7
Lip
2020
4

MAGNETIC

MAGNETIC (Magnetic), scenariusz & reżyseria Thierry Donard, Francja, 2018, Dostępny na Netflix

MAGNETIC ogląda się z wypiekami na twarzy i z podziwem dla wszystkich ludzi, którzy są w nim sportretowani. A są to rekordziści i czołowi zawodnicy w sportach ekstremalnych. Piękno i majestat natury zespolone z ich fantastycznymi wyczynami, które dzięki dzisiejszym możliwościom technologicznym można ukazać w całej ich krasie – mnie osobiście zachwyciły. I skłoniły do podzielenia się tym zachwytem na blogu…

A było to tak: jak wspominałam w tekście “Oda do Tatr, czyli jak poszłam się wspinać” nigdy nie złapałam zajawki na sporty ekstremalne. Ale mam wiele podziwu pomieszanego z fascynacją dla ludzi, którzy wręcz przeciwnie – czemu dałam wyraz w recenzji absolutnie fenomenalnego, nagrodzonego Oscarem dokumentu pt. „Free solo” o Alexie Honnoldzie – wybitnym wspinaczu freesolowym. Być może ważne jest także i to, że mój partner życiowy może nie należy do grupy uprawiających sporty ekstremalne w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale aspiruje i raz po raz się w nich realizuje…I to on namówił mnie na obejrzenie filmu Magnetic, który z kolei polecił mu kolega. A o którego istnieniu (nota bene jest kolejnym z serii) nie miałam bladego pojęcia. Sama na jego poszukiwanie na Netfliksie bym nie wpadła…

Za Magnetic odpowiada Thierry Donard – francuski reżyser, scenarzysta i producent od prawie 30 lat zajmujący się kręceniem dokumentów poświęconych sportom ekstremalnym i ludziom, którzy poświęcili im swoje życie. Jest autorem serii: “Nuit de la glisse”. Oraz najbardziej (globalnie) kojarzony jako autor obrazu pod znamiennym tytułem “Don’t Crack Under Pressure”. Żadnego z nich nie widziałam, więc wypowiedzieć się nie mogę…

Co do Magnetic – napiszę to od razu – bo zdajsie z tego powodu filmy Donarda nie cieszą się wielką estymą wśród krytyków filmowych – trudno go nazwać obrazem dokumentalnym – w ścisłym znaczeniu tego słowa. Mojej uwadze nie uszło także i to, że jednym z głównych sponsorów Magnetic jest marka Tag Heuer. Jedna z najstarszych (rok powstania 1860) szwajcarskich firm produkujących luksusowe zegarki. Która to marka od lat promuje się PR’owo za pomocą kontraktów z najsłynniejszymi zawodnikami sportowymi na świecie. Choć nie tylko. Reklamowały ją także największe gwiazdy Hollywood z Umą Thurman, Leonardo Di Caprio i Bradem Pittem na czele… Jest to raczej zatem rodzaj pełnometrażowego filmu promującego sporty ekstremalne jako sposób na życie, zrobiony z pozycji kogoś, kto się nimi fascynuje i kto podziwia umiejętności / maestrie / osiągnięcia najlepszych zawodników w kilku prezentowanych w nim dyscyplinach. A są nimi surfing, kite-surfing, paralotniarstwo, snowboarding, jazda wysokogórska na rowerze / free style BMX oraz od jakiegoś czasu znany w Polsce mocniej, za sprawą wspaniałego Andrzeja Bargiela – skialpinizm czyli narciarstwo wysokogórskie.

W Magnetic podążając za wyczynami wybitnych, jednych z najlepszych na świecie sportowców – będziemy zatem “zwiedzać świat” – od Francji, przez Szwajcarię, po Portugalię aż do Nowej Zelandii, Pakistanu i Tahiti, by podziwiać wyczyny ludzi, którzy potrafią rzeczy, które nie mieszczą się (w mojej napewno) tzw. zwykłym ludziom w głowie…

Jeżeli chodzi o wspomniane dyscypliny sportów ekstremalnych – każdy, jak sądzę, kto się w ogóle nimi interesuje nawet pobieżnie – ma w ich przypadku nieco inne fascynacje. Ja też. Przyznam się zatem od razu, że największe wrażenie zrobiły na mnie w Magnetic fragmenty poświęcone surfingowi (pisałam o nim: tu i tu), które zresztą zaczynają ten film. W miejscu bardzo znamiennym – o którego istnieniu nie miałam pojęcia (ykhm). A jest nim Praia del Norte w Portugalii. Gdzie jedynie kilka razy do roku powstają największe na świecie fale. Sięgające wysokości kilkudziesięciu metrów (sic!). Przypuszczam, że tym, którzy pasjonują się surfingiem na serio i go uprawiają nazwiska takie jak Garett McNammara (rekordzista świata z 2011) czy Maya Gabeira – rekordzistka świata wśród kobiet (zrobiła 20 metrową falę!) są znane. Nie ma co gadać, to trzeba zobaczyć, czym jest profesjonalne mierzenie się z taką potęgą i to co potrafią wyczyniać ludzie, którzy do tego miejsca w Europie pielgrzymują właśnie po to, by się z tymi kolosami zmierzyć!

Rozdziawił mi także paszczę z podziwu Wille Lindberg. Narciarz wysokogórski. Długie przygotowania do zjazdu ze szczytu L’Amone w masywie Mont Blanc (około 4.000 m.n.p.m) – a jest to pionowa, oblodzona skała – to jest taki sztos w oglądaniu, że klękajcie narody!

I tu dochodzę do sedna. Magnetic ogląda się świetnie. Bo jest to robota wysoce profesjonalna tak jeżeli chodzi o zdjęcia, jak i montaż. Wspominana przeze mnie wcześniej jakże istotna technologia – ma znaczenie. Nie byłby ten film tak zapierającym dech w piersi gdyby nie możliwość ujęć z drona i duże pieniądze wydatkowane na pokazanie majestatu przyrody oraz tego jak wspaniałych rzeczy jest dokonać człowiek, który porywa się na nomen omen ekstrema…

 *  *  * 

I w zasadzie na tym skończyć mogłabym te nie tyle “recenzję”, co tekst poświęcony filmowi Magnetic. Mam bowiem pełną świadomość tego, że nie jest to film tak samo atrakcyjny dla każdego. Nie wiem komu jest marketingowo rzecz ujmując “dedykowany” – mnie potencjalnie – nie 😉  – Ale raczej – jeżeli miałabym stawiać hipotezę – nazwijmy to tak – to dość niszowej, globalnie ujmując, grupie ludzi. Tych, którzy są pasjonatami i fascynatami sportów ekstremalnych w ogóle, a nawet więcej – w sportach tych, w pokonywaniu wydawałoby się barier nie do pokonania – widzą sens. Piękno. I znaczenie. I podziwiają tych, którzy są w tym najlepsi, nawet jeżeli oni sami są przeciętni lub reprezentują poziom podstawowy… Kanapowców i ludzi, którzy nigdy nie doznali najmniejszych nawet uczuć związanych z tym jak to jest być kimś, kto mierzy się z wyzwaniem sportowym, przez innych lub siebie samego uznawanych za “niemożliwe” – może wręcz (nawet pomimo wybitnych walorów zdjęciowych) Magnetic zwyczajnie nie interesować lub wręcz irytować…

Czemu o tym piszę? Ano dlatego, że przygotowując ten tekst weszłam na Imdb (International movie database), największą bazę filmową na świecie, z której korzystam zawsze kiedy piszę recenzje. Mam w jednym miejscu przy danym obrazie zgromadzone wszystkie informacje na temat jego twórców od A do Z, uzyskane nagrody, etc. A w przypadku filmów, o których piszę – nie mając dostępu do materiałów prasowych – także w celu podlinkowania zdjęć ilustrujących tekst. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że poza kilkoma wersjami plakatu – zdjęć do Magnetic – nie ma żadnych. Jak i nie ma ani jednej recenzji z jakichkolwiek mediów zajmujących się recenzjami filmów, w żadnym języku… Za to – okazało się, że jest dość sporo recenzji tzw. użytkowników. Szybko sprawdziłam – Magnetic na amerykańskim Netfliksie pojawił się dopiero w czerwcu tego roku.

I ich czytanie okazało się być dla mnie kolejną nauką / doświadczeniem z grupy tych, które sobie mocno cenię. Bo nie będę ściemniała, że korzystając z kilku najważniejszych, anglojęzycznych portali filmowych na świecie – czasami czytuję co piszą o danych tytułach filmowych tzw. zwykli ludzie, a nie znani i uznani krytycy filmowi z najbardziej opiniotwórczych mediów…. I w przypadku Magnetic okazało się, że opinie oraz noty (wszyscy mają fisia na punkcie punktacji – wrrr!) mu wydane – są absolutnie skrajne. Od 2 do 10. Odkrycie co za tym stoi nie było trudne. Ci, którzy dali filmowi najniższe notowania podkreślali stale to samo: Magnetic portretuje prawie wyłącznie samych Białych zawodników, przedstawia tylko jedną postać kobiecą. I w ogóle zajmuje się sportami ekstremalnymi w wydaniu “społeczność uprzywilejowanych”, którym dane było w życiu na tyle szczęścia, że mogli sobie pozwolić na ich uprawianie jako “stylu życia” i często całkiem sympatyczną możliwość zarobkowania…

Szczerze? – tak personalnie ode mnie – jest w tym pewne ziarno prawdy…Ale jedynie pewne w znaczeniu – nie całe. Piszę o tym specjalnie, wyłącznie po to by poddać to Waszej refleksji. Sporty ekstremalne wymagają najczęściej bardzo dużych nakładów finansowych – to fakt. A zwłaszcza wtedy, kiedy dany zawodnik – musi by rozwinąć pełnię swych możliwości, być najlepszym – mieć dostęp do tych warunków “przyrodniczych”, że tak to ujmę, których nie posiada w kraju, w którym przyszło mu się urodzić. I z zasady stanowi to swego rodzaju barierę. Łatwiej jest być surferem w Australii czy na Hawajach niż w Polsce. Łatwiej zostać wybitnym skalpinistą Szwajcarowi niż Jamajczykowi… Itd. Itp.

Jednak mam kilka “ALE” wobec głosów oburzenia. Pochyliłam się z uwagą nad tymi krytycznymi opiniami dotyczącymi wyłącznie kwestii związanych z personaliami sportowców, bo nikt nie krytykował Magnetic od strony stricte kinematograficznej – bo też nie ma czego… A które prowadzą mnie do konkluzji zamykających ten tekst…

Nie lubię demagogii i ideologicznego bicia piany dla zasady, a nawet nie znoszę. Więc trzeba jednak stwierdzić czy też przyznać, że jest kilka kwestii związanych z tym “zbiasowaniem” filmu Magnetic, których nie wzięcie pod uwagę wydaje mi się krzywdzące dla jego reżysera i pomysłodawcy, nawet jeżeli wybrał sobie za bohaterów ludzi, kierując się jakimiś własnymi, “wymyślonymi” i “uprzedzonymi” pobudkami…

Nie jest bowiem tak, że każdy kto się urodził w Australii lub na Hawajach może (z racji miejsca urodzenia) zostać wybitnym surferem. A każdy kto mieszka u podnóża Himalajów światowej sławy Himalaistą. A mieszkaniec kantonu w Szwajcarii gdzie do podnóża Mont Blanc ma 30 minut samochodem kimś kto będzie wybitnie zjeżdżał na nartach z kilku tysięcy metrów… Świat nie jest tak prosty… Jak zresztą każdy aspekt świata, w którym żyjemy, ze światem sportu włącznie. Dlatego też nie mogę bezmyślnie klaskać tym zarzutom…. Co do kwestii kobiet w sportach ekstremalnych – hmmm – sprawa także nie jest prosta, bo nie ma w tym miejscu mowy o parytetach… Statystyki są nieubłagane. Liczących się na świecie zawodniczek w sportach ekstremalnych au masse jest znacząco mniej niż zawodników (nie mam dostępu do ścisłych danych ale jest ich – jak szacują eksperci – około 70 % mniej niż mężczyzn). I w tym przypadku kwestia miejsca urodzenia, czy też zamożności rodziny z której się zawodniczka wywodzi – jest wtórna wobec kultury – czytaj kultury patriarchalnej – w której dziewczynki nie są po prostu “wychowywane” do tego by się w sportach ekstremalnych realizować!!! I zwyczajnie rzadziej niż chłopcy (statystycznie rzecz ujmując) się do nich jak się to mówi palą… No i to jest clue programu a nie to, czy dziewczynka się urodziła na nizinach mazowieckich czy nad Pacyfikiem czy u podnóża Alp! Think about it!

To raz. A dwa – co akurat Magnetic subtelnie podkreśla – a z czym się całkowicie jako psycholożka z wykształcenia zgadzam – sporty ekstremalne są często opowieścią o ludziach, którzy w nich realizują się i swoją osobowość uzależnieniową w tzw. pozytywny sposób (czyli od strony neurologicznej w serotoninowo – dopaminowo – adrenalinowych kopach, których ekstremalne wyczyny sportowe im dostarczają nie niszcząc zdrowia tak bardzo jak np. narkotyki). I akurat tak się składa, że jest to także powiązane silnie z aspektami natury psychologicznej, a nawet psychoanalitycznej – czyli kliniką obsesyjną (częściej występuje u mężczyzn), dla której mierzenie się z własną śmiertelnością versus “poczucia bycia nieśmiertelnym” jest kluczowe… Mało się o tym mówi publicznie, wciąż jest to jakiś rodzaj “tabu”, ale tak jest. Część zawodników portretowanych w Magnetic dotyka tego tematu – otwarcie przyznając, że “tylko wtedy gdy starają się pokonać kolejny poziom do tej pory niepokonanego czują, że żyją pełnią życia”…

I trudno z tym polemizować. Tak samo jak z kwestią, która dla filmów poświęconych ludziom dokonującym rzeczy fizycznie niebywałych w zasadzie stanowi największe obciążenie. I z którą bardzo trudno wdać się w rzeczową dyskusję. A która jest dla sportów ekstremalnych kluczowa. To nie są ludzie tacy jak ja czy ty…To są ludzie, którzy mają bardzo szczególne talenty, kompetencje i zdolności – często na poziomie wybitnym – które najwięcej de facto dają im samym…

Można oczywiście zapytać zatem czy jest to komukolwiek – do czegokolwiek potrzebne. Czy to coś wnosi dla kondycji świata, czy jest to pożyteczne, etc.

Ja nie zamierzam drzeć szat w tym przypadku…

*  *  *

Magnetic jest olśniewającym wizualnie filmem, przedstawiającym kilka osób, wybitnie uzdolnionych i uznanych w danej dyscyplinie sportów ekstremalnych. Nie dorabiam do tego żadnej filozofii. Ja osobiście podziwiam ukazany w tym obrazie ich kunszt, maestrie. Bo wiem jak cholernie dużo wysiłku to ich kosztuje. I jak wiele konsekwencji, odporności psychicznej, codziennej żmudnej, bardzo ciężkiej roboty fizycznej wymaga od nich to by być tymi, którzy się w tym filmie znaleźli. Bo kocham pasjonatów. I tych, którzy potrafią je realizować na poziomie mistrzowskim! Uważam, że zasługują na podziw i szacunek. Bo nawet jeżeli nie zaczynali “od zera” to jednak sami, własną, ciężką praca doszli w rejestry, których niedocenianie wydaje mi się – nazwę to wprost – zwykłą małostkowością…

Tyle ode mnie.

You may also like

POWITANIE SŁOŃCA
BLUE JAY
THE MEYEROWITZ STORIES
CO PRZYNIESIE JUTRO

Skomentuj