość rozpoczynając studia i życie na własny rachunek Trier przedstawia w krótkich scenkach rodzajowych (mnie one mocno rozbawiły i spowodowały, że już w 5 minucie projekcji poczułam się przez obraz Najgorszy człowiek na świecie – „kupiona”). 

Co więcej – przyznaję również – że jest to dokładnie takie kino, które kocham z jeszcze jednego (dość przewrotnego, ale jednak z kinofilskiego punktu widzenia – absolutnie kluczowego!) powodu: otóż gdyby chcieć w „krótkich żołnierskich słowach” streścić jego fabułę – wychodzi banał nad banałami… ALE, no właśnie to ALE. Historia jakich (teoretycznie) wiele w tym przypadku bawi, wzrusza, pochłania, skłania do refleksji, wciąga, zasysa (i jeszcze wiele innych określeń) dzięki dokładnie temu wszystkiemu na czym polega tajemnica robienia wspaniałego kina!

Chapeau bas Panie Trier! Chapeau bas! 

Obraz Najgorszy człowiek na świecie charakteryzuje bowiem nie tyle „unikalna treść” rozumiana jako „streszczenie fabuły” ale unikalna forma jej opowiedzenia, jej błyskotliwość, inteligencja, wnikliwość, figlarność, zadziorność i wdzięk. A kiedy trzeba – nuta powagi. Podane w odpowiednich i doskonale zmieszanych proporcjach. Genialne dialogi, świetne zdjęcia, montaż, scenografia, rytm, ścieżka dźwiękowa, a przede wszystkim wspaniale dobrana obsada i doskonałe kreacje aktorskie wszystkich czołowych postaci, w której prym wiedzie – jeszcze raz podkreślę – zjawiskowa  Renate Reinsve – robią ten film dokładnie tym czym jest film jako sztuka!

Chapeau bas Panie Trier! Chapeau bas! 

*  *  *

Zatem, w skrócie – o Julie – kiedy to Najgorszy człowiek na świecie nabiera rumieńców dowiadywać się będziemy podążając poprzez kolejne „rozdziały” o niej opowiadające. Mają one bombastycznie dobrze dobrane tytuły punktujące podsumowania kolejnych, najważniejszych etapów życia bohaterki. Jak wiele kobiet na świecie tak i Julie wieloletniego partnera poznała przez przypadek, na pewnej imprezie. Aksel (kreuje go absolutnie świetnie Anders Danielsen Lie, który z Trierem już wcześniej pracował przy okazji „Oslo 31 sierpnia”) jest niszowym ale tzw. kultowym rysownikiem komiksowym, sporo od niej starszym. A to – całkowicie obiektywnie (psychologicznie i socjologicznie) – różnica „w pewnym wieku” – nie do pogodzenia …Bo jest to właśnie taka różnica, w której on już wie doskonale czego chce od życia, od związku, no i od Julie. A ona zaś nie wie o sobie za wiele, cały czas szuka drogi do realizacji swojego „ja” choćby zawodowo, a co do relacji z mężczyzną – wie tylko tyle, że chciałaby czuć się w niej spełniona, szczęśliwa, doceniana i wspierana w swoich dążeniach do samorealizacji.  Dla Julie – z jej perspektywy – jej niespełna 30 lat – Aksel zatem: ma swoje wspaniałe zalety, ale ma też swoje bardzo irytujące wady. A przede wszystkim ma coś – czego nie ma (i nie wie czy mieć chce) Julie na jej etapie życia: ustalony, „rutyniarski” sposób działań i funkcjonowania w świecie, znajomych którzy żyją życiem rodzinnym i dla Julie zniechęcająco „dorosłym” w ich „upupieniu” w dzieciach i domaganiach które przed nimi stawiają. A przede wszystkim w relacjach, które wydają się jej kwintesencją nudy, sztampy i hipokryzji. I choć sama mam już pół wieku na karku, to szczęśliwie „nie zapomniał wół jak cielęciem był”. Nie ma w tym o czym opowiada Joachim Trier – cienia fałszu… 

I tak się to toczy, aż pewnego razu, całkiem przez przypadek, na pewnej imprezie Julie pozna niejakiego Eivinda (bardzo dobry Herbert Nordrum) – koleżkę nieco od siebie młodszego. Który zda się jej Aksela – całkowitym przeciwieństwem. Pewnym siebie, wyluzowanym i spontanicznym w zachowaniach. Julie spędzi z nim całą noc, a to co się między nimi wydarzy (a nie będzie to seks ani zdrada w stereotypowym ujęciu) rozpocznie proces. W którym Julie będzie się zastanawiać czy to właśnie nie on jest tym „czymś” i kimś kogo w życiu potrzebuje. Z kim jej będzie lepiej i bardziej atrakcyjnie niż z Akselem…

*  *  *

W moim odczuciu Najgorszy człowiek na świecie to opowieść, którą mogłabym nazwać „roboczo” obrazem pokoleniowym, acz mając na uwadze fakt, że opowiada o reprezentantce pewnego, konkretnego świata: czyli świata kobiet białych, nie mających większych problemów finansowych i życiowych. Julie nie brakuje niczego. Ani urody, ani inteligencji, ani zdrowia, ani talentów. I żyje w Oslo (czyli w kraju bogatym i sympatycznym do życia, że tak to ujmę), a jej życie z racji na to na jakim etapie znajduje się cywilizacja w której funkcjonuje oraz jej geopolityczny kontekst – jaki dla niej stanowi – jest zatem życiem kogoś kto się dopiero „staje” jako kobieta i jako dorosły – na sposób więcej niż komfortowy… I bardzo proszę aby nie traktować tej uwagi jako asumpt do „wylewania dziecka z kąpielą”. Kino jest tak samo sztuką jak i zwierciadłem świata w którym realnie funkcjonuje. A świetne kino (a to nim jest) jest jednym i drugim. Zatem jest obrazem pewnej rzeczywistości, na jej pewnych warunkach. Kropka.

Nie lubię porównań, ale gdybym miała obraz Najgorszy człowiek na świecie z innym próbować – choć trochę na siłę – skleić, powiedziałbym, że najbliżej mu do „Frances Ha” Noaha Baumbacha… To taki uproszczony rodzaj „referencji” dla tych, którzy lubią czytając recenzje wiedzieć do czego ewentualnie mogliby odnieść dany obraz decydując się na to czy go obejrzeć czy nie. 

Dla mnie – osobiście – Najgorszy człowiek na świecie jest dziełem całkowicie autonomicznym, na swój sposób – unikalnym. W którym norweskie, wielkomiejskie życie bohaterki jest w moim odczuciu jedynie kontekstem – doskonale sportretowanym i doskonale psychologicznie ujętym z perspektywy reżysera, który ma lat 45 + i przygląda się pokoleniu ludzi znacznie od siebie młodszych uważnie i z dużą dozą wnikliwości w wyłapywaniu sedna różnic mentalnych pomiędzy  tzw. pokoleniem millenialsów, a pokoleniem, które reprezentuje Joachim Trier (nie wspominając o wcześniejszych). I dotyczą one – co bardzo ważne dla tego filmu – obu płci!

W mojej ocenie – jego obserwacje są niezwykle trafne. Świetnie wypunktowane. Właśnie dlatego, że nie skupiają się jedynie na tzw. uniwersaliach czyli „konflikcie pokoleń” a na tym, że Najgorszy człowiek na świecie fenomenalnie dobrze pokazuje (poniekąd) procesy jakie zadziały się w świecie zachodniej, konsumpcyjnej cywilizacji jako takiej, w kulturze, w mediach (wraz z rozwojem social mediów) i co najważniejsze w przemianach jakie dokonały się w dyskursie o kobiecości i męskości. 

I jeżeli miałabym wskazać jeden, jedyny powód dla którego uważam najnowszy obraz Joachima Triera za doskonały tak formalnie, jak i koncepcyjnie – to fakt, że scenariusz / narracja Najgorszego człowieka na świecie doskonale chwyta tzw. Zeitgeist. Chwyta to co się dzieje. Dokładnie teraz i tu. Z pokoleniem i w pokoleniu kobiet – które reprezentuje zachodnioeuropejska Julie – obecna trzydziestolatka!

Kobieta z pokolenia, które niejako immanentnie nie zgadza się na bycie w jakiejkolwiek roli, do jakiej kobiety przygotowywała kultura do tej pory. Nie zgadza się na to żeby jej życie miało powielać to, co stało się udziałem przeszłych pokoleń. Nie chce być kimś kto jest podobny do swojej matki i nie zamierza pędzić życia powielającego jej decyzje i wybory. Nie chce być kobietą, która idzie tylko „kroczek naprzód”, na drodze jaką wcześniej kroczyła jej rodzicielka i pokolenia przed nią. 

Julie nie wie czy pierwszy wybór jej studiów, których ukończenie z pewnością dałoby jej atrakcyjne finansowo i ustabilizowane życie – „jest wyborem właściwego zawodu” – bo się na nie dostała choć egzaminy były ciężkie, kandydatów wielu a i ona sama nie ma problemów z przyswajaniem tzw. wiedzy. Julie nie wie jaki partner jest partnerem na życie, a jaki jest jedynie „na chwilę”. Julie nie wie czy facet, który fascynuje ją intelektualnie jest „lepszy” niż  ten z którym ma zajebisty seks. I czy jest to ważniejsze. Na zawsze? Kiedy? Pod jakimi warunkami?

Julie nie wie czy wybór zawodu, profesji, z której będzie mogła się samodzielnie i dobrze utrzymać to coś co ma być „wykoncypowane” merkantylnie czy może jest czymś co musi sprawdzić – czy jej „pasuje”.

Julie nie wie czy „powinna mieć dziecko”. Może tak, może nie. Ale nie zamierza tej decyzji poddawać cudzym opiniom. 

Julie szuka odpowiedzi co do tego kim chce być i co uczyni ją szczęśliwą – a nie je przyjmuje! Stale. W sposób mądry i głupi, spontaniczny i rozważny. Płaci za to swoje ceny. Ale idzie dalej. I dalej szuka. Bo to czego szuka – to ona – ona sama. Taka jaką będzie kiedyś, jako dorosła i spełniona Julie. Julie zadowolona z życia.

I dlatego też tytuł tego obrazu uważam za genialny. Chapeau bas panie Joachim Trier!

Najgorszy człowiek na świecie to opowieść o młodej kobiecie, która nie zgadza się na to aby być kimś, kim być nie chce i żyć życiem ustanowionym przez innych. I już. 

Taka kobieta w świecie w jakim (wciąż) żyjemy to zaiste Najgorszy człowiek na świecie 😉 

***Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu NAJGORSZY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE na rynku polskim: M2Films

You may also like

Pierwsza retrospektywa filmów SUSAN SONTAG w Polsce
BOSCY
Podaruj sobie odrobinę klasyki – czyli o ARTEKINO CLASSICS…
FILM BALKONOWY

Skomentuj