28
sty
2024
16

BIEDNE ISTOTY

BIEDNE ISTOTY (Poor Things) Reż. Yorgos Lanthimos, Scen. Tony McNamara na podstawie powieści Alasdair’a Gray’a pod tym samym tytułem, Obsada: Emma Stone, Mark Ruffalo, Willem Dafoe, Ramy Youssef, Christopher Abbot, USA / Irlandia / Wlk. Brytania, 2023

W opozycji do swego tytułu BIEDNE ISTOTY – najnowszy obraz Yorgosa Lanthimosa – jest bajecznie bogaty zarówno w treść, jak i formę. Rozbuchany od ich natłoku – wręcz! Biedne istoty to kino, przy którego oglądaniu kręci się w głowie od natłoku wrażeń, a myśli wibrują w rytm wielości znaczeń, symboli i metafor – by przygotować nas na grande finale. To hołd oddany silnym, niezależnym kobietom i oda do kobiecej emancypacji! Chapeau bas!

Sądzę, że o Yorgosie Lanthimosie można śmiało powiedzieć, że w kinie jako dziedzinie sztuki osiągnął status jakim może się pochwalić jedynie garstka twórców i to od zarania dziejów X muzy. Jest to bowiem reżyser, który posługuje się własnym, unikalnym językiem – miejscami hermetycznym i zupełnie nie liczącym się z oczekiwaniami tzw. przeciętnego widza. To, co budzi mój wielki szacunek w przypadku tego akurat artysty – to fakt, że Lanthimos nie bierze jeńców. Nie chodzi na kompromisy ze swoją erudycją filmową, ani z potężnymi ambicjami intelektualnymi, a jednak – jednocześnie (sic!) – zaprasza widzów do tego, by chcieli się pochylić nad historiami o których opowiada – miast je odrzucać z powodu niezrozumienia! Powtórzę zatem to samo, co napisałam przy okazji recenzji obrazu „Faworyta” – dzieje się tak dlatego, że Lanthimos porusza treści, które są dla odbiorców znacznie bardziej ważne i dotykające emocjonalnie niż nadana im, często ekscentryczna i ubrana w piętrowe znaczenia, symbole, metafory, analogie i odniesienia  – forma! 

Z jego dziełami jest trochę tak jak z jazdą na rollercoasterze – nie da się z niego zsiąść w stanie obojętności i po prostu pójść do swoich spraw. Trudno tego nie podziwiać, ani nie doceniać. 

Myślę także (choć ta refleksja pochodzi z rejestrów zdecydowanie bardziej socjologicznych niż kinowych), że grecki reżyser cieszy się tak wielkim szacunkiem i podziwem branży filmowej oraz atencją widzów właśnie dlatego, że w swoich artystycznych poczynaniach jest tak samo nietuzinkowy, odważny, jak i bezkompromisowy. A przynajmniej ja to tak odbieram…

Nagrodzone Złotym Lwem dla najlepszego filmu na MFF w Wenecji, nominowane w 11 kategoriach do Oscara Biedne istoty są także dobitnym przykładem tego, jak doskonale dobrze Yorgos Lanthimos rozumie kwestię dla filmu jako dzieła sztuki –  fundamentalną. Wielkie kino jest wynikiem pracy zespołowej, w której reżyser pełni rolę wybitnego dyrygenta wyłącznie wtedy, kiedy ma do dyspozycji orkiestrę składającą się nie tylko z artystów, ale artystów – z którymi potrafi się porozumieć!…

Jego najnowsze dzieło to po raz kolejny współpraca z  doskonałym scenarzystą (Tony McNamara) i wybitnym operatorem filmowym (Robby Ryan) – z którymi zrobił  „Faworytę”, a także z mistrzami fachu w zakresie scenografii, kostiumów, charakteryzacji i montażu.  

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaznaczyła także, że kino Lanthimosa z całą pewnością nie byłoby tak pełne i tak poruszające gdyby nie obsada jaką zawsze pieczołowicie dobiera do swoich obrazów. A także artystyczne przyzwolenie na to, aby aktorzy kreowali scenariuszowe postaci tak mocno i zapadająco w pamięć – jak się tylko da. Nic dziwnego, że jest jednym z tych nielicznych twórców kinowych, u których chce grać (choćby w trzecim planie) każda największa gwiazda kina europejskiego i amerykańskiego. Dla aktorów rola u Lanthimosa to brylant w koronie zawodowego CV. 

W przypadku Biednych istot – najpiękniej  i najwspanialej w obsadzie błyszczy Emma Stone w roli głównej (Złoty Glob), z którą Lanthimos już pracował przy „Faworycie”. I która to rola – możemy sobie to powiedzieć otwartym tekstem – jest jak do tej pory – najwybitniejszym osiągnięciem tej bardzo utalentowanej aktorki. Emma Stone to zresztą kolejny bardzo ciekawy przypadek „gwiazdy Hollywood” z młodego pokolenia kobiet kina, która idzie pod prąd, podejmuje odważne, samodzielne i podmiotowe decyzje i nie daje się sprowadzić do roli „jednej z”, której patriarchalne dziady producenckie w fabryce snów będą dyktowały warunki zawodowych ram i ambicji…  Stone gra bezustannie od ponad 20 lat i tyra jak wół nad tym, aby jej kariera kinowa, która zaczynała się (jak to w Hollywood) od tego co zawsze, czyli tzw. check listy (młoda, ładna, szczupła, zgrabna, uśmiech od ósemki do ósemki, kamera ją lubi, itd.) nie utknęła w punkcie, w którym do tej listy atrybutów przy pewnym numerze Pesel dopisane zostanie słowo „out”.  

Stone jest jedną z producentek obrazu Biedne istoty. Alleluja!

*   *   *

Willem Dafoe in POOR THINGS. Photo by Atsushi Nishijima Courtesy of Searchlight Pictures. © 2023 20th Century Studios All Rights Reserved.

(From L-R): Ramy Youssef, Emma Stone, Vicki Pepperdine and Willem Dafoe in POOR THINGS. Photo by Atsushi Nishijima, Courtesy of Searchlight Pictures. © 2023 20th Century Studios All Rights Reserved.

Ramy Youssef and Emma Stone in POOR THINGS. Photo by Yorgos Lanthimos. Courtesy of Searchlight Pictures. © 2023 20th Century Studios All Rights Reserved.

Mark Ruffalo in POOR THINGS. Photo by Yorgos Lanthimos. Courtesy of Searchlight Pictures. © 2023 20th Century Studios All Rights Reserved.

Biedne istoty to obraz w którym każda z postaci (z główną bohaterką na czele) cierpi na jakiś brak, nikt tu nie jest pełen (w ujęciu psychologicznym) i każdy poszukuje jakiegoś dopełnienia dla swego „ja” – w relacjach z innymi.

Naukowiec, lekarz, anatom i zwolennik eksperymentów medycznych Godwin Baxter (jak zawsze niezawodny Willem Dafoe) przywraca do życia zmarłą kobietę, której nadaje imię Bella (absolutnie fenomenalna Emma Stone!). Gdy ją poznajemy – po operacji jakiej poddał ją Godwin (Bella będzie się zwracać do niego per „God”, co mnie osobiście ukontentowało w zapotrzebowaniu na ironiczno-satyryczny sznyt w tej komedii) – kobieta funkcjonuje w jego domu niczym żywy eksponat, a jednocześnie rodzaj eksperymentalnej „tabula rasa” na której zapisuje się i odciska jedynie to, na co pozwala jej Godwin. Ten z kolei  nadał sobie dawno temu boskie prerogatywy w potrzebie kształtowania Belli według własnych mrzonek i aspiracji. Podopieczna ku jego satysfakcji – jest niebywale bystra i pojętna, a ku niezadowoleniu – krnąbrna, uparta, łakoma nowych doznań i doświadczeń i coraz wyraźniej wymyka się spod jego kurateli  i dąży do usamodzielnienia. Pewnego dnia Bella poznaje młodego medyka, ucznia Godwina niejakiego Maxa (Ramy Youssef), którego ten zatrudnia do pomocy i robienia notatek z jej postępów poznawczo-intelektualnych, a następnie prawnika, playboya i hulakę Duncana Wedderburna (Mark Ruffalo). I z tym ostatnim postanawia się wyrwać spod ojcowskiej kurateli – wyruszywszy w podróż do odległych krain. W przypadku Belli zwiedzanie nowych miejsc nie stanie się jedynie źródłem wiedzy i poszerzania horyzontów intelektualnych. Symbolicznie – będzie to podróż w głąb siebie, w której ważną rolę odegra edukacja seksualna i poszukiwanie źródeł rozkoszy erotycznej  oraz wszelkich innych obszarów osobistych satysfakcji…

Chciałam zagrać Bellę, ponieważ oznaczało to dla mnie akceptację bycia kobietą, wolności, strachu i odwagi.

Emma Stone – kreująca rolę główną w Biednych istotach i jedna z producentek filmu

Biedne istoty Lanthimos zamyślił sobie zrealizować na podstawie książki pod tym samym tytułem, autorstwa szkockiego pisarza Alasdair’a Gray’a. Wydana została po raz pierwszy w roku 1992 i otrzymała kilka dość istotnych na rynku brytyjskim nagród. Powieść Gray’a – uchodzi za wyjątkową z wielu powodów, w tym czysto literackich – bo autor świetnie miesza w niej realizm z fantazją. Jak to określił jeden z krytyków recenzując tę powieść: „w niezrównanie zabawny, błyskotliwy i obsceniczny sposób zajmuje się tematami tak uniwersalnymi jak: społeczne nierówności, dynamika relacji miłosnych, pamięć i tożsamość” 

Aż klasnęłam w dłonie gdy to przeczytałam! Toż to wypisz wymaluj – tematyka jaką zgłębia Yorgos Lanthimos jako twórca filmowy – od początku swej kariery zawodowej. Dla mnie to piękny dowód bycia wiernym artystycznej tożsamości.

Tony Mcnamara i Lanthimos nie przenoszą powieści Biedne istoty na ekran 1 do 1. Ale dość wiernie oddają jej główną treść, która z ducha swego czerpie mocno z tradycji powieści gotyckiej, a przede wszystkim z dziedzictwa jakie zostawiła po sobie Mary Shelley (autorka „Frankensteina”), której rodowe nazwisko brzmiało Godwin 😎. To jeden z wielu znaków jakie zostawia nam do interpretacyjnych rozważań Lanthimos, który jest ostatnim z reżyserów, o których bym sądziła, że nie rozmyśla nad tym jak wygląda i dokąd zmierza współczesny świat. Pełen cudownych a zarazem nieokiełznanych i złowieszczych technologii i jednocześnie świat, który przestaje po setkach – ba! – tysiącach lat kręcić się wokół tego, czego pragną mężczyźni. Od co najmniej dekady pędzi galopem w stronę jeżeli nie rewolucji to przynajmniej mocno przyspieszonej ewolucji, której sprawczyniami są kobiety!

*   *   *

Nic nie poradzę na to, że jak tylko zapoznałam się z najnowszym dziełem Lanthimosa – nie mogę opędzić się od skojarzenia z jakim wiąże mi się fabuła tego obrazu najsilniej. Poor thing – czyli w wolnym tłumaczeniu na polski  – „biedactwo” – brytyjska literatura, a zwłaszcza klasyka literatury czasów romantyzmu (siostry Bronte), a szczególnie wiktoriańskich (od Charlesa Dickensa przez Jane Austen)  w jej najwspanialszych wydaniach – pełna jest „biedactw” rodzaju żeńskiego. To zresztą określenie, które dalej funkcjonuje w języku polskim i nie odeszło całkiem do lamusa. Owszem trochę śmierdzi już naftaliną, ale w moim dziaderskim pokoleniu (nie wspominając o wcześniejszych) – jeszcze można je usłyszeć (i to głównie z ust kobiet!)  – całkiem nierzadko! …

Tego litościwego i empatycznego (?), a może jednak bardziej pogardliwo – wyższościowego (?) określenia „biedactwo” używało się i używa wyłącznie w stosunku do kobiet. Biedactwem było się zawsze w dyskursie mu przypisanym na najistotniejszych desygnatach kulturowych, bo określających status społeczny. Etykieta ta rzadko miała wymiar nietrwały, tym bardziej że podlegała zbiorowej ocenie. Wszystkie „biedactwa” tego świata stanowiły zatem zbiór: dzieci płci żeńskiej, dziewcząt i kobiet wykluczonych czy też „gorszych” z racji na status majątkowy, pochodzenie społeczne, wykształcenie oraz (last but not least!) kondycję biologiczno-fizyczną i urodę. Okrucieństwo tego desygnatu wzmacniał fakt, że jego konfiguracje i zakresy były zawsze zbudowane na umniejszaniu o co najmniej jeden aspekt, który w zbiorowości sobie podobnych czynił jednostkę „gorszą”.  Zabrało mi sporo czasu żeby zrozumieć (czyżby wyparcie?), że dokładnie taka była psychologiczna funkcja tego określenia. Biedactwa pozwalały nie-biedactwom czuć się lepiej i reperować swoje Ego choćby w minimalny sposób …

Taka śliczna, ale z jakiej biednej rodziny pochodzi – biedactwo!; Cóż z tego, że arystokratka – ale wyjątkowo szpetna – biedactwo!; Inteligenta, urocza i przemiła, niestety bezdzietna – biedactwo!; Jako pierwsza z rodziny ukończyła uniwersytet z wyróżnieniem i dziś może się poszczycić wieloma tytułami naukowymi, ale stara panna – biedactwo! 

I tak dalej, tym podobne. Ta lista nie miała i nie ma końca do dziś… 

Kiedy – na serio – kobieta  (jako przedstawicielka gatunku homo sapiens) – zaczyna się zastanawiać nad tym jak potwornie kobieca płeć przez wieki całe była etykietowana, piętnowana, stygmatyzowana, oceniana, umniejszana, kodyfikowana i poddawana permanentnej presji dążenia do zniwelowania jakiejkolwiek ”łatki” i realizację (kompletnie nierealistycznego) ideału  – to jest to doznanie graniczne i transformujące! To w tej świadomości sedna rzeczy tkwi moim zdaniem jądro feminizmu i emancypacji.  A na pewno mojej…

*   *   *

Biedne istoty to bardzo mocna, przerysowana,  perwersyjna, i podana w groteskowo-karykaturalnej  konwencji opowieść o świecie, w którym główna bohaterka Bella Baxter stwarza się na nowo – nie dlatego, że została dzięki Godwinowi przywrócona do życia  – lecz dlatego, że możliwość tę wykorzystała dla autokreacji, buntując się i wyswabadzając spod wpływu swego „stwórcy”, a następnie uwalniając od wpływu oceny wszystkich innych osób, które chciały ją etykietować. Gdyby nie to, niechybnie skończyłaby jako „poor thing”…

Emma Stone in POOR THINGS. Photo Courtesy of Searchlight Pictures. © 2023 Searchlight Pictures All Rights Reserved.

Emma Stone in POOR THINGS. Courtesy of Searchlight Pictures. © 2023 Searchlight Pictures All Rights Reserved.

Uniwersalizmu Biednym istotom Lanthimos przydaje żonglując tłem historycznym i jego kontekstem (wspaniała scenografia autorstwa Sony Heath i Jamesa Price’a oraz kostiumy) bardzo umownie. Realizm miesza się z fantazją, symbolizm z dosłownością – a wszystko to jest pozbawione ram jakiejkolwiek, konkretnej epoki i wymyka się tradycyjnej chronologii. Tworzy to rodzaj panopticum i wehikułu czasu w jednym, w którym Bella Baxter jest uosobieniem wszystkich kobiecych „Poor things” tego świata, od zarania jego dziejów – tym razem jednak ucząc się na błędach, podnosząc po upadkach i zawodach i nigdy nie poddając w poszukiwaniu odpowiedzi na tylko jedno pytanie: jak być sobą i żyć w zgodzie ze sobą. 

To opowieść o uzyskaniu auto-świadomości i doznaniu siebie samego w najgłębszym i najprawdziwszym spektrum – bo poprzez wgląd we własne ja, którego nie tłamsi chęć sprostania oczekiwaniom społecznym. 

Lanthimos pokazuje nam świat fantazji, w którym bohaterka (w przeciwieństwie do świata realnego) mogła dorastać w środowisku, gdzie dano jej swobodę możliwości wyboru postrzegania siebie i kreowania swojego „ja” nie na podstawie odbicia się jej obrazu w lustrze oczekiwań społecznych, tylko w oparciu o głos „wewnętrznego dziecka” i podążanie za zasadą przyjemności. Godwin jako jej „twórca” i piewca eksperymentów „posuwających naukę do przodu” stosuje jako główne narzędzie – obserwację. Nie ocenia i nie krytykuje. Zatem Bella jest kimś, kto wkracza w dorosłe życie jako istota, która sama dla siebie stanowi najważniejszy punkt odniesienia, ufa swoim instynktom, umie prawidłowo ocenić co jej będzie odpowiadać, a co zaszkodzi – bo nie została „sformatowana społecznie” tak, aby dopasowywać się, spełniać zachcianki, potrzeby i domagania innych…  

W najprostszym znaczeniu kulturowym zatem Biedne istoty to film znacznie bardziej gloryfikujący emancypację niż feminizm!

Bella Baxter i jej „przygody” służą Lanthimosowi do opowiedzenia nam o najbardziej uniwersalnym pytaniu jakie nęka myślące istoty ludzkie: jak żyć – by życie miało sens i smak. 

Reżyser wrzuca nas w jestestwo Belli w konwencji, która jest rodem z komedii dell’arte, groteski, karykatury i satyry zarazem – z pełną premedytacją. Główna bohaterka jest w nim przedstawiona zrazu jako swego rodzaju „kuriozum”- dokładnie po to byśmy mogli wyraźniej sobie uświadomić naszą własną – gatunkową, płciową i społeczną – karykaturalność, której w dodatku nasze Ego nie pozwala nam dostrzec w jej prawdziwym świetle. Lanthimosa zdaje się szczególnie mocno satysfakcjonować ta jego artystyczna rola – popycha nas do przyjrzenia się światom odmieńców i outsiderów dokładnie po to, by na ich przykładzie opowiedzieć nam coś ważnego na temat nas samych. Bella z Biednych istot  testuje kolejne kostiumy, epoki i społeczne systemy po to by obnażyć okrutną prawdę o tym, że tzw. norma społeczna jakże często jest nienormalna…

Mało który współczesny reżyser (może jeszcze Sorrentino?) potrafi równie dobrze malować obraz kondycji ludzkiej tak jak Lanthimos – używając zarówno metafor, jak i konkretów. W zetknięciu z jego filmami – wytworzone przez nas mechanizmy obronne (agresja, wyparcie, przeniesienie, zaprzeczenie) wobec zjawisk i kwestii którymi się zajmuje – sprawdzają się słabo. Sądzę że dlatego, iż jest na tyle świadomym twórcą, że wie jak i od której strony je podejść. W najszerszym znaczeniu – emancypacja to proces uwalniania się, wyswobodzenia spod wpływu i zależności – także od własnych uprzedzeń, słabości, ograniczeń i lęków. Finałowa scena Biednych istot jest pod tym względem wyjątkowo pokrzepiająca!

 

 

*** Wszystkie zdjęcia oraz cytat wykorzystany w tekście pochodzą z materiałów prasowych dystrybutora filmu BIEDNE ISTOTY na rynku polskim: Disney Polska.

You may also like

CZASEM MYŚLĘ O UMIERANIU
OBSESJA
CHŁOPIEC I CZAPLA
BĘDZIE LEPIEJ

Skomentuj