8
gru
2021
23

POWRÓT DO TAMTYCH DNI

POWRÓT DO TAMTYCH DNI Reż. & Scen. Konrad Aksinowicz, Wyk. Maciej Stuhr, Teodor Koziar, Weronika Książkiewicz, Katarzyna Warnke, Anna Majcher, Polska, 2021

POWRÓT DO TAMTYCH DNI tytuł ma brzmiący przyjemnie, a na pewno nostalgicznie. I po części takim obrazem jest. Ale przede wszystkim jest udaną próbą wiwisekcji pewnej epoki, która ukształtowała pokolenie obecnych czterdziestoparolatków, jak i wielkiego społecznego problemu jaki stanowi w Polsce choroba alkoholowa… Powrót do tamtych dni to film ważny, mądry i przejmujący w swej wymowie. I bardzo nam wszystkim potrzebny!

Powrót do tamtych dni na tegorocznym FPFF w Gdyni brał udział w konkursie głównym i choć nie zdobył nagrody – został bardzo ciepło przyjęty przez publiczność. Nie dziwię się, bo też tematyka jaką porusza jest jedną z najbardziej dotkliwych w kraju, w którym wszyscy mieszkamy. I jeżeli nie dotyczy(ła) nas nigdy osobiście, to z pewnością w najbliższym otoczeniu większość z nas się z nią na taki czy inny sposób zetknęła… Jestem od reżysera tego obrazu tylko nieco starsza i doskonale wiem, że to o czym opowiada świetnie oddaje realia (scenografia, kostiumy, muzyka) nie tylko epoki lat 90-tych, ale przede wszystkim realia domu, w którym dziecko ma do czynienia z problemem alkoholowym rodzica.

Podobnie do Aksinowicza rozumiem perspektywę małolata z Polski zachłyśniętego i zafascynowanego dobrami konsumpcyjnymi świata zachodniego. I doskonale wiem (a może jeszcze lepiej bom starsza?) jak bardzo szpanowało się wtedy wśród rówieśników posiadaniem tego, co można było kupić lata całe jedynie za dewizy w Peweksie lub Baltonie. Nigdy w życiu nie zapomnę tego, kiedy jako 13 latka pojawiłam się w mojej podstawówce w nowiutkich, oryginalnych Wranglerach oraz bluzie “Fruit of the loom” “z paczki”. Stałam na korytarzu na przerwie i chłonęłam każdym porem to, co się w związku z tym wydarzyło. Byłam przez jeden dzień “królową balu”. Padały na mnie spojrzenia tak tęskne, tak bardzo rozmaślone, tak zawistne, a przede wszystkim tak pełne pożądania dla tych dwóch składowych mojego stroju, że czułam się tak jakbym miała na sobie jakiś rodzaj kostiumu super-hero…

*    *    *

Miałem dużo Lego, ojciec przywoził fajne płyty, ale też pił. To taki mój powrót do dzieciństwa. Zachowując wszelkie proporcje, taki mój „Amarcord”. Mój ojciec wyjechał do Kanady w nadziei na lepsze jutro. Plan był taki, że do niego dołączymy…

Napisałem do wszystkich moich znajomych z podwórka, których nie widziałem trzydzieści lat. Wielu z nich widziało się pierwszy raz od czasów dzieciństwa. Jeden z chłopaków mocno mnie zaskoczył. Zaczęliśmy rozmawiać i opowiedział mi, że jego ojciec też był alkoholikiem. Nigdy bym nie przypuszczał, zresztą w drugą stronę było podobnie. Nagle okazało się, że dzielimy tę samą historię. To było niesamowite, że żaden z nas o tym nie wiedział…

Konrad Aksinowiczreżyser i scenarzysta filmu Powrót do tamtych dni

Wrocławskie blokowisko, pamiętające czasy głębokiego PRL. Początek lat 90tych. 14 letni Tomek Malinowski (Teodor Koziar) mieszka jedynie z matką (bardzo dobra Weronika Książkiewicz), bo podobnie jak wielu jego rówieśników wychowuje się bez ojca, który wyemigrował do USA. Nie wiemy jak długo go już nie ma w Polsce, ale można przypuszczać, że co najmniej kilka lat…

Narracja Powrotu do tamtych dni zrazu zdaje się nostalgicznym obrazkiem, w którym reżyser udał się w melancholijny powrót do przeszłości, do czasów, których obecne pokolenie Z ani nie zna ani nie rozumie. Bo były to czasy w Polsce nie tylko gigantycznej zmiany, olbrzymiego przełomu politycznego i ekonomicznego, ale czasy, w których (co widać wyraźnie dopiero dziś) dokonywał się swego rodzaju “szpagat” społeczny. Gwałtowne rozwarstwienie. Ze społeczeństwa homogenicznego (przykrojonego siłą przez realny socjalizm do koślawej urawniłowki), “w którym czy się stoi czy się leży tysiąc pięćset się należy” przeszliśmy w “ustrój kapitalistyczny”, który jednych windował do świata sukcesu i prosperity, drugich wrzucał w otchłań. I nie rządziły tym żadne wcześniej znane komukolwiek reguły. Pogubić się można było więcej niż łatwo. Ludzie, którzy wcześniej podejmowali decyzje o tym, że opuszczą PRL i rodzinę, by zarobić w wielkim świecie na lepszą przyszłość – kiedy wracali – lądowali na swego rodzaju dziwnej planecie. Ale wcześniej przechodzili bardzo często przez traumy życia emigranckiego. Nie zawsze legalnego. Ale nawet jeżeli tak – życia, do którego wyjeżdżając z Polski nie byli w ogóle mentalnie przygotowani. I które częściej niż często było mocno psychologicznie obciążające. Osobiście znam co najmniej kilka rodzin, które mają takie doświadczenie na koncie. I nie są to “pozytywne historie”…

W filmie Powrót do tamtych dni Konrad Aksinowicz postawił na narracje z perspektywy Tomka – nastolatka. Dzieciaka, którego rodzina miała problemy zanim jego ojciec Alek (doskonały Maciej Stuhr) wyjechał do Ameryki. I których wyjazd ten rzecz jasna szansy zmienić nie miał. Choć oczywiście teoretycznie – by mógł. Ale przede wszystkim jest to film o wyparciu konieczności walki z problemem alkoholowym w polskich rodzinach, o wstydzie tych, którzy żyją z ludźmi mającymi problem alkoholowy, o niemożności wyjścia z takiego układu, stałym poczuciu lęku, jaki mu towarzyszy, pułapce psychologicznej i uwikłaniu emocjonalnym – jakim prędzej czy później taka sytuacja się staje…

Bo Alek, niespodziewanie dla swojej żony, którą kocha i syna Tomka, którego kocha, dla którego na emigracji nagrywał taśmy, którego na swój sposób tak właśnie próbował wychowywać “zaoceanicznie” nagle wraca do Polski, do “ojczyzny”, do domu, i do tego samego mieszkania na wrocławskim osiedlu. Początkowo jest wielka radość, nadzieja i łzy wzruszenia. Jest Tomkowy chwilowy splendor w szkole, wśród rówieśników wynikły z tego, że jego ojciec po powrocie zasypuje go prezentami, o których marzą wszyscy jego koledzy i koleżanki. Ma najnowsze modele klocków lego, nowe buty Nike’a, a w ich mikro mieszkanku na osiedlu z wielkiej płyty pojawia się nawet mroczny przedmiot pożądania wszystkich ludzi tamtej epoki: magnetowid!

Ale ojciec Tomka w nową rzeczywistość w wolnej Polsce wdaje się niestety ze starym problemem. Kiedyś już pił, kiedyś picie rzucił, ale zawsze pił za dużo. I już wcześniej nie radził sobie z narastającą chorobą alkoholową. O czym będziemy się dowiadywać wraz z akcją filmu, która zweksluje w jednej trzeciej w stronę dramatu psychologicznego na temat, który – choć minęło już tyle lat od czasu “upadku komuny” – jest stałym, ropiejącym wrzodem na tkance naszego społeczeństwa. A jest nim nie tylko alkoholizm jako choroba. Jest nim alkoholizm niczym rak toczący organizmy całych rodzin, traumatyzujący w skali mikro. A potem makro. Zataczający kręgi i obejmujący swoim obszarem też najbliższych chorego. Alkoholizm jednego z członków rodziny to współuzależnienie, to syndrom “żony pijaka”, to syndrom ofiary, a przede wszystkim to kwestia tego, że dzieci alkoholików są przez nich naznaczane na całe życie…

W Polsce (najnowsze dane statystyczne – sic!) żyje obecnie około miliona (słownie MILIONA) dzieci chowanych w rodzinach z problemem alkoholowym. Podkreśliłam “dane statystyczne” specjalnie – bo jest to liczba zatrważająca! A trzeba pamiętać, że przez dane statystyczne w tym przypadku rozumie się wyłącznie to, co wyłapuje w naszym kraju bardzo koślawo w tym zakresie skonstruowany system (opieka społeczna, statystyki policyjne i z różnych instytucji pomocowych gdzie odnotowywane są zgłoszenia własne oraz z “doniesień” rejestrujące wykroczenia rodziców “po alkoholu” wobec dzieci ). Dane na temat DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) w Polsce to farsa. Programy pomocowe refundowane z NFZ w zasadzie nie działają. A liczba zarejestrowanych osób, które kiedykolwiek z nich korzystały nie oddaje nawet promila skali…Reszta wpada w “szara strefę” czyli do obszaru nie rejestrowanego (prywatna służba zdrowia, płatne z własnej kieszeni terapie, etc.)

Powrót do tamtych dni jest filmem, który zatem podstawia nam pod nos nie tylko historię rodziny Malinowskich, spaprane przez alkoholizm ojca dzieciństwo jego syna – Tomka i najlepsze lata jego żony. Ale problem tego kraju pokazany jak na tacy w skali mikro. Ponieważ w Polsce – pije się na potęgę. W każdej warstwie społecznej. I finansowej. To też przyzwolenie społeczne na picie i jego konsekwencje jest w naszym kraju przewielkie, poziom wyparcia monstrualny, a tabuizacja problemów z chorobą alkoholowa związanych – kolosalna! Trudno żeby było inaczej, skoro ci, którzy nie piją lub picia odmawiają muszę mieć bardzo silną osobowość i wykazywać się nie lada konsekwencją oraz żelaznym charakterem w zasadzie w każdej sytuacji towarzyskiej, aby nie ulegać stałej presji większości, bo przecież „jak to?, no co ty? ze mną się nie napijesz?”…

Problem alkoholowy w Polsce zatem to jest “problem” dopiero na takim poziomie, który porusza Aksinowicz w swoim filmie. I jest to na serio – przerażające! Bo w Polsce – zanim ten problem nie stanie się obszarem ambarasu, wstydu, upokorzenia, stygmatyzacji i czymś, co nabiera znaczenia tak już poważnego, że nie da się temu zaprzeczyć na żadnym poziomie – jest to kwestia, którą wszyscy zamiatają pod dywan. Nie chcąc o nim rozmawiać, nie chcąc go widzieć, ani o nim słuchać. A przede wszystkim stale siebie oszukując na temat rozmiarów tego problemu. Żyjemy w kraju, który pod tym względem jest krajem całkowitej patologii, w którym – trzymając się statystyk jedynie – co czwarta rodzina na dziesięć powinna być objęta psychologicznym programem pomocowym…

*    *   *

O Powrocie do tamtych dni od strony czysto kinematograficznej nie pisałabym tak dobrze, co przyznaje szczerze, gdyby nie to, że zajmuje się właśnie tą tematyka. I to w rejestrach innych, niż te, które na przykład zajmują Wojciecha Smarzowskiego wraz z przynależną mu jego osobistą konwencją narracyjną. Obraz Konrada Aksinowicza poruszył mnie tym, że o realnym, bardzo poważnym problemie jakim jest alkoholizm w Polsce opowiada w swoim najnowszym filmie na sposób inny. Acz nie znaczy to, że mnie bolesny czy też mniej wiarygodny. W moim odbiorze Powrót do tamtych dni ma być przyczynkiem do refleksji, nad tym jak chorobę alkoholową może postrzegać dziecko! I to właśnie uważam za jego największą wartość. Bo alkoholizm rodzica jest problem najtrudniejszym i najbardziej złożonym psychologicznie – dla dziecka właśnie. Aksinowicz nie ujął go z perspektywy “patologii”. Nie ujął go z perspektywy obecnie dorosłego mężczyzny, który kiedyś był chłopcem – synem alkoholika – jako opowieści prostej, dosadnej i zero jedynkowej o ojcu – patologicznym. Tak bywa. Ale jest bardzo ważne żeby mówić także o tym, że nie zawsze, ale nie znaczy to, że bez bolesnych reperkusji. W tym przypadku mowa jest o ojcu – figurze niezwykle ważnej dla każdego syna – kochającym. O ojcu, który miał wszelkie zadatki na to by być ojcem nie tylko dobrym, ale wspaniałym. A finalnie nie był w stanie swojego ojcostwa udźwignąć – pokonany przez wódkę. I choć Tomka nigdy nie spotyka ze strony ojca przemoc fizyczna – o tym jak straszne krzywdy to robi w psychice dziecka.

Alkoholizm jaki przedstawia Aksinowicz w swoim filmie traktuje jako niezwykle cenny i bardzo ważny głos w polskiej, współczesnej kinematografii, i jest to niezbywalna wartość tego filmu (choć formalnie – jeżeli chodzi o położenie akcentów i poprowadzenie scenariusza mam co nieco zastrzeżeń). Uważam jednakże, że w przypadku Powrotu do tamtych dni byłabym niepotrzebnie czepialska i małostkowa – skupiając się na pewnych jego mieliznach, czysto narracyjnych. Rzeczy trzeba mierzyć właściwą miarą. W tym przypadku jest nią tematyka: bardzo złożona psychologicznie i kulturowo, a przede wszystkim ultra ważna społecznie. Co więcej Aksinowicz wykazał się wielką odwagą dokonując niejako tym filmem swoistego “coming out” – gdyż zadedykował go swojemu ojcu i publicznie przyznał się do bycia DDA. I wyszedł z tej próby – moim zdaniem – zwycięsko. To film – odsłonięcie miękkiego podbrzusza. Ale nie tylko. To film któremu się udaje dotknąć sedna kwestii bardzo istotnych, złożonych, poprzez to, że spogląda na problem alkoholizmu z perspektywy o której trzeba wołać. Na cały głos. Bo to głos tych, których nikt w tym kraju na masową skalę nie słyszy, nie widzi i którymi ten kraj się nie zajmuje. Głos tych, którzy musieli z tym żyć i sobie z tym radzić, bo nikt nigdy w tym kraju im nie powiedział, ani nie nauczył, że jeżeli sobie nie poradzą sami to ktokolwiek jakkolwiek im w tym pomoże. A takich chłopców jak Tomek Malinowski – bohater główny tego filmu – są w Polsce miliony…

I za to Powrót do tamtych dni szanuje bardzo!

 

 

*** Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu POWRÓT DO TAMTYCH DNI na rynku polskim: Kino Świat

You may also like

PARYŻ, 13. DZIELNICA
WINONA RYDER: mistrzyni, outsiderka
MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI
MEN

Skomentuj